wtorek, 27 listopada 2018

sos słodko kwaśny

Dłonie, które potrafią zarówno mocno uderzyć, jak i doprowadzić do wszelkiego rodzaju przyjemności. Czasem je liżę, czasem przytulam do nich swój policzek. Czasami je gryzę, licząc się z konsekwencjami. Czasem je prowadzę do swoich włosów domagając się głaskania, innym razem sprowadzam je w dół pleców, żeby zachęcić do skorzystania. 

Ale czasami mam dni, w których mam wszystkiego dosyć, chciałabym wziąć urlop od wszystkiego na parę godzin i w tym czasie pobytować w swojej skorupie, bez jakiegokolwiek dotyku. Tam, nawet On nie ma wstępu. Musi poczekać, aż się przepoczwarzę i wypełznę, wtedy może mnie na powrót wziąć w swoje dłonie. On to rozumie, ba - jest niesamowicie cierpliwy. Nie próbuje przyspieszać tego procesu. 

Żyjąc codziennie ze sobą, widując się na co dzień, czasami potrzeba po prostu za sobą zatęsknić. Każde z nas, ma swoje zajęcia, w trakcie których przychodzimy do siebie, wymieniamy czułości, ja przytulam się do nogi - i wracam do siebie. Czasem wykonuję jakieś zadanie, czasem wychodzę z inicjatywą. Nie ma parcia na cokolwiek, mimo to ciągle jest konsekwencja. 
Taka codzienność, proza życia, sos słodko kwaśny.



DNI 
 

czwartek, 22 listopada 2018

ocean

Rozkminy w temacie granic z założenia i granic rzeczywistych.

Jakoś tak ostatnio rozmyślam o tym, w jaki sposób można ustalić swoje granice i potrzeby będąc świeżynką klimatyczną. Bo przecież nie da się od razu - często ten proces zajmuje sporo czasu. Nie da się również (tak mi się wydaje) określić swoich granic w bdsm bez ustalenia swojej seksualności, sensualności i ogólnie potrzeb na takim podstawowym polu.
W tym świecie jest tak wiele różnych tematów, że przypomina on ocean z rybami; różnorodność gatunkowa taka, że każdy złowi coś dla siebie. Ale kiedy nigdy nie jadło się ryb, po czym można stwierdzić, która ryba będzie najsmaczniejsza, a która może być trująca?
Albo metodą prób i błędów, albo czytając treści pożądane,  albo ucząc się od tych, co mają taką wiedzę. 
Myślę, że zawsze warto zacząć od ustalenia (po zaznajomieniu się z poszczególnymi praktykami) granic właśnie z założenia - to pozwala narysować wstępną mapę tego, do czego można później dążyć. Rzeczywistość znowu weryfikuje założenia i pozwala na ustalenie granic rzeczywistych. Bo każdy takowe ma - ale śmiem stwierdzić, że wraz z wiekiem, oraz otoczeniem i doświadczeniem, granice te ulegają zmianie. 
Wiem, że to oczywista oczywistość, ale moja rozkmina dotyczy bardziej tego, że przy dobrym Panu wszelkie granice w zasadzie przestają istnieć. Uległa strona chce dążyć sama z siebie do pokonywania własnych barier, a pod dobrą opieką jest w stanie zrobić wszystko. Ważne jest również to, że Pan zna na tyle stronę uległą, że nie odczuje ona jakiegokolwiek przyparcia do muru z żadnej strony. Właśnie dlatego prowadzenie szczerych rozmów jest takie ważne. Granicami realnymi byłoby również w tym wypadku to, co leży poza wspólnymi potrzebami Pana i podległej mu strony. No i najważniejsze: czy pochwała z ust Pana nie jest najlepszą motywacją? ;) 





środa, 21 listopada 2018

scenki

Moje piersi tego dnia były w ścisłym centrum uwagi Mistrza. A to macnął, a to pacnął. Pościskał, powyciągał za sutki, poprzytulał się. W pewnym momencie wygiął mnie tak, że nie miałam możliwości ruchu (półmostek), i zaczął "pieszczoty" smoczym. I tak powoli rozkręcało się ku lepszemu - piersi piekły i grzały, ja powoli odpływałam, On wchodził w to coraz bardziej, i...
- Czy możecie przestać tak klaskać? Robicie to za głośno! - z pokoju Starszej dobiegła pretensjonalna prośba, która rozpierdaczyła na łopatki cały ten nastrój. (myśleliśmy, że daawno zasnęła)


Mam ochotę na orgazm, na seks, na Niego. Ale krążę sama wokół siebie, nie chcę się prosić, wiem że i tak nie przyjedzie. Odpuszczam, bo to bez sensu. Wieczorem podczas rozmowy wypływa temat chcicy.
- A to nie mogłaś po mnie zadzwonić?
- I tak byś nie przyjechał, nie chciałam się nastawiać.
- Ale wtedy spokojnie mógłbym, przyjechałbym. Gdybyś zadzwoniła, to byś wiedziała.
Stracona okazja.


- Saro, załóż kulki o danej godzinie.
- Dobrze. 
Tylko że zanim Mistrz wrócił, wyszło przypadkowe spotkanie z koleżanką. W kulkach (tych większych) obeszłam z nią sklep, trasę do jej domu, plus przydłuuugą pogaduchę (nie potrafimy krótko rozmawiać ;) ). W sumie z planowanej godziny noszenia zrobiło się ponad cztery. Niby nic, ale w pewnym momencie przestałam czuć że je mam, bo dobrze się ułożyły (pierwsze 10 minut to ciągłe poprawianie się). Również nie czułam się rozproszona w jakikolwiek sposób, ale jednak w domu... Chciałam je wyjąć możliwie jak najszybciej.




Mistrz zachodzi mnie od tyłu, ale jakoś specjalnie nie mam ochoty w tamtym momencie na takie pieszczoty. Więc zostaję sprowadzona za kark, do pozycji i zarabiam parę mocnych klapsów na gołe pośladki. Piecze... Kiedy nakazuje mi się podnieść, siadam na piętach i kąsam Go w udo. Za to zarabiam w policzek.
Lubię - mimo że wiem, że nie wolno gryźć, to czasami robię to specjalnie żeby poprowokować Go do jakiejś akcji. Ale tym razem, ten policzek spowodował odkorkowanie wszystkich drobnych złości zebranych z całego dnia. I, zamiast się cieszyć i wtulić w nogę, wtuliłam się z łzami w oczach.
Wyczuł to od razu, kazał się podnieść, przytulić. Wypłakać w ramię.


wtorek, 20 listopada 2018

moja fantazja (#12) do zrealizowania

Dostałam rano polecenie: "zakaz jedzenia, dopóki nie wrócę do domu". Zapytałam, czy mogę pić wodę, jak najbardziej - ale tylko wodę. 
Cały dzień jakoś upłynął... wolno. Po którejś godzinie zaczęło mi burczeć w brzuchu, a Mistrz, jak na złość, wysyłał mi zdjęcia różnych wspaniałych potraw, lub opisy jedzonka, które moglibyśmy wspólnie zjeść. Zaczęłam się irytować, nagle wizja choćby zwykłej kromki chleba wydała mi się szczytem marzeń w tym dzisiejszym dniu. Najgorsze katusze były przy gotowaniu obiadu, jak zapachy zaczęły roznosić się po mieszkaniu. Ile można wypić wody? Okazuje się, że dużo.
W końcu wrócił. Powoli się ogarnął, na chwilę zniknął w pokoju.
Nakazał podejść do siebie, rozebrać się. Kiedy to zrobiłam, chwycił za mój kark i siłą sprowadził na ziemię. Zapytał, czy coś jadłam, odpowiedziałam że nie. Tylko woda. I że burczy w brzuchu, obiad czeka... Na co uśmiechnął się, i nałożył obrożę, smyczą przywiązał do stołu, zawiązał ręce z tyłu. Włożył kulkę w cipkę. Naszykował dwa talerze, nałożył porcję obiadu.
Swoją - dał na stół. Moją... Postawił talerz na ziemi. 
Nie wiem, dlaczego dzisiaj zrobiłam gulasz, ale cokolwiek bym nie zrobiła - zawiązane z tyłu ręce uniemożliwiały jedzenie czegokolwiek. Próbowałam, ale tylko się cała pobrudziłam. 
W międzyczasie Mistrz skończył, pochwalił że smaczny i z uśmiechem zapytał, dlaczego nie ruszyłam swojej porcji, skoro byłam taka głodna? Odpowiedziałam, że ręce, że nie dałam rady... I zarobiłam uderzenie w twarz. Ponowił pytanie, ale zanim zaczęłam odpowiadać, uderzył tak samo, tylko w drugi policzek. 
Szok, irytacja, wstyd, łzy, głód, złość, niemoc, ból, poniżenie. Jeśli właśnie to chciał osiągnąć, to Mu się to udało. W czasie, w którym próbowałam to sobie jakoś poukładać, On poszedł po głaskacza. Jak tylko próbowałam coś powiedzieć, czułam nitki tego narzędzia na skórze. Brzuch, piersi, plecy. Uda, ręce. Do tego narastające... podniecenie, które wylewało się spomiędzy nóg. Byłam zdana na Jego łaskę i niełaskę, potrzeba zjedzenia gulaszu dawno znikła. Był tylko On i to, co robi. 

Smakował wybornie; tak samo smakowały Jego palce, którymi najpierw wyjął kulkę, a potem włożył w cipkę i zaczął nimi ruszać. Brutalnie, szybko. Równie szybko odwiązał mi ręce i usadził na stole, wszedł z całym impetem. Zadziwiające, że jeszcze chwilę temu leżałam na podłodze w kawałkach, a teraz jestem w całości. Z taką łatwością, wraz z paroma słowami. Z Jego czujnym wzrokiem i z Jego silnymi dłońmi. 

Po wszystkim kazał usiąść na krześle. I nakarmił jak dziecko, bez szansy na jakikolwiek sprzeciw. 

piątek, 16 listopada 2018

chwilowa przerwa

Spowodowana niestety chorobami, które dopadły całą naszą czwórkę. My to jeszcze wiadomo, jakoś się ogarniemy, ale dzieciarnia to "jakoś" już niekoniecznie. Poza tym końcówka roku się zbliża, co oznacza spiętrzenie się drobnych spraw. Normalka o tej porze roku. Więc, to również próba sił i cierpliwości, bo wszelkie plany musimy odłożyć na zaś, musimy również jakoś się dogadać w kwestiach, w których mamy odmienne zdanie. Czasami zwyczajnie ciężko o kompromis, zwłaszcza kiedy włazi we mnie mały złośnik, a w Niego Osiołek. 
Wada długich związków. 
W każdym razie tak: małe rozplanowanie zrobione, kompromis osiągnięty. Mistrz rzucił jeden pomysł, a ja przebieram nóżkami, bo nie mogę się doczekać aż go zrealizuje. Cierpliwości..... :<

sobota, 10 listopada 2018

wymarzony dragon's tail, czyli z serii DIY: zrób to sam/a

Kolejny przyrząd, który powstał z szerokiego, plecionego paska z ekoskóry. Całkiem słusznie miałam skojarzenia ze smoczą skórą, nadał się idealnie do wykonania "smoczego ogona". Ponieważ był całkiem nieźle wykończony, to wystarczyło tylko przyciąć klamrę i estetycznie go zaszyć na wyciętej z drewna rączce. Pozostało mi wykończyć końcówkę, ale to kwestia użycia w dobry sposób takera i kawałka skórki. 
Testy przebiegły pomyślnie - a przynajmniej Mistrz miał problemy z oderwaniem rąk od nowej zabawki ;)







Wszystko dzięki Anance ponieważ to Ona wysłała kilka ciekawych paseczków :)

wtorek, 6 listopada 2018

1 na 50

Co jakiś czas zdarza się seans nieudany z wielu przyczyn. Taki margines błędu w tej sztuce, w której obydwoje mamy główne role. Tym razem się spieprzyło przez moje słowa - a raczej przez nieodpowiednio dobrane słowa. Naprawdę, dało się to powiedzieć inaczej, nie tak bezpośrednio i złośliwie. Nie sądziłam jednak, że wywołam aż taką reakcję negatywną, gdzie Mistrz się wkurwi do tego stopnia i w taki bezpłciowy sposób mnie wyplącze ze sznurków. Miałam ogromne poczucie winy w moment, że jest to tak po prostu nie do opisania. I może jeszcze by jakoś dało się szybko załagodzić konflikt, gdybym nie odmówiła wykonania polecenia które padło. W zasadzie na to żadnego usprawiedliwienia nie mam, wywołałam lawinę i musiałam pozwolić, żeby po mnie przeszła. Razem ze wszystkimi następstwami. 
Rozmowa znowu była ciężkostrawna, raniąca. Padło wiele gorzkiej prawdy i, w zasadzie w pewnym momencie była to paskudna kara. Wprawdzie sytuacja została wyjaśniona od razu, ale nawet podczas snu kajałam się i przepraszałam. Rano miałam kaca moralnego. 
Jak tak patrzę na tą sytuację po paru dniach to całość wydaje mi się błaha, śmieszna. Nie chce mi się wierzyć, że to wszystko tak bolało, nie było tego warte. Co najważniejsze - dało się temu zapobiec. Sama nie wiem, dlaczego użyłam takich, nie innych słów. Błędy, błędy....




piątek, 2 listopada 2018

Mistrz bywa złośnikiem

I taka naturalna złośliwość, na którą sobie ponarzekam, popsioczę, powyzywam, ale to lubię.
Zaplanował sobie sesję z głaskaczem i woskiem. Ja z kolei myślałam, że to nie wypali, bo do później godziny w sumie zasiedzieliśmy się na necie, ja z dwoma kieliszkami wina.
I błoga nieświadomość była do momentu, w którym nie kazał się rozebrać i podać wosk (pszczeli) a sam zaczął szykować łóżko (zabezpieczać streczem) i liny. 
Wizja obitego i przez to wrażliwego tyłka w połączeniu z bardzo gorącym woskiem lekko przerażała. Do tego lepienie się do streczu - bo znając życie, z wysiłku zacznę się nadmiernie pocić. I brak możliwości ruchu...

Mistrz rozpoczął od położenia mnie na brzuchu i przywiązania do rogów łóżka rąk i nóg, założenia opaski na oczy. Następnie chłosta.... Lekkie razy spadały i spadały, jednak z każdym kolejnym zaczynały coraz bardziej grzać i piec. Czułam kiedy Mistrz przykłada siłę, a kiedy nie. Nie było jakoś specjalnie mocno... Ale było ich tyle, że skóra była niesamowicie wrażliwa, a w końcu o to chodziło. W przysłowiowym międzyczasie dostałam największe szklane dildko w cipkę, którym najpierw ruszał jak chciał, a później zostawił go pod kątem żeby nie wypadło. W pewnym momencie wszedł jako drugi - skoro bez problemów, to zapytałam, czy spróbujemy fistu, zgodził się. 
Żel, dłoń - i znowu ten sam punkt przy kciuku, nie przejdzie, choćby nie wiem co. Pomimo dobrej pozycji, rozluźnienia, to po prostu moja granica i muszę pogodzić się z tym, że moja budowa zwyczajnie nie pozwala na całą Jego dłoń. Pobawił się jednak, czułam jak rusza się w środku (świetne!), jak masuje cipkę, udało Mu się wejść ośmioma palcami (dłonie jak do modlitwy, jednak bez kciuków). Wrażenia niesamowite, tym bardziej, że fist wyszedł przypadkiem. 
Ale szybko mnie sprowadził z tej przyjemności na ziemię, bo wraz z pierwszą kroplą wosku myślałam, że wypali mi dziurę w skórze. Ciało mimowolnie dostawało skurczów, wiło się, byleby tylko uniknąć kropli wosku, które spadały jak deszcz z lawy. Bolało. Wosk pszczeli po obiciu skóry piecze zdecydowanie bardziej. Do tego co jakiś czas Mistrz ściągał zastygłe krople klapsem albo głaskaczem, co potęgowało ból. Wyrywałam się tak, że znowu czułam opalanie liną na nadgarstkach, oraz drętwienie stóp. Żebym się tak nie wyrywała, Mistrz przytrzymywał moje ciało swoją dłonią - albo stopą.Na koniec nakazał mi zdmuchnąć świeczkę - w opasce widziałam co najwyżej ciemność, ale świeczka była tuż przed moją twarzą. Dwa razy mi się nie udało - dwa razy oberwałam na obitą i oparzoną skórę. Za trzecim razem poczułam upragniony zapach zgaszonego płomienia. Mistrz mnie rozwiązał, zdjął opaskę, zaprowadził do łazienki. Tyłek jeszcze długo mnie piekł i grzał, choć żadnych śladów, poza zaczerwienieniem nie zostało.




czwartek, 1 listopada 2018

sen

Śniło mi się, że Mistrz postanowił mnie ukarać w jeden z najgorszych dla mnie sposobów. 
Jakaś popijawa u nas - trzy kobiety, które są z pracy Mistrza, rozmowa i wino naprzemiennie. Niezbyt dobrze je znam, zaledwie parę razy się widzieliśmy przy spotkaniach pracowniczych. Są atrakcyjne - ładne twarze, biusty idealne, kształtne dłonie. Widzę, jak patrzą na Mistrza, jak rozmowa ciągle oscyluje w granicach seksualności. Rozmowa w pewnym momencie schodzi na to, że Mistrz wspomina o naszej relacji, układzie Pan - uległa, że zrobię wszystko co mi każe. Opisuje w dużym skrócie niektóre sesje, one słuchają wyraźnie zauroczone. I w pewnym momencie Mistrz wspomina, że On sobie przypomniał o karze (za jakąś przewinę), i w takim razie On teraz każe mi wyjść z domu na godzinę. Bo tak. Mam iść na spacer - nie dzwonić, nie pytać o nic jak wrócę. 
Boli, boli mnie głowa w moment, boli serce, czuję we śnie jak się pocę ze strachu, z zazdrości, ze złości. Mój sen znowu jest zbyt realistyczny - zostawiam Go w obecności trzech kobiet, które wyraźnie na Niego lecą. Muszę Mu zaufać i wyjść, a to nie jest dla mnie proste. 
Wychodzę.
Cały spacer jedyne co robię, to krążę wokół bloku. Wkurwiona. Niepewna. Staram się ufać Jemu. Ale nie ufam temu, co mogą zrobić tamte trzy kobiety. Jaką sytuację mogą zainicjować. Ostatecznie budzę się, nie znam zakończenia snu. Mam mnóstwo niewygodnych myśli.
Siadłam przy M. żeby o tym porozmawiać. Powiedziałam, co mi siedzi. Z czym się mierzę. Dlaczego. Ciężka rozmowa. 
Bo ufam Mu, kiedy gra mną na granicy życia, zdrowia, a nie ufam otoczeniu, które może doprowadzić do rozpadu. A przecież, zaufanie to również to, że On nie dopuści do takich sytuacji. Tak po prostu. 

"Urodzisz się dzięki kasztanom i chcę, żebyś było do nich podobne. Ukłuj, gdy dotknie cię ktoś, kogo nie chcesz i nie lubisz. Pokaż miękką, ciepłą skórę, pozwól jej dotknąć i ją pogłaskać, gdy stwierdzisz, że ktoś jest dobry i go lubisz. Ale wnętrze zawsze zachowaj tylko dla siebie i dla niewielu ludzi, którym zaufasz, bo na pewno są gdzieś tacy, tylko trzeba ich znaleźć."



rozmówki #3

W radiu leci reklama filmu, który dzisiaj będzie puszczany w telewizji (zielona mila).
On:
- Kochanie, czy chcesz...
Ja:
- NIE!
- ... ze mną obejrzeć dzisiaj film?
- Nie, nie nie. 
(Ryczę przy nim jak bóbr, a On doskonale o tym wie i specjalnie się droczy, żebym sobie popłakała w ramię).
- Szkoda, że nie mam tego fajnego narzędzia do otwierania oczu, wystarczyłoby cię związać i zmusić do oglądania.
- Musiałbyś mi oczy kropić, żeby nie wyschły.
- Nie ma z tym problemu. 
(Ten Jego głupi uśmieszek, kiedy pomysły - zwykle najwredniejsze - suną Mu po głowie). 
- Masz ten uśmieszek, wiesz?
- Ale o to przecież chodzi w bedeesemie, no nie? 
- No tak... Że zmuszasz mnie i Cię to cieszy, i mnie też cieszy to, że mnie zmuszasz.

Ale na dzisiaj Mistrz zaplanował coś innego jak film. :>