Wyjątkowo pozwolę sobie na nieco dłuższy i subiektywny opis jednej z nowych zabawek - choćby z tego względu, że jakiejkolwiek opinii nie znalazłam, przynajmniej nie w rodzimym języku.
Od dość długiego czasu przyglądałam się na takie urządzonko jak masażer powietrzny. Cena skutecznie blokowała zakup (najtańsze zaczynały się od 90 złotych, interesujący mnie, w kształcie pingwinka, od 160), w dodatku po wtopie z antenką nie bardzo mi się widziało ryzyko. Ale przypadki chodzą po ludziach, prawda?
Swoje urządzonko znalazłam na... olx. Przy okazji szukania zupełnie czegoś innego, wyskoczyły mi w proponowanych ogłoszenia użytkownika, w których były również inne gadżety erotyczne (wyglądało to tak, jakby ktoś zamknął sex shop). W świetnych cenach (towary powystawowe). W dodatku sprzedający z moich okolic. Przypadek, a ja lubię takie przypadki, natomiast powystawówek się nie boję ;)
Niepozorne. Ciche, małe i lekkie (producent podaje 192g i 10 cm długości), w pierwszym skojarzeniu pomyślałam, że to wiatraczek w ładnym opakowaniu. Fajnie leży w dłoni. Intuicyjny, zaledwie dwa przyciski "+" i "-", którymi steruje się natężenie podmuchu (11 trybów) , jak i włącza/wyłącza. Materiał: silikon, tworzywo ABS, podoba mi się ładowarka na magnes ☺Klapka również jest na magnes, więc samo się zamyka.
Podobno jest wodoszczelny, ale nie wiem, czy chcę to sprawdzać.
Pierwsze użycie i operowanie masażerem należało do Mistrza - podeszliśmy mocno sceptycznie do tego (urządzonko działa na zasadzie zassania i podciśnienia), wystarczy zaaplikować go otworem na łechtaczkę. Na najsłabszych podmuchach w zasadzie jest przyjemnie i nic poza tym, jako stymulacja wstępna - super. Ale na wyższych obrotach....
Wybaczcie kolokwializm - pierdolnięcie.
Orgazm prima sort. Szybki i naprawdę konkretny. Takie crème de la crème orgazmowe, gdzie dopiero po dojściu zwykle się roztapia i odpływa - tu to odczucie jest w zasadzie przez cały czas.
Za trzecim razem wyrwało mnie z butów (w mocnej przenośni, bo butów na sobie nie miałam ;) ).
W sumie Mistrz zmusił mnie do dojścia łącznie 10 razy w czasie, w którym zwykle dochodzę raz, może dwa, i to wandą. Taka jestem znieczulona. To, co zauważyliśmy: o wiele lepszy efekt i szybsze dojście jest na łechtaczce nieco opuchniętej. Więc albo już po jednym orgazmie każde kolejne są bardzo szybkie - i o takim samym natężeniu, albo po naprawdę mocnym podnieceniu.
Jako gra wstępna - stymulacja do orgazmu może się wydłużyć, ale jest to czas niesamowicie przyjemny.
Czy polecam?
Zdecydowanie tak, zwłaszcza dla miłośników zabaw z łechtaczką, lub fanów tortur orgazmem. To zupełnie nowe możliwości i doznania. Masażer jest niepozorny, ale konkretny.
Cenowo... Znając jego możliwości, byłabym skłonna do inwestycji w pingwinka. Uważam, że jest wart tej ceny.
#recenzja




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz