Dzisiaj byłam.
I jestem z nauką, jeśli chodzi o bardziej skomplikowane wiązania.
Dzisiaj był pierwszy raz, kiedy spróbowałam podwieszenia i ... Nie wyszło mi.
Na plus uznaję to, że dokładnie wiem gdzie popełniłam błędy. Na pewno nie jest tak prosto jak było w mojej głowie, czy na fotografiach ;) Oczywiście bhp w takim przypadku zachowane na 101%.
Trochę się złoszczę na siebie, że to takie podstawowe przeoczenia, ale i jestem zadowolona, że w końcu nastąpił ten pierwszy raz i już wiem co z czym.
Natomiast mogę powiedzieć, że bardzo się odprężyłam. Ostatnie tygodnie obciążają mnie psychicznie i fizycznie, wygląda na to, że ten stan będzie jeszcze długo. Być może do końca roku. A linki dają taki rodzaj samospełnienia, wytchnienia podobnego przy relaksie z pędzlem i płótnem. Tyle, że tu formy nabiera ciało w linach, w odpowiedniej scenerii, ułożeniu, opowiada historię. Jeśli się uda zamysł z wykonaniem, daje dodatkową satysfakcję. Mam świadomość tego, że czasami w mojej głowie mam dziwne wyobrażenia tego, co chciałabym stworzyć, nie zawsze też wyjdzie. Czasami się stresuję, żeby nie zrobić krzywdy czy nie ścisnąć za mocno, i żeby efekt końcowy spodobał się obu stronom. Póki co, jest ok.