piątek, 31 sierpnia 2018

i znowu...

Wyszło jak zwykle.

Późny wieczór. M. sugeruje dwukrotnie, że może byśmy coś, ja jednak dwukrotnie gaszę to, choć też bym chciała.... Wynika to trochę ze zmęczenia, trochę z rezygnacji dniem który był, trochę z racji późnej pory (23 godzina to póki co taka granica, za którą poranek bywa ciężkawy), trochę po przebytej rozmowie. W każdym razie leżymy; ja, głaskana, próbuję zasnąć jednak znowu czuję jak Jego ręka opada bo przysnął. Więc się podnoszę z irytacją, bo łapę ma ciężką i jak mi klapnie na twarz to w moment się wybudzam. Znowu. Efekt odwrotny do zamierzonego. Więc przytulamy się na powrót, ja próbuję zamknąć oko, ale krew zaczyna mi buzować. Znowu chcica mnie naszła wtedy kiedy nie trzeba, a On nie pomaga, powoli masując moje piersi, ciągnąć za sutki i krążąc palcem po tyłku. Moje ciało przestaje słuchać mojego mózgu i zaczyna mimowolnie odpowiadać biodrami i  przysuwać się pod Niego, napierając. Dzielą nas w tym momencie dwie warstwy materiału, co to dla nas. Szybko lądują na ziemi, ja schodzę najpierw dłonią, a później dobieram się ustami do penisa. Łapczywie go połykam, Mistrz natomiast przytrzymuje mi głowę i wpycha go po same jądra, następnie podnosi dłonie, a ja korzystam i wślizguję się na Niego. I znowu, spycha mnie więc schodzę, smakuję, On dociska głowę i pieści moje piersi. Robię, co każe, a wymagania ma spore. Uwielbiam, kiedy się rozsiada i dyryguje palcem wydając nim nieme komendy. Ostatecznie nadziewam się tyłkiem na Niego, a później wypinam, prezentując Mu wejście z czego korzysta. W samym środku nocy, znowu.
Znowu wstaliśmy niewyspani ale sądzę, że On bardziej z racji wcześniejszej jak ja pobudki. Mimo to, warto było.  Jak zwykle ;)

GIRLS GO WILD




.

Z każdą zadaną karą, lub ostrzeżeniem przed nią mam wrażenie, że tracę coś co nie wróci, zyskując jednocześnie coś, co zostaje.

czwartek, 30 sierpnia 2018

plany, plany

Wszystko wskazuje na to że końcówka września będziemy mieli z Mistrzem dłuższą, bo prawdopodobnie pięciodniową przerwę. Okazało się że jest wyjazd w pracy (do pracy), a ja już wcześniej wyraziłam chęć pomocy tam. Więc jadę. Widzę po Nim, że jeszcze tak o tym nie myśli, że to wszystko zapewne uderzy znowu na kilka dni przed rozłąką, ja jednak zaczynam się zastanawiać już. Wiem, że będę urobiona po łokcie i mój czas zleci dużo szybciej jak Jego. A później jak wrócę będę chciała spędzić z Nim i z córkami swoje urodziny (wyjątkowe, bo okrągłe).
Również we wrześniu planujemy (tym razem wspólnie) dwa bardzo ważne dla mnie spotkania i mam nadzieję, że się udadzą.
Wrzesień zapewne śmignie zatem w mgnieniu oka. 

Póki co staramy się nieco bardziej nacieszyć sobą, dostaję kolejne zadania do wykonania, Jego powroty z pracy są jeszcze bardziej wyczekiwane.

środa, 29 sierpnia 2018

wspomnienie. #4 słowo o seksualności

Czasem próbuję sobie przypomnieć, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się fizycznie z jakąkolwiek erotyką, seksem oraz czymś, co miało styczność ze światem bdsm. Czy było to coś, co przypadkiem leciało w telewizji, a może jakiś obrazek, gazeta lub książka? Zanim jednak zaczęłam szukać pierwszych informacji, ktoś mnie molestował. I choć nie wiedziałam wtedy, o co w ogóle chodzi (miałam 6? 7lat?), wiedziałam że to, co się dzieje jest niewłaściwe, długo nie mogłam dojść do siebie po tym, co się stało. Choć miałam szczęście, bo tylko na dotykaniu się skończyło.
Wspomnienia - niczym obrazy, przesuwają się po mojej głowie po kolei, przedstawiając wszystko to, co miałam kiedykolwiek przed oczami. Niektóre z nich pamiętam bardzo szczegółowo. Niektóre z nich również wywołały pierwsze nieświadome a samoistne orgazmy (wystarczyło samo wspomnienie takiego obrazka!). Oczywiście nie wiedziałam dlaczego, co odczuwam, dlaczego to jest przyjemne; ponieważ u mnie w domu jakakolwiek tematyka związana z seksualnością była tabu. Wszystko więc musiałam odkryć samodzielnie. Cichaczem przeglądałam z wypiekami na twarzy różne obrazki, a w późniejszym czasie czytałam  i artykuły, lub fragmenty książek. Edukacja w szkole zakładała jedynie naturalne metody planowania rodziny, a to nie leżało absolutnie w kręgu moich zainteresowań ;) Nie miałam więcej jak 12 lat, kiedy nauczyłam się z nazwy i wyglądu kilkudziesięciu pozycji z kamasutry. Sesje fotograficzne na jakie wtedy trafiałam były w tematyce wszelakiej. Od lolitek, cosplayerek, po - wprawdzie były inspirowane Dominami w skórzanych - lub lateksowych strojach, ale pamiętam, że nieszczególnie mi się one (w sensie te zdjęcia) podobały. Ich ciała za to bardzo, oraz to, co potrafili z tymi ciałami zrobić. Apetyt w tym wypadku rósł w miarę jedzenia, parę razy udało mi się samozaspokoić w pełni świadomie. 
Wiążąc się z M. poczułam, że jestem bezpieczna. Ponieważ od początku stawialiśmy na szczerość, przetoczyliśmy wiele rozmów dotyczących seksu, podejścia do niego, oraz ewentualnych preferencji. Oboje byliśmy niedoświadczeni, więc wszystkiego uczyliśmy się na sobie, po kolei testując w praktyce zdobyta wiedze teoretyczną. Zaczęłam bez strachu o złapanie czytać książki w tematyce seksualnej, oraz kupować te, które mnie zainteresowały bardzo. Bo uczyć się i wiedzieć - uwielbiałam. Bardzo pomocne okazały się targi książek oraz antykwariaty. Pierwszy raz z tematyką bdsm zetknęłam się już w związku.  Pokazywał mi swoje ulubione pornosy, w których głównym motywem była dominacja nad kobietą oraz takie seksualne dręczenie jej. Wiadomo, jak to wygląda na ekranie. Bałam się tego, ale podobało mi się to. Wielokrotnie fantazjowałam w kierunku właśnie takiej "udręczonej" a Mistrz w mojej głowie pastwił się nade mną. Myślałam jednak o tym w kategorii mocno niewłaściwych zachowań. Takich, których lepiej nie robić bo są "złe". Mimo to, czasem wracaliśmy w rozmowie do tego motywu.  Wtedy niesamowicie daleko było mi do bycia uległej, choćby z charakteru.

W sumie dzisiaj śmiać mi się z tego chce.





niedziela, 26 sierpnia 2018

storytelling

Idąc za definicją wikipedii: narracja, wywiad, opowiadanie historii. 
W reklamie to jedna z form sprzedaży produktu. Odpowiednie słowa, które manipulują i ukierunkowują potrzeby na daną, reklamowaną rzecz. W komunikacji międzyludzkiej - jedna z form rozmowy, zwierzeń, streszczeń, opowiadań przeżyć lub wyobrażeń.
W relacji, storytelling może być jedną z form seansu, w której czasem nie musi być żadnego innego zmysłu jak tylko słuch strony uległej i mowa strony Dominującej... I całe pasmo reakcji, które są wywoływane przez owe słowa. Czasem zapewne może być na odwrót - to zadaniem uległej strony może być opowiadanie określonych przez Dominującego rzeczy, wszystko zależy od ustalenia przebiegu.

Zawsze wyobrażałam sobie jednak storytelling jako sesję, w której On opowiada mi co teraz robi oraz zamierza zrobić. Wciela Siebie i mnie w daną odgrywaną postać. Bez rekwizytów, bez zbędnych ruchów. Same słowa. Opowiadanie takich rzeczy, od których mogłabym dojść (jakiś mądry Ktoś określił to już definicją!  orgazm wyobrażeniowy). Specyficzna gra wstępna. 
Uwielbiam "brzydkie słówka" szeptane mi do ucha przez Mistrza, jak i zadania wymuszające na mnie ich mówienie (choć początku były łamaniem mojego wstydu na tym polu).
Osobiście jednak, chciałabym kiedyś poprosić Mistrza o taki seans. O nietypową bajkę (dla dorosłych), w której będziemy uczestniczyć wspólnie, ja jednak będę prowadzona tylko Jego słowami.

pourlopowo

Wyjazd nad morze był cudowny, choć wycelowany bardziej w rodzinne spędzenie czasu jak szaleństwa intymne. Mimo to, moja służba była o dziwo naturalna, przy dzieciach jak i przy obcych ludziach, dodatkowo parę zadań udało się wykonać. Najbardziej szalone dla mnie było uklęknąć w morzu na wysepce (takowa utworzyła się kilka metrów od plaży, przykrywała zaledwie do połowy łydki). Sądzę, że pewnie niewielu zwróciło w ogóle uwagę na ta scenę - ja jednak czułam się dziwnie klęcząc przy nodze i będąc głaskaną, mając za plecami naprawdę sporo ludzi.

Najbardziej żałuję tego, że ostatecznie nie udało się odwiedzić plaży dla naturystów, mimo bliskości tego miejsca. Ale, co się odwlecze.... :)

piątek, 17 sierpnia 2018

jedno z zadań

Zapewne pamiętacie, że dostałam kolejne zadanie, które miało określony czas trwania, a było to coś, czego bardzo długi czas nie robiłam. Mianowicie, rysowanie, konkretniej prace miałyby dotyczyć tego, czego doświadczyłam a co tyczyło się służby. 
Jego zakończenie oznaczało publikację wyników, jednak wynegocjowałam że z 7 prac umieszczę tylko 1. Tylko tyle, bo zadanie było jednak osobiste, a po tak długiej przerwie jestem niezadowolona (to mało powiedziane) z tego, z jak elementarnymi rzeczami miałam problem by je dobrze rozrysować. Pierwszy dzień to był koszmarek, siódmy jednak - czysta przyjemność mimo mnóstwa niedociągnięć. Zadanie zostanie wznowione po przyjeździe i będzie trwało do odwołania, jednak tematyka nie będzie ustalona. Czyli po prostu, mam wrócić do tego, co robiłam lata. Podsumowując i parafrazując Mistrza, lubi kiedy przelewam swoje uczucia i emocje na papier, wyrażając dokładniej to, co odczuwam rysując.  Ja sama zdążyłam zapomnieć, co rysowanie i szkicowanie mi dawało.


Dziwnie się czułam, odkurzając rękę.

czwartek, 16 sierpnia 2018

wizytówka

Jestem wizytówką mojego Mistrza. 
Począwszy od wyglądu, poprzez zachowanie, skończywszy na nawykach - wszystko to mówi innym jakim człowiekiem jest M. a nie ja. Nie tylko jako uległa strona, ale również jako Jego partnerka w życiu codziennym, wszystko co robię, robię najpierw dla Niego, później dla  reszty (dzieci, siebie, czy rodziny). Staram się - bo chcę żeby był zadowolony i szczęśliwy. Czasem nie pozwalam sobie na wiele rzeczy bo wiem, że nie mogę -  bez pytania Go o zdanie.
Wszelkie  moje nawyki są Jego zasługą. Wszelkie zachowania - Jego staraniami i nauką. Jeśli przyjdzie Mu się za mnie wstydzić kiedykolwiek - to to będzie porażka dla nas obu i zasłużona surowa kara dla mnie, że przyniosłam Mu ten wstyd. I zapewne szybko zostanie to naprawione.
Jeśli ktoś mnie za coś pochwali - zawsze przekazuję Jemu te słowa. Jeśli On mnie chwali - dziękuję Mu za to od razu, odpowiednio. Sama dla siebie pochwał przyjmować nie potrafię od zawsze; jeśli zrobiłam coś co mogłam, lub powinnam, to po prostu mogłam lub powinnam. Bywałam dla siebie bardziej wymagająca jak być powinnam,  obecnie staram się utrzymać równowagę pomiędzy wymaganiem Mistrza a swoim. 
Mam jednak świadomość, że cokolwiek nie zrobię - będzie to świadczyło najpierw o Nim. I czasem.. to zarówno idea pchająca do przodu, a czasem cholerne brzemię do dźwigania.


środa, 15 sierpnia 2018

cukierki

Chodź, chodź do mnie.
Na kolana.
Pokażę ci coś.
Spodoba ci się.
Boli? Ma boleć. 
Płacz nic ci nie da.
Czuj. 
Poczuj to wszystko.
Mam ci jeszcze wiele do zaoferowania. 
Nie uciekaj.
Znajdę cię i zmuszę do tego.
Tak, teraz dobrze.
Czuj.
Wiem, że to lubisz.
Wiem, że tego potrzebujesz.
Jesteś moja.
Służ.
Oddaj mi wszystko.
Dojdź dla mnie.
Chcesz jeszcze?
Chodź, chodź do mnie.

 



wtorek, 14 sierpnia 2018

moja fantazja (do zrealizowania) #8

Mistrz na dzisiaj kazał naszykować mi jakąś zwiewną sukienkę (w mojej szafie pełnej spodni to wyczyn, a jednak jakimś cudem okazuje się, że takowa wisi na wieszaku). Trochę się niepokoję, bo zapewne będzie to oznaczało seans publiczny i się nie mylę - mamy wyjść w sam środek miasta, bo jest organizowany jakiś koncert czy inne muzyczne spotkanie. To oznacza również zarówno intymność jak i jej brak.
Przed wyjściem Mistrz nakazuje jednak zdjąć bieliznę, i włożyć kulki. Pierwszy dyskomfort. Drugi - kiedy robi sznurkowe wdzianko, jedną linką zahaczając się przy cipce z supełkiem. Choć linka kolorowa, to jednak będzie ją widać spoza ubrania. Dopiero na to mogłam założyć sukienkę. I wyszliśmy.
Kulki drgały z każdym krokiem a linka się wpijała. Do miasta poszliśmy spacerkiem, około 15 minut, po drodze Mistrz zagadywał mnie na różne tematy, a ja musiałam się na tym skupić co mówi. 
Zgodnie z oczekiwaniem, na rynku były tłumy. Weszliśmy między ludzi - a każde przeciskanie się między nimi powodowało dodatkowe obcieranie linką. Ktoś, kogo mijaliśmy pociągnął za sznurek w pewnym momencie... Przypadkiem, czy specjalnie - nie wiem, za to poczułam jak po udach zaczyna mi wyciekać coraz więcej wydzieliny. Zaczęłam się obawiać, że ktoś może zobaczyć jak moje nogi się błyszczą, przyjrzeć się dokładniej, na szczęście jednak ludzie woleli patrzeć w telefony, lub na przygotowania na scenie.
Trochę się pokręciliśmy, kilka razy chciałam prosić Go, żebyśmy weszli w jakiś zaułek i żeby mnie zerżnął, ale ostatecznie nie powiedziałam nic. Byłam pewna, że On i tak o tym wie. 
Koncert się zaczął, muzyka zaczęła dudnić, a kulki drgać od tego. Stojąc, czułam jak narasta podniecenie, jak sutki stwardniały, jak niebezpiecznie blisko się zbliżam do wybuchu. Przestałam się już przejmować tym, że w sumie czuję w sandałkach swoje własne soki, przez co stopy zaczęły "kłapać". On natomiast stanął za mną; jedna rękę wsuwając na biust, a drugą wślizgnął się pod sukienkę, palcami drażniąc nabrzmiałą łechtaczkę. Wiele mi nie trzeba było, podczas gdy tłum śpiewał ja zwyczajnie doszłam, piszcząc i tryskając na rękę Mistrza. Czy ktoś to widział, obserwował, czy też nikogo nie obchodziliśmy - nie przejmowałam się tym. 
Powoli wyszliśmy z tłumu, kierując się do jednej z ciemnych bram :)

niedziela, 12 sierpnia 2018

trzy razy

Jeśli zdarza mi się oddać błogiej sielance i prostocie sprowadzonej tylko do służby ogólnej lub pasjonującym - choć krótszym aktywnościom, to Mistrz od czasu do czasu przypomina, co ma w posiadaniu. Ja z kolei, nazbyt łapiąc śmieci do głowy (chyba za dużo wędruję po różnych zakątkach neta) czasem potrzebuję jej oczyszczenia, pozbycia się tego, co mi zalega - i zatruwa. Więc poprosiłam o audiencję, a On miał potrzebę złamać mnie, zdeptać, doprowadzić na skraj. Trzy razy. Trzy długie akty, wleczące za sobą ból który zdawał się nie mieć końca. Mi naprawdę niewiele potrzeba z moim niskim progiem bólu. Ale On z łatwością jeszcze długo sięgał nitkami Głaskacza* poza moimi granicami wytrzymałości, dopóki nie zaczęłam się trząść.
Za trzecim razem w pewnym momencie było mi wszystko jedno. I dopiero za trzecim razem zdałam sobie sprawę, że rzeczy o których rozmyślałam (w negatywnym sensie) już nie ma. Albo raczej - są, ale nieistotne. Powędrowały do odpowiedniej szufladki i w końcu mogłam się właściwie odprężyć. Tu obie strony zostały spełnione - On, tym co zrobił i ja, tym co mi zrobił. Dalsza część seansu była już skierowana w stronę przyjemności i odreagowywania bólu.
I znowu zostały znaczki na dzień następny....


A. - dziękuję za odświeżenie w pamięci Cigarettes After Sex :*

piątek, 10 sierpnia 2018

mała notka o piersiach

Gdzieś przeczytałam, że (żartobliwie) piersi to dowód, że mężczyźni są w stanie skupić się na dwóch rzeczach naraz ;)

Pod względem anatomicznym, lubię patrzeć na ich różnorodność u kobiet, jest to również moja ulubiona część w tworzonych aktach.  Ich kształt, rozmiar, kolor brodawek, wielkość sutka - absolutnie się nie dziwię zafascynowaniu mężczyzn. Wygląd zewnętrzny w różnorodności ubiorów - zdarza mi się czasem zapatrzeć na bardzo ładny dekolt, bo piersi można zarówno ładnie wyeksponować, jak i zrobić im krzywdę wizerunkową (tudzież schować).

Jeśli chodzi o aktywności związane z ich torturami - czasem boli mnie odruchowo to, co widzę na zdjęciach. Czasem porównuję do siebie, co bym zniosła, a co nie. Czasem również wpadają mi pomysły do głowy, że również bym to czy tamto spróbowała i pokazuję Mistrzowi, lub mówię Mu.
Natomiast na sobie uwielbiam wszelką aktywność  w stylu: od głaskania i całowania, po przypinanie do nich klamerek, polewanie woskiem, ściskanie ich i gryzienie, lekkie uderzanie, ciągnięcie lub szczypanie. Takie czynności, które mogą wzmocnić orgazm pochwowy - lub wywołać ten sutkowy. 
Tego typu orgazm od odpowiedniego ich uciskania i pieszczenia jest możliwy ale trzeba dwóch rzeczy: bardzo pozytywnego nastawienia do tego, by go osiągnąć (i nie poddawania się w razie niepowodzeń) oraz cierpliwości z obu stron. Samo dojście przypomina mi ściskanie piersi od wewnątrz połączone z bardzo dużym i przyjemnym ciepłem odczuwanym w okolicach podbrzusza, ale zapewne przebieg u każdej wygląda inaczej . To, co działa na poszczególne kobiety jest indywidualne - dlatego obserwacja wskazana a później działanie. Zastanawiam się też, czy orgazm sutkowy również może być na polecenie Dominującego - na pewno jest to dużo trudniejsze od zwykłego dojścia na komendę. Mi się nie udało w ten sposób, ale chciałabym.

zakupowo

Kolejne szkiełka do kolekcji. Miałam poprzestać tylko na kulce, ale allegro to mały podjudzacz i w proponowanych rzucił mi przedmioty z mojej wish-listy w świetnej cenie. Chwilowo więc będzie dłuższa przerwa zakupowa, bo raz - niedługo wyjazd a dwa - zbiera się na jeden konkret pod choinkę :)








Świderek, choć się nie wydaje, ma ciut ponad 3cm średnicy. Czuć go. W dodatku dziwne to odczucie wkręcania (nie mówię, że nieprzyjemne, ale mając związane ręce.... jest dziwne, nowe). Doznania analne bardzo różnią się od pochwowych, mimo że to ten sam przedmiot.

Kulka - marzenie. Gładkość aplikacji, niesamowite uczucie podczas. Trzeba się wysilić, żeby utrzymać ją w miejscu, więc praca mięśni jest efektywniejsza. Odrobinę obawiałam się łańcuszka, czy nie będzie żadnych interakcji skórnych, ale wygląda na to że wszystko w porządku.

Kolorowy dildek przyznaję bez bicia, kupiłam oczami. Analnie - mam mocno mieszane uczucia. Za to pochwowo - kosmos. Zwłaszcza przy wspomaganiu podniecenia, potęguje je. Niby jest gładkie, ale jednak chropowate, przez co drażni.


No i jak mogę nie uwielbiać szkła? ❤️ ❤️ ❤️ ❤️ ❤️ ❤️ ❤️





w cieniu +30, w słońcu +100

Przy takiej pogodzie szczerze żałuję, że w pokoju nie mamy klimatyzacji ;)

środa, 8 sierpnia 2018

teoria

Moja bardzo luźna rozkmina.

Rozmawiając z ludźmi, mam wrażenie że ci, którzy chwalą się swoją dojrzałością, wcale a wcale dojrzali nie są. Łatwo ich obrazić byle pierdołą, wszystko wiedzą lepiej (jeśli mają rację - super!), udowadniają swoją "dojrzałość", w zasadzie głównie o niej mówiąc (aż chce się zacytować "eine tausendmal wiederholte Luge wird wahr").
W chwili prawdziwego problemu często zamiast stawić temu czoła i zdobyć wiedzę i doświadczenie - unikają rozwiązania go. Czy wiek ma coś do rzeczy? U połowy ludzi ma, u połowy nie ma. Ci zaś prawdziwie dojrzali zwykle ... po prostu biorą wszystko na klatę, ze świetnym dystansem do siebie i do świata. Wiele można u nich podpatrzeć, wiele się można od nich nauczyć. Biorą wszystko ze spokojem, bardzo obiektywnie.

Dojrzałość to dla mnie cecha która przychodzi wraz z doświadczeniem, by z każdego powodzenia lub niepowodzenia wyciągnąć stosowne wnioski i umieć je dostosować do siebie. I wiek nie ma tu nic do rzeczy.

wtorek, 7 sierpnia 2018

krótka historia obrazkowa o skórzanym pasku czyli z serii DIY: zrób to sam/a

Myśl pojawiła się od razu, jak tylko znalazłam na ciuchowisku skórkowy pasek z rzemieni (za parę złotych). Godzina czasu, parę gwoździ, nożyczki, jedna tyrtytka, młotek, pasek od torebki, pasek od spodni, drewniane szpatułki.

Całkowita długość: 81 cm, długość rzemieni: 59 cm.
Może nie jest najlepszy na świecie, nie pod kolor (nie mogłam znaleźć brązowego fajnego paska jak na złość) i krzywawy, ale pierwszy jaki kiedykolwiek zrobiłam. Self - testy przebiegły pomyślnie, choć mocno stronnicze, z racji samopobłażania. Grunt  że swoją rolę spełnia. Jestem ciekawa, co Mistrz powie, jak go weźmie do ręki.








poniedziałek, 6 sierpnia 2018

latające ryby

Późno w nocy, Mistrz głaszcze przed zaśnięciem (poprosiłam o to parę dni temu, ponieważ znowu wróciły problemy ze snem). Ale jakoś się kręcę, nie mogę zasnąć. Weekend, choć był obfity w różne przyjemne rzeczy jeszcze się nie skończył, jeszcze chciałabym Go poczuć. Jest zaskoczony ale i zadowolony, kiedy siadam na Niego w ciemności. Brak światła wyostrza inne zmysły (zwykle to tylko ja mam opaskę na oczach), skupiam się zatem na dotyku. Nie ma żadnych innych potrzeb jak tylko ta jedna. Bliskość.

Dostałam również jedno (kolejne) stałe zadanie, wstępnie na tydzień ale możliwe, że Mistrz ten czas wydłuży. Zadanie tym razem tak bardzo dostosowane do mnie, czas jego wykonywania również jest całkowicie ode mnie zależny. I nie ukrywam, że to wyzwanie bo jest to coś, czego lata nie robiłam.

sobota, 4 sierpnia 2018

ustalenia

Ciągle krąży mi po głowie jedna z dyskusji, podczas której zastanawialiśmy się, czy uległa w relacji ma prawo do zmiany zdania w kwestii ustaleń w relacji. Z jednej strony - jest to gwarancja dla Pana, że ma dokładny obszar po którym może się poruszać, z drugiej - ludzie się zmieniają i całkiem możliwe, że ich preferencje również, stąd mogłaby wynikać chęć zostawienia sobie takiej możliwości. Wydaje mi się, że również niepewność w relacji mogłaby spowodować potrzebę zostawienia sobie takiego marginesu. 
Siłę ma Pan, bezdyskusyjnie jest On stroną decyzyjną w relacji. Może co najwyżej wysłuchać uległej strony, ale decyzję czy wdrażać jej prośbę i warunki czy nie zależy tylko od Niego. Jest to tak naprawdę również kwestia ustaleń na początku relacji, co jest sprawą indywidualną. Rozmawiać - zawsze warto, jeśli tylko jest taka możliwość. Wszystko zależy czego potrzebuje Dominujący, czego uległa strona i jak będą współgrać.

A ja?
Indywidualność. 
Widzę coraz więcej różnic wynikających z tego, co mam na co dzień ja, a z czym mają do czynienia osoby które znam, a będące w relacji. Z tego, co obserwuję, dokładne ustalenie zasad i norm w niektórych przypadkach jest kluczem do tego, by relacja mogła zaistnieć. Nie wychodzenie poza te ramy w niektórych wypadkach  trzyma to w jednej całości. Czasem im w zdrowy sposób zazdroszczę, elementy w relacji, których nigdy nie poznam. Chciałabym - ale rozmijają się z potrzebami Mistrza. I nie, nie mam zamiaru realizować tego poza moim związkiem; pomimo osobistych pragnień wiem, że ostatecznie nie dałyby mi one szczęścia. A samo ich spełnienie mnie nie satysfakcjonuje.
Sztywne ustalenia wszelkich ram związku u nas w życiu codziennym nie mają prawa bytu. Próbowaliśmy :) Owszem - są ustalenia stałe i są to nasze własne postanowienia, bez reguł byłaby samowolka, bo na czymś stać trzeba. Ale to, w jakich ramach jest nasza definicja bdsm, oraz czego dotyczy nasz klimat jest dla mnie nie do określenia. Mimo wszystko jesteśmy małżeństwem, na zasadzie partnerstwa, ale mimo to stoję sporo poniżej. Sam fakt, że Jego dominacja wyniosła się na obszary, w których być nie powinna, a jednak jest - i spełnia to swoją rolę. Dobrze ją spełnia, choć początkowo mi się to nie podobało. I zapewne jeszcze wiele się nie spodoba.
Ja - mam prawo do zmiany zdania. Mam prawo do odmowy czegoś, prosząc w odpowiedni sposób i odpowiednio argumentując (chodzi o to, że nie, dla samego nie jest niewystarczające). Mam prawo zbyć Go. Mam prawo przedstawić swój punkt widzenia. Kiedy potrzebuję, traktuję Go jak męża. Kiedy trzeba - przerywa to, i sprowadza mnie do parteru. Klimat, relacja i małżeństwo współgrają ze sobą, w tym wypadku po prostu uzupełniają się, kiedy trzeba.

Prawda jest taka, że mam nadzieję być z Nim do końca życia, co oznacza, że musimy się maksymalnie dostosować do siebie, ciągle szukając kompromisu i dostosowując się do zmian. I ma to decydujący wpływ na kształt tego, jak relacja wygląda.


piątek, 3 sierpnia 2018

kilka słów o szkle




Nie ukrywam, że na chwilę obecną szklane wyroby to numer 1 na mojej liście zabawek. Nie dość, że cieszy oko, to jeszcze ma szerokie pole do popisu jeśli chodzi o ciepło - zimno, jak i różnorodność.  

Materiał.
Zdecydowana większość szklanych rzeczy jest wykonana ze szkła hartowanego, czasem zdarza się konkretna informacja, że jest to szkło PYREX (wikipedia).  
Szkło samo w sobie jest najbardziej hipoalergicznym i neutralnym surowcem jaki istnieje, więc odpada obawa jakiegokolwiek uczulenia (chyba że na lubrykant ;) ). 

Kształt.
Kolejnym plusem jest to, że w przypadku dildków naprawdę jest w czym wybierać. Od standardowych kształtów - prostych, lub z kulką, przez  warzywa i różdżki przypominające te trzymane przez czarodziejki, po rewolwery, bomby czy miecze (!). Feeria wypustek, lub prostoty; barw, lub krystalicznej przejrzystości. Chropowatości albo gładkiej powierzchni. W przypadku kulek - spotkałam się ze zwykłymi, okrągłymi, albo takimi przypominającymi otoczaki, albo kule z wydmuchanym obrazkiem w środku.



Waga.
Szkło jest ciężkie. Im większa dana rzecz, tym waga będzie wyższa (widziałam na necie korek analny o średnicy 10 cm i wadze ponad pół kilograma).  Nawet najmniejszy korek po prostu czuć.

Cena.
Również rozpiętość cenowa jest ogromna, raczej nie zdziwię nikogo, że czasem wystarczy dobrze poszukać, żeby znaleźć upatrzoną rzecz, choć tu z głową. Czasem coś za taniego albo jest faktyczną wyprzedażą ostatnich sztuk, albo w jakiś sposób wybrakowanym towarem, na który trzeba uważać, żeby nie zrobił przykrego psikusa. Zwykle jednak stosowna informacja jest umieszczona przy danej rzeczy. Bardzo często na cenę wpływa również dana marka, często niemal identyczny nołnejm jest ponad połowę tańszy a tak samo dobrze spełnia swoją funkcję. 

Przewodnik.
Niesamowicie szybko się nagrzewa - lub schładza, i równie szybko traci tą temperaturę. Ale idealnie wtedy mieć pod ręką miskę z odpowiednią wodą i dostosowywać temperaturę do osobistych preferencji.

A jeśli pęknie?
Próbowałam szukać jakichkolwiek informacji na temat tego, że komuś gdzieś zdarzył się taki wypadek i trafiłam na wątek na zagranicznym forum oraz artykuł, jak domowymi sposobami sprawdzić twardość swojej szklanej zabawki. linklink
Co ja sądzę? Owszem - szklana zabawka notorycznie lecąca na twardą ziemię i ciągle obijana w końcu pójdzie w drobny mak. Ale użytkowana zgodnie z przeznaczenie NIE MA SZANSY PĘKNĄĆ będąc w ciele. Zawsze warto przed użyciem dokładnie obejrzeć daną rzecz, czy nie ma rys i pęknięć wewnętrznych dla większej pewności.

Czyszczenie, przechowywanie.
Czyści się szybko i prosto. Wystarczy ciepła woda i mydełko, lub płyn do higieny intymnej. Przechowywanie - najlepiej w czymś, co wyeliminuje obijanie się szklanej zabawki o coś innego. Raz, że może zrobić ryski, dwa - ciągłe obijanie może osłabić szkło. Ja przechowuję w woreczkach materiałowych, każdą rzecz osobno. Idealnie się również zwykłe skarpetki sprawdzą ;)


Naprawdę warto spróbować :) Najlepiej zacząć od prostego dildka, lub małego korka, co kto woli. Różnica, choć się nie wydaje, jest bardzo duża porównując chociażby do stali.