poniedziałek, 25 lutego 2019

zakupowo

W końcu paczucha z ali doszła. Po cichu liczyłam że dojdzie przed 14 lutym, ale jeśli się nie mylę, wstrzeliłam się w chiński Nowy Rok ;) . Cenowo oczywiście taniej jak stacjonarnie, czy online w sklepach które i tak importują, doliczając swoją marżę. Ja w zamian za oszczędność, musiałam zapłacić cierpliwością ;)

W sumie małe serduchowe przyjemności - zaciski na sutki i knebelek.



Co do zacisków - są ciężkie (stal nierdzewna), dość duże, na pewno będę chciała nieco zabezpieczyć środki jakąś malutką gumką lub silikonowym noskiem. Myślałam, że ścisk będzie regulowany, ale jest na sprężynki, dość... mocny ☺Estetycznie bomba, strasznie mi się podobają.


Knebel jest ciut niepraktyczny w buzi, ale rolę spełnia jak kulka. Estetycznie - cudo. Szukałam go na sklepach dość długi czas, odkąd dawno temu zobaczyłam go na jednej z fotek. Jeszcze widziałam taki z HelloKitty - w moim odczuciu idealny dla 'małych dziewczynek'  :) Jest w czym wybierać. 

Jestem zadowolona i nie mogę się doczekać "testów" ☝


środa, 20 lutego 2019

sznurki

Obiecałam Mistrzowi, że dwa razy w tygodniu będę ćwiczyć sznurki, więc co za tym idzie - uzupełniłam zaplecze o kolejne metry. Największe nadzieje wiązałam (dosłownie) z linką fluorescencyjną - w dzień biała, w nocy zielona (niczym w bajce o Shreku), ale ..... No właśnie. Najprawdopodobniej mogę ją "załadować" dopiero światłem słonecznym  ☺  Cierpliwości mi trzeba! 

A z racji chwilowej przerwy w nadawaniu, proszę parę zdjęć (mam nadzieję, że) miłych dla oka. 
 








środa, 13 lutego 2019

ROK

Rok temu osiadłam w tym miejscu, uprzednio wahając się nad założeniem dobre 2-3 miesiące.
Wstępnie założyłam sobie, że będę opisywać swoje seanse, przemyślenia ich dotyczące oraz różne ciekawostki klimatyczne, na które trafię. Zanim kliknęłam "załóż nowy blog" moja głowa aż huczała od tego, co chcę wrzucić. Po kliknięciu oczywiście wszystko cudownie wyparowało ;)
Chciałam, żeby blog był moim "wentylem bezpieczeństwa" - przestrzenią, w której nie muszę się przejmować niczym ani za nic tłumaczyć.
Żeby był jedną z moich osobistych spełnionych potrzeb uzewnętrznienia się (od lat piszę pamiętnik w formie zeszytowej).
Żeby był moim osobistym aftercare po wszelkich rozmowach klimatycznych, seansach, wymianach doświadczeń. Żeby był notesem dostępnym zawsze i wszędzie, jeśli zechcę wrócić do "notatek".
Żeby był statkiem wycieczkowym na ten mały kosmos, który z roku na rok się powiększa. 
Również blog był (i jest) możliwością kontaktu z różnymi osobami, z którymi zarówno spotkałam się na czatach, jak i na innych blogach. Najcenniejsze są dla mnie komentarze oraz inne notki, wynikłe z np rozwinięcia danego tematu - bo lubię produktywne dyskusje, z których obie strony wyniosą coś więcej, niż ewentualny wkurw ;)
 

Jako, że to pierwszy rok, pozwoliłam sobie na małą statystykę z tej okazji ☺

Blog przekroczył w sumie już 13 tysięcy wyświetleń, co mnie zarówno nieco szokuje (że AŻ TYLE), jak i cieszy, bo nie sądziłam, że ktoś w ogóle będzie chciał czytać moje wypociny.

Najwięcej wyświetleń mają wpisy:
fantazja #4  bardzo mnie ciekawi, dlaczego akurat ta konkretna ;)

Najdłuższe do tej pory wpisy na blogu:
patologia klimatyczna 2004 słów
alfabet 1492 słów
opowiadanie 777 słów



niedziela, 10 lutego 2019

luźna rozkmina

Sztuka a klimat, czyli kolejna moja luźna rozkmina na temat różnic i cech wspólnych.

Sztuka. 
W zasadzie jest ciężko zinterpretować, co tak naprawdę określa sztuka - zależne tak bardzo od odbiorcy, czasu, miejsca, przekazu. Może być wszystkim i niczym. Można w tym słowie zawrzeć zarówno dzieło Klimta, jak i mural w mieście, wykonany przez anonimowego graficiarza. Dzieła muzyczne Chopina, lub chwytający za mózg występ ulicznego grajka. Nietypową instalację (choćby "Fontanna" autorstwa Duchampa), czy feerię kolorów w "Umbrella sky" w Aguedzie.
Uważam, że sztuka jest sztuką jeśli ma odbiorcę, który jest w stanie zinterpretować po swojemu to, co widzi; czasem trafnie odgadując zamysł twórcy, czasem zupełnie się z tym zamysłem rozmijając.
Niekoniecznie opinia odbiorcy musi być pozytywna.
Choć krytyka jest integralną częścią sztuki to dobrze, jeśli nie jest bezsensowna, dla samego krytykowania. Konstruktywne uwagi często bolą twórcę i palą do żywego, ale u ambitnych często też powodują dalsze doskonalenie się. Dużo zależy również od artysty, co tak naprawdę chciał swoim dziełem osiągnąć - czasem są dzieła nastawione tylko na rozgłos (w końcu, czasem nieważne co mówią, ważne że mówią).

Klimat.
Tu również jest zarówno artysta i odbiorca, ale zdecydowanie częściej grono odbiorców jest węższe, kameralne. Klimatyczni zresztą są niesamowicie tolerancyjni i otwarci. Zdecydowanie pomaga zrozumienie często poprzez praktyki własne.
Oczywiście ci niepowiązani klimatem, stukają się w czoło, odwracają wzrok, lub odprawiają egzorcyzmy, kiedy widzą bedeesemowe zdjęcie. Osoby uwiecznione nierzadko całe w śladach po uderzeniach, lub poprzekłuwani różnymi rzeczami. Czasem jednak są to kontrowersje na granicy, które nawet wśród ludzi lubiących praktyki bdsm budzą niesmak lub bulwers.
Po jakiej granicy jednak wkrada się poprawność polityczna, oto rzecz ciekawa.

I sztuka, i klimat mają zarówno zaskakująco wiele wspólnego - podstawowa (i najważniejsza) różnica jest taka, że klimat bdsm dotyczy raczej tylko jednej dziedziny, może być zaledwie fragmentem sztuki. Sztuka zaś dotyczy wszystkiego.
Druga rzecz to taka, że w przypadku klimatu, często ewentualna krytyka uderza mocniej, bezpośrednio. Interpersonalnie powstają więzi, które też mogą wpływać na indywidualny odbiór tego, co bywa przedstawiane.
Tak jak w sztuce, bywa owczy pęd tego, co się podoba, nawet jeśli tak nie jest. Zresztą, kto jest w stanie w pełni zrozumieć - i szczerze powiedzieć, że podobają mu się dzieła np. Saimana Chow?

Jest jeszcze jedna, moim zdaniem istotna rzecz - co uznajemy za ocenę, a co za opinię. Często spada argument w stylu: kto ci dał prawo do oceny?
Być może to jest wpisane w człowieka (w 2000 roku zrobiono badanie dotyczące rasizmu, wykazując aktywność ciała migdałowatego, w momencie niepożądanym).
Być może przez nasze wychowanie, utrwalone stereotypy, lub odruchowe zachowania w określonych sytuacjach. Nie każdego stać na empatię. Ale tu zapewne można długo dywagować.





niedziela, 3 lutego 2019

czesanie myśli

Drugi dzień dołka emocjonalnego i dziwnych myśli zaoowocowały decyzją Mistrza, że pora na okiełznanie tego, co tak szalało w głowie. Zapowiedział lanie - żeby wyleczyć ten stan, musiałam spaść na ziemię. Boleśnie. I wiem, że skuteczne.

Zaczęło się od założenia kajdan na ręce - ich spięcie, oraz przeciągnięcie podwójnie złożonego sznurka pod łóżkiem i przewiązanie go przez cipkę. Na zasadzie równoważni - ciągnięcie rąk w górę powodowało ogień i tarcie po wargach (pojedynczo sznurki oplatały wejście do pochwy, łącząc się nieco wyżej, jak stringi). Opaska na oczy, knebel (w postaci szmatki) do ust. Przyblokowanie sznurka - nie chodziło o to, żeby zedrzeć sobie skórę z newralgicznego miejsca.
Już po czasie, próbowałam sobie przypomnieć ilość i kolejność - i bez pomocy Mistrza nie byłam w stanie, bo jak zaczynam spadać i się rozpadać, to nie rejestruję szczegółów.
Klapsy otwartą dłonią:
Pejcz:
Trzepak: 
Smoczy:
Kijek:
Ogień na skórze. 
Przerwy pomiędzy narzędziami, dla uspokojenia i powstrzymania płaczu.

Nie uderzał mocno - a jednak wystarczająco, żeby przejść po kolei przez tłumienie krzyku, płacz (i wodę z nosa, która wsiąkała w materiał w ustach, co wzmagało dławienie się). Żeby ciało zaczęło reagować najpierw uczuciem ciepła, potem drgawkami, a potem sprawiało świdrowanie mózgu. Żeby na skórze odcisnęły się wszelakie pieczątki (większość z nich znikła po godzinie, ale parę zostało do rana). Żeby wyszło zezwierzęcenie, i to cudowne wszystkojedno. W międzyczasie wchodził we mnie, raz się kołysząc - a raz wpychając na siłę, sprawiając dodatkowy ból. Sznurki zaś nieco ścieśniały wejście Mistrzowi; co dla Niego było przyjemniejsze, mi znowu dawało dziwne wrażenie dodatkowej pary warg sromowych.
Sznurek zdjął dopiero po skończeniu lania, a tuż przed końcowm rżnięciem. 
Bo seks, sam seks to za mało żeby opisać to Zwierzę.
I tej Jego śmiech, oraz głos, kiedy najgłębiej jest w domspace.... Chyba to najbardziej poraża, zniewala, niepokoi.

Podsumowanie: 
Choćbym chciała wspomnieć, o czym ja właściwie rozmyślałam, to nie jestem w stanie, bo mam zakłócenia. Naprawdę, moje myśli nie skupiają się w tamtym punkcie - wiem, że to było, ale ponowne wrócenie do tego powoduje ponowne rozproszenie. Jakby to oczyszczenie było gumką do mazania, i wymazało to niewłaściwe; jakby wypłynęło wraz ze łzami i wsiąkło w materiał knebla. 
Swoją drogą, muszę kupić nowy, porządny knebel.
Poza tym, znaczki na skórze.
Obdarcie skóry między pośladkami;
I....
Nie tylko mnie sznurek przypalił ;)