SCENA.
Dzisiaj zaczynam pracę w firmie działającej w branży, która wybitnie nie leży w moich zainteresowaniach. Posada w biurze, jako pomoc dla jednego pracownika. Ale stres jest tak niesamowity, że w nocy nie mogę spać. Rano jak neptyk wyłączam budzik w telefonie, ogarniam się i wdziewam naszykowane wczoraj ubrania. Zaczęłam od cielistej, koronkowej bielizny, która zrobiła dobrze cyckom i zakamuflowała nieco oponkę na brzuchu. Do tego czarna, opinająca spódnica do kolana, pończochy z szeroką koronką, biała koszula, na to czarny, koronkowy sweterek. I obowiązkowe buciki na niewielkim słupku, które wczoraj polerowałam na błysk. Poczułam się, jakbym tak na 1% mogła podbić świat. Zawsze to nie zero, więc z marnym pocieszeniem ruszyłam do biura.
Na miejscu przejmuje mnie dziewczyna, przepraszając za nieobecność pracownika, któremu mam pomagać, że ma ultra-arcy-ważne spotkanie i będzie ciut później, i żebym się nie wystraszyła, bo to tylko pozory. Oprowadzając mnie po całej firmie, tłumaczy zadania poszczególnych działów i czuję, że dam radę. Z tym przeświadczeniem wracam na biura i....
On już czeka. Ale On, przez takie duże O. Wysoki, z brodą, wzrok taki, jakby zabił parę osób zanim tu wrócił. Mam wrażenie, że Jego koszula jest z jakiejś stali, tak sztywno się trzyma podając mi rękę. Nie powiem, podoba mi się i to bardzo. Nie z wyglądu - ale jest w Nim coś takiego co sprawia, że chcę się przekonać, ile się ukryło pod tą sztywną koszulą. Dziewczyna rakiem w trybie pospiesznym wycofuje się z biura rzucając do Niego, że jestem do pomocy i zamyka za sobą drzwi. Pozory.... Pozory mylą, droga koleżanko.
Przez chwilę mierzymy się wzrokiem. Czuję się jak maleńki chomiczek na środku wykoszonej łąki, obserwujący ruch ptaka drapieżnego na niebie. Ale On wskazuje mi krzesło obok swojego i zaczyna powoli, bardzo dokładnie przedstawiać mi moje obowiązki. Staram się nie odpłynąć, bo ten głos jest cudowny; głęboki, miarowy, przywodzi na myśl ogromny ocean. Daje jednak o sobie znać nieprzespana nocka. Chyba za bardzo mi spadła koncentracja, bo czuję dosyć mocne pacnięcie w dłoń.
- Albo się skupisz sama z siebie na tym, co mówię, albo ja sprawię, że będziesz musiała się skupić.
To mnie w moment otrzeźwia, patrzę w Jego oczy.
- Czy ty mnie właśnie uderzyłeś po ręce? Kary fizyczne to norma w tej firmie? Co to ma być?
Na moment wygląda na lekko wytrąconego z równowagi, ale jedno mrugnięcie oczami sprawia, że na Jego twarz wraca wzrok Łowcy.
- Nie, ale to ty sprawiasz, że chcę cię w ten sposób karać.
Ton, w jakim to mówi sprawia, że czuję ucisk między udami.... Nie tutaj, nie teraz! Nie mogę pozwolić, by to jedno pacnięcie w dłoń przekreśliło moją szansę na naprawdę dobrze płatną pracę. Staram się więc wyglądać wysoce neutralnie, ale z jakiegoś powodu On się uśmiecha.
- Widzę, że ta metoda bardzo ci się podoba. I nie udawaj że nie, czytam z ciebie jak z otwartej książki.
Z jakiej kurde paki, przeszliśmy od omawiania zakresu moich obowiązków, do moich preferencji seksualnych? Postanawiam zmienić taktykę. Obracam się bardzo powoli w Jego stronę, rozchylając nogi. Jego wzrok zatrzymuje się na wnętrzach ud, wyścielonych koronką z pończoch. Słyszę, jak wciąga powietrze i bardzo powoli go wypuszcza, podnosi wzrok na moje piersi, a potem patrzy mi prosto w oczy.
- No widzisz, jak chcesz, to potrafisz całkiem nieźle negocjować.
Nie zdążyłam się nacieszyć w pełni tą niby pochwałą, kiedy szybkim ruchem chwyta mnie za włosy i sprowadza do pozycji klęczącej tuż przy Jego nodze. Delikatnie gładzi dłonią moje plecy i kark, jednocześnie wzmacniając chwyt na włosach. Trwamy tak przez chwilę, po czym Jego dłoń z pleców wędruje do guzików koszuli. Odruchowo przez głowę leci mi myśl, że może ktoś wejść, ale On znowu odczytuje moją minę i przerywa, podchodzi do drzwi i zabezpiecza je kodem.
- Nooo.... Teraz możesz krzyczeć i wołać o pomoc, i gwarantuję ci, że nikt tego nie usłyszy. Ani nie przeszkodzi.
Dopiero teraz dociera do mnie, że drzwi są obite i wyglądają na solidne. W ogóle całe biuro wygląda jak bunkier, ale nie miałam szans się nad tym dłużej zastanowić. Kolejne szarpnięcie za włosy i ląduję na brzuchu na biurku, wypięta tyłkiem w Jego stronę.
- Nie ruszaj się, bo zaboli bardziej.
A mi nie trzeba tego dwa razy powtarzać. Podchodzi od tyłu, rozpina koszulę do reszty, uwalniając piersi. Czuję, że podnosi spódnicę do góry i odruchowo zastopowałam Jego ręce, ale w moment oberwałam soczystego klapsa w jeden pośladek.
- Co ja przed chwilą powiedziałem?
Tłumiąc soczyste przekleństwo cofam swoje ręce i opieram się na biurku. Tyłek piecze konkretnie z jednej strony, ale skłamałabym mówiąc, że na to nie liczyłam. Ba! Ja liczyłam dokładnie na to. Jeśli podejmujemy tą grę to tylko w ten sposób, że będzie w stanie mnie ujarzmić i oboje na tym skorzystamy. Czuję, jak gładzi pośladki, ugniata je palcami i całuje. Mam od tego ciarki na skórze i nie widząc Go czuję, że Go to cieszy. Sutki twardnieją boleśnie, zaczynam odczuwać coraz większe podniecenie. Takie, że tu i teraz zrobię wszystko, czego On sobie nie zażyczy. Chcę Mu się poddać tu i teraz. On jednak się nie spieszy, zataczając swoimi dłońmi coraz większe kręgi na moim ciele.
Moja koszula z cichym szelestem ląduje na ziemi, zaraz za nią spada stanik i spódnica. Zostaję w pończochach, majtkach i czółenkach przed Nim, czekam co dalej. Zaskakuje mnie, kiedy delikatnie muska moją twarz, a zaraz potem wpija się swoimi ustami w moje usta.
Taki pocałunek potrafi stopić niejeden żelazny mur, a ja nie mam nic na swoją obronę. Choćby marną. Nie mam szans.
Padam na kolana, i wyjmuję Jego członka. Twardego, idealnego. Chcę Mu zrobić jak najlepiej, więc wciągam go głęboko w siebie. Wszystko, o czym tylko do tej pory czytałam, mam szansę wypróbować w praktyce dokładnie w tym momencie.
- Głębiej.
Niemal się nim krztuszę, kiedy On z całej siły dociska moją głowę do siebie i zaczyna mnie rżnąć w ten sposób. Czuję, jak majtki przeciekły, a wydzieliny wsiąkają w pończochy. Policzki mnie pieką, tyłek przestał. Chcę więcej.
Nagle przestaje i uderza mnie w twarz. Kiedy ja jestem oszołomiona, On uderza w drugi policzek i obraca mnie, rozchylając pośladki wchodzi, jednocześnie wbijając w nie palce. Dupa nie szklanka, ale mam wrażenie, że pod naciskiem Jego dłoni coś tam pęka. Wymsknął mi się mały krzyk, a On w odpowiedzi na to wchodzi jeszcze głębiej.
Jego ręce są naprawdę silne, ten dotyk niesie ze sobą jednocześnie ból i rozkosz. Tyłek, sutki, łechtaczka. Włosy, uszy, brzuch. Obraz zaczyna mi się zamazywać, czuję zbliżający się orgazm. Nie panuję nad wydawanymi dźwiękami, czuję się jak zwierzę. Odlatuję i nie wiem jak długo to trwa. Kiedy wracam, On akurat kończy zalewając mnie obficie.
-Dobra dziewczynka.
A ja muszę na chwilę oprzeć się o to cholerne biurko, bo nie ustoję samodzielnie na nogach.
Nie wiem ile minęło, ale kiedy podnoszę się z biurka nieco przeraża mnie widok jaki zastaję. Mam małe siniaki na ramionach i udach, tyłek mnie piecze od uścisku, a pończochy ślizgają się nieznośnie. Muszę się ogarnąć, więc sięgam po ubrania (na szczęście koszula nie jest pomięta), i na szybko wycieram chusteczką wszelką wilgoć. Kiedy już wyglądam w miarę jakby nic się nie stało, dostrzegam Go dokładnie naprzeciwko siebie. Jego koszula już nie wygląda jak z metalu, teraz wygląda normalnie, jest rozluźniony i taki... Swój. Powinnam podziękować, więc chwiejnym krokiem podchodzę i padam na kolana, opierając głowę o Jego nogę.
- Dziękuję.
- Za co dziękujesz?
Patrzę na Niego i na chwilę się zastanawiam. Bezwiednie podeszłam, a teraz muszę ubrać ładnie w słowa to, co było. To nie jest paradoksalnie proste zadanie.
- Za to, że na chwilę mogłam pobyć na właściwym dla siebie miejscu. Czy możemy to od czasu do czasu powtórzyć?
(pixaby, free stock photo)