Dostałam rano polecenie: "zakaz jedzenia, dopóki nie wrócę do domu". Zapytałam, czy mogę pić wodę, jak najbardziej - ale tylko wodę.
Cały dzień jakoś upłynął... wolno. Po którejś godzinie zaczęło mi burczeć w brzuchu, a Mistrz, jak na złość, wysyłał mi zdjęcia różnych wspaniałych potraw, lub opisy jedzonka, które moglibyśmy wspólnie zjeść. Zaczęłam się irytować, nagle wizja choćby zwykłej kromki chleba wydała mi się szczytem marzeń w tym dzisiejszym dniu. Najgorsze katusze były przy gotowaniu obiadu, jak zapachy zaczęły roznosić się po mieszkaniu. Ile można wypić wody? Okazuje się, że dużo.
W końcu wrócił. Powoli się ogarnął, na chwilę zniknął w pokoju.
Nakazał podejść do siebie, rozebrać się. Kiedy to zrobiłam, chwycił za mój kark i siłą sprowadził na ziemię. Zapytał, czy coś jadłam, odpowiedziałam że nie. Tylko woda. I że burczy w brzuchu, obiad czeka... Na co uśmiechnął się, i nałożył obrożę, smyczą przywiązał do stołu, zawiązał ręce z tyłu. Włożył kulkę w cipkę. Naszykował dwa talerze, nałożył porcję obiadu.
Swoją - dał na stół. Moją... Postawił talerz na ziemi.
Nie wiem, dlaczego dzisiaj zrobiłam gulasz, ale cokolwiek bym nie zrobiła - zawiązane z tyłu ręce uniemożliwiały jedzenie czegokolwiek. Próbowałam, ale tylko się cała pobrudziłam.
W międzyczasie Mistrz skończył, pochwalił że smaczny i z uśmiechem zapytał, dlaczego nie ruszyłam swojej porcji, skoro byłam taka głodna? Odpowiedziałam, że ręce, że nie dałam rady... I zarobiłam uderzenie w twarz. Ponowił pytanie, ale zanim zaczęłam odpowiadać, uderzył tak samo, tylko w drugi policzek.
Szok, irytacja, wstyd, łzy, głód, złość, niemoc, ból, poniżenie. Jeśli właśnie to chciał osiągnąć, to Mu się to udało. W czasie, w którym próbowałam to sobie jakoś poukładać, On poszedł po głaskacza. Jak tylko próbowałam coś powiedzieć, czułam nitki tego narzędzia na skórze. Brzuch, piersi, plecy. Uda, ręce. Do tego narastające... podniecenie, które wylewało się spomiędzy nóg. Byłam zdana na Jego łaskę i niełaskę, potrzeba zjedzenia gulaszu dawno znikła. Był tylko On i to, co robi.
Smakował wybornie; tak samo smakowały Jego palce, którymi najpierw wyjął kulkę, a potem włożył w cipkę i zaczął nimi ruszać. Brutalnie, szybko. Równie szybko odwiązał mi ręce i usadził na stole, wszedł z całym impetem. Zadziwiające, że jeszcze chwilę temu leżałam na podłodze w kawałkach, a teraz jestem w całości. Z taką łatwością, wraz z paroma słowami. Z Jego czujnym wzrokiem i z Jego silnymi dłońmi.
Po wszystkim kazał usiąść na krześle. I nakarmił jak dziecko, bez szansy na jakikolwiek sprzeciw.