sobota, 26 października 2019

rozmówki #8


Na fali mema internetowego francuskiego "oiseux"  i wymowy w stylu "łezu"
👀



- Mogę sprawić, że zaczniesz mówić po francusku.
- ale przecież wiesz że nie potrafię?
Opuszkiem palca przejeżdża najdelikatniej jak potrafi, po mikro włoskach na karku.
- oui, oui, ouiiii....
- A widzisz, jak chcesz to potrafisz.
   


poniedziałek, 14 października 2019

w lesie

Dzisiaj byłam.
I jestem z nauką, jeśli chodzi o bardziej skomplikowane wiązania.

Dzisiaj był pierwszy raz, kiedy spróbowałam podwieszenia i ... Nie wyszło mi. 
Na plus uznaję to, że dokładnie wiem gdzie popełniłam błędy. Na pewno nie jest tak prosto jak było w mojej głowie, czy na fotografiach ;) Oczywiście bhp w takim przypadku zachowane na 101%.
Trochę się złoszczę na siebie, że to takie podstawowe przeoczenia, ale i jestem zadowolona, że w końcu nastąpił ten pierwszy raz i już wiem co z czym.
Natomiast mogę powiedzieć, że bardzo się odprężyłam. Ostatnie tygodnie obciążają mnie psychicznie i fizycznie, wygląda na to, że ten stan będzie jeszcze długo. Być może do końca roku. A linki dają taki rodzaj samospełnienia, wytchnienia podobnego przy relaksie z pędzlem i płótnem. Tyle, że tu formy nabiera ciało w linach, w odpowiedniej scenerii, ułożeniu, opowiada historię. Jeśli się uda zamysł z wykonaniem, daje dodatkową satysfakcję. Mam świadomość tego, że czasami w mojej głowie mam dziwne wyobrażenia tego, co chciałabym stworzyć, nie zawsze też wyjdzie. Czasami się stresuję, żeby nie zrobić krzywdy czy nie ścisnąć za mocno, i żeby efekt końcowy spodobał się obu stronom. Póki co, jest ok.



wtorek, 1 października 2019

prawie jak oczko

Prawie jak, bo co najmniej 31.
Co najmniej, bo kazał mi liczyć, Żartowniś jeden... Coś kojarzę, że ze dwa-trzy razy powtórzyłam tą samą cyfrę. I przetestowałam w gratisie w wodzie.
Wow.

Ochrypłam.
Orgazmy były o takim samym natężeniu. Wszystkie.
Choć krótkie.
Szybkie.

Przeżyłam.
Jedynie jak wstałam, to jak po dobrej flaszce.
Cała spocona.

Pingwin to wariat.
Mistrz też, kurde, kawał szaleńca. (z kim ja żyję?)
Liny przy napinaniu mięśni wżarły skórę, która się wkręciła pomiędzy nie.
Bolało.
W pewnym momencie wysupłałam się z dość mocnego wiązania rąk przy głowie.
Jak to zrobiłam?




Mistrzu, dziękuję.



pingwiny atakują

A konkretniej jeden pingwin. Satisfyer Pro Penguin.
najbardziej wyczekiwana paczka w tym miesiącu ;)



Mam nadzieję, że pożyje nieco dłużej jak jego poprzednik którego zabiły dwie rzeczy: jednak nie był wodoodporny, a do tego doszedł rozdupczony akumulatorek. Łącząc obie rzeczy, zrobiło się ała i już się więcej nie naładował. 
Natomiast jestem mimo wszystko zadowolona z działania, więc bez mrugnięcia okiem (no dobra, mrugnęłam dwa razy, bo jednak to na ten moment najdroższy gadżet jaki będę miała) zainwestowałam w lepszy. Też ładniejszy. Oba typy są pokryte naprawdę fajnym materiałem, gładkim w dotyku. Jeszcze go nie doładowałam, ale taki prosto z pudełka już lepiej ssie jak wersja Travel.
I wiecie co? 
Mistrz cieszy się bardziej ode mnie ;)