poniedziałek, 30 kwietnia 2018
#3 zrealizowana
;)
na razie Pan był łaskawy i wybił pinezki na tym wyściółanym, podklejając je klejem na gorąco od zewnątrz... Leżenie w nim po chwili jest upierdliwe, to kłuje w sposób swędzący i uwiera niesamowicie.... A jeszcze dociśnięcie stanika do piersi.... Niby nic, a jednak.
(nasze) zwyczaje
jako partnerzy, trzymamy się tego żeby:
- wszelkie kłótnie rozwiązywać przed zaśnięciem, aby nie zasypiać w złości (bo może być poranek, w którym już się nie obudzimy).
- rozmawiać o wszystkim-problemy nierozwiązywane, choćby błahe na początku, zwykle urastają do wagi ogromnego i nawarstwionego problemu.
- podczas kłótni nie krzyczeć; każda kłótnia jest po prostu bardzo długą wymianą zdań i argumentów.
- nie wstydzić się wzajemnie niczego, zwłaszcza odruchów ciała.
- dbać o siebie wzajemne.
- wspierać się wzajemne w realizacji wszelkich zamierzeń.
- wspólnie podejmować decyzje (od kupna wiatraka, po plany przyszłościowe).
- mieć zawsze tylko i wyłącznie swoje zdanie, swoją opinię i swoje wymagania co do nas samych.
- nigdy nie przegapić okazji na spotkanie intymne.
jako relacja, zależy nam na tym żeby:
- realizować się w swoich rolach; On jako mój Pan, ja jako jego poddana powoli we wszelkich aspektach.
- mówić otwarcie o swoich, choćby i najdziwniejszych potrzebach i ewentualnej ich realizacji.
- próbować chociaż raz nowej rzeczy, by móc stwierdzić na własnej skórze, co zostaje i doprowadzamy do perfekcji, a co wyrzucamy.
- szczerość obustronna!
- zaufanie obustronne!
- nie obawiać się wytknięcia wzajemnego błędów; konstruktywna krytyka zawsze.
- niczego nie przyspieszać.
- nie zatrzymywać się, tylko poszerzać możliwości i pole widzenia.
- rozmawiać o odczuciach zawsze po seansie.
sobota, 28 kwietnia 2018
kolejny pierwszy raz
Lewatywa.
Chodziłam koło tego tematu jak pies koło jeża. Nieufnie, ostrożnie, pomna na doświadczenie ze szpitala gdzie zabieg był szybki, bardzo nieprzyjemny w odczuciu i bardzo nieprzyjemny w wypróżnianiu się. Któregoś jednak dnia Pan nakazał kupić zestaw w aptece i największą strzykawkę jaka jest. Przyniosłam, ale zostało to odłożone, choć od czasu do czasu Pan wspominał, że może by tak... I przyznam szczerze że miałam nadzieję, że odpuści.
Scena zaczęła się względnie niewinnie-Pan zapowiedział hak i zbliżenie analne, nakazał przygotować rzeczy. W wannie, wraz z goleniem, więc wzięłam szybki prysznic i czekałam. A Pan mówi, że w takim razie spróbujemy z lewatywą i czy czuję się na siłach.
Nogi mi się w moment ugięły. To taki strach przed bólem, przed wstydem związanym z wypróżnieniem, generalnie masa pomniejszych rzeczy od higieny po sposób wprowadzania. Zgodziłam się jednak, bo nie mogę tego odwlekać w nieskończoność, zwłaszcza, że jestem w domu-nie w szpitalu, i zwyczajnie oddaję się w Pańskie ręce, co ja mam do gadania. Zaczął od włożenia obroży, zapięcia jej ciaśniej i napełnienia strzykawy letnią wodą 50 ml. Drugi raz 100 ml. Trzeci 100 ml. Czwarty 100 ml. Przy trzecim użył za gorącej wody, było to bardzo niekomfortowe. Bardzo przy tym był podniecony-nie sądziłam, że tak bardzo się nakręci
Wracając jednak, po włożeniu haka przywiązał mi go nad plecami do obroży paskiem z regulacją. Wystarczyło pociągnąć w górę, by pasek się zacieśnił, hak podniósł, nie przesuwało się z powrotem w dół. Więc zajęłam się Jego goleniem, później myciem. Wyginając się przy tym coraz bardziej, żeby tylko nieco sobie ulżyć w ciągnięciu w tyłku. Po skończeniu, obsługa oralna, On zacieśniał coraz bardziej, obroża podduszała, starałam się łapać tlen i jednocześnie robić Mu dobrze jak najlepiej. On jednak w pewnym momencie wstał, wyszedł poza wannę, pociągnął mnie do góry na kolana i zaczął sobie robić dobrze moimi piersiami.
Odlatywałam coraz bardziej, coraz bardziej odczuwałam własne fizyczne ograniczenia, wygięty kręgosłup w łuk, ciągnący hak, niedobór tlenu-wszystko. Jego, robiącego sobie mną dobrze, z miną, na wspomnienie której robię się mokra.Wiedziałam, że cokolwiek dzisiaj nie zrobi, cokolwiek się nie stanie, to ja dam rade to znieść, uczestniczyć w tym i czerpać z tego maksymalnie.
Pełne oddanie. To czuję w takich momentach; nie jestem sobą, jestem Jego. I kiedy On był na najlepszej drodze do wyciśnięcia moich możliwości jeszcze bardziej, kiedy zbliżyłam się do omdlenia, kiedy miał TEN wzrok....
Musieliśmy przerwać.
Dziecko się przebudziło.
Niestety, czasem się zdarzy podczas aktywności, że musimy przerywać. Niestety również, stan z którego musieliśmy oboje się wybić nagle, już nie wrócił w takiej sile. Niestety, tak bywa. Jest to ograniczenie, które musimy zaakceptować. Niestety-ale lepiej tak jak w ogóle.
W każdym razie seans zakończył się seksem analnym (niezbyt lubię wyciąganie haka ale cóż ;) ).
-------------------
To, gdzie popełnił błąd, to podjął aktywność niedługo po wykonaniu
lewatywy-stąd bardzo duży dyskomfort przy haku (uwierał bardziej jak zwykle) i zbliżeniu analnym
później. Ale nie wiedzieliśmy-od tego są właśnie takie pierwsze razy, na
przyszłość jak coś: lewatywa-i ze 2-3 h przerwy. Na pewno więcej wody/lub wywaru z rumianku, bo tak po trochu wody po trochu działało. Na pewno już nie będę się tak bała-w domowych warunkach to niebo a ziemia ze szpitalem.
Kolejna granica przesunięta.
czwartek, 26 kwietnia 2018
potrzeby
Wczoraj sama od siebie poprosiłam Pana o klapsy. Po trzy na każdy pośladek. Widziałam że jest trochę zaskoczony-ale i zadowolony, zanim obrócił mnie na kolano. Co jedno uderzenie to mocniejsze-ale ostatecznie nie zdjął geterków, więc tylko mi się trochę ciepło zrobiło. Mówię Mu o tym, że chyba słabo, poproszę jeszcze po jednym.
Jak przywalił na gołą skórę... To się na mojej skórze obrączki poodbijały na Jego palcach.
Nie bolało (aż tak), mam ten czas w którym mogę znieść wiele (zauważyłam, że u mnie jest to związane z cyklem). Może uda nam się coś fajnego i ciekawego zrealizować w najbliższych dniach.
wtorek, 24 kwietnia 2018
poranek
Miałam dzisiaj sen.
Wypiłam coś, co miało spowodować moją śmierć. Ostatnie, co zapamiętałam, to jak żegnałam się ze wszystkimi, dziękując im, że byli. Tyle, że ci wszyscy byli zupełnie gdzie indziej, leżałam sama na łóżku i byłam spokojna jak nigdy. Czekałam zastanawiając się, czy będzie bolało, czy może zasnę bez bólu (takie mam warstwowe sny, gdzie czasem śni mi się to, że śnię i śni mi się coś). Czułam, że oddycham coraz ciężej. Wstałam rano z o dziwo lekką głową, ale jakimś takim... dziwnym uczuciem. Duszności alergiczne minęły po godzinie od wzięcia przeciwhistaminatu.
Od rana pragnę dotyku Pana. Po jednej rozmowie ze znajomym rano mam znowu głowę wypełnioną różnymi myślami i chcę się schronić w Pana ramionach. Czas oczekiwania, przez to dzień będzie się nieznośnie dłużył. On pomaga mi na takie dolegliwości-wszystko jest nieistotne, kiedy On tak powie.
Na niektóre opisy jestem za wrażliwa. Nie potrafię inaczej, mam za duży próg empatii, co jest przekleństwem czasem. Do tego często są to rzeczy wykraczające poza moje rozumowanie. Powoli się oswajam i trawię-bo w końcu jest to tylko streszczenie, muszę wziąć się w garść.Powinnam wziąć się w garść. Powoli mi lepiej.
poniedziałek, 23 kwietnia 2018
stopy
Zapytałam Pana, co sądzi o tym, żebym umyła Mu stopy. Był zdziwiony i zaskoczony tym pytaniem. Ja z kolei czułam potrzebę wykonania tej konkretnej czynności.
Przygotowałam w misie wodę, dolałam płynu, wzięłam krem, ręcznik, zrzuciłam ubranie i podążyłam pod łóżko. Powoli obmywałam, masowałam, wytarłam, wklepałam krem, a Pan sobie odpływał.
Taka prosta czynność a dała nam tyle przyjemności.
Tym samym dołożyłam sobie kolejną czynność pielęgnacyjną w repertuar ;)
degradacja
Pan użył mnie w trochę mocniejszy sposób jak dotychczas.
Wieczorem kazał iść do wanny, klęknąć i przyjąć określoną pozę, poczekać aż wróci. Więc klęczałam i czekałam, trochę się niecierpliwiąc, bo w wannie zawsze jest niewygodnie. Wrócił, stanął nade mną; strużki moczu powoli sobie ściekały, a ja jak zawsze podniecałam się tym. W pewnym momencie poczułam splunięcie. Drugie i kolejne, w międzyczasie w moich ustach wylądował penis i zostałam zmuszona do obsługi oralnej.
O ile jestem przyzwyczajona do siłowego orala, czy pissingu, o tyle po pierwsze-miałam świadomość że Pan jest po całym dniu. Nieumyty. Po drugie plucie było czymś nowym, bardzo poniżającym.... I podniecającym. Przez to tym bardziej krępujące, że dosłownie czułam, jak leje się z mojej cipki.
Więc robiąc Mu dobrze ustami, miałam świadomość tego, że to ja Go czyszczę, spadały na mnie kolejne splunięcia, które rozsmarowywał drugą dłonią po ciele, czułam zapach moczu. W pewnym momencie odchylił mnie i napluł mi w usta-nie spodziewałam się tego. Jak zaczął to rozsmarowywać na języku to myślałam, że zaraz mnie cofnie, wzdrygnęłam się. Kumulacja odczuć i zapachów w najgorszą możliwą stronę; On wie, że mam blokadę na tym polu, nie wycofał się jednak tylko dokończył rozsmarowywać, mówiąc-że w końcu jesteśmy w wannie i jak mam potrzebę, to żebym się nie krępowała.
Dobre sobie. Wiedział że jestem na swojej własnej granicy, specjalnie to zrobił.
Po drugim wzdrygu odpuścił drażnienie w ten sposób. Dokończył spuszczać się na mnie, rozsmarowując spermę na ciele. Ostatni wzdryg, kiedy dał mi do oblizania swoje palce...........
Ale dałam radę utrzymać ten wątły fason. Pochwalił mnie za to.
Oboje wiedzieliśmy, że spory kawałek temu sama o to prosiłam, więc kwestią czasu była realizacja. Ja taka brudna, wysmarowana, wręcz niegodna żeby patrzyć na Niego. Czułam się naprawdę nisko, ale..... Potrzebowałam tego.
Jak już dokładnie się oczyściłam pod prysznicem, to mogliśmy kontynuować. Za kark zaprowadził mnie przy łóżko, nakazał klęknąć i sam zasiadł na łóżku przy mnie. Narysował mi skrzydła na plecach. Ostrymi, świeżo przyciętymi paznokciami. Pokolorował tyłek-wręczył parę mocnych klapsów (wiele mi do czerwonych i piekących plam nie potrzeba....).
Nakazał wejść na łóżko, a sam wyciągnął wandę i podszedł do mnie ze stwierdzeniem, że kabla to ja nie lubię.
Nie lubię-nie znoszę-nie cierpię. Tępy i ścinający ból przy niewielkim użyciu Jego siły. Ale nie miał zamiaru mnie tym kablem smagać po ciele a zacisnąć go na szyi. Lekko spanikowałam, jak w moment straciłam czucie w nogach i rękach, a w głowie zakręciło, jakbym zeszła z karuzeli. Wiedziałam, że zemdleję w ciągu ułamka sekundy jak będzie liczył do 5, ale On doliczył do 3 po czym puścił. Chyba nigdy nie byliśmy tak blisko krawędzi jak wtedy. Lubię Mu oddawać władze w ten sposób-bo wiem, że On dokładnie mnie obserwuje i potrafi przerwać kiedy trzeba.
Orgazmy wandą były nieziemskie. Ale chyba On tym razem odleciał bardziej, co spełniło mnie całkowicie.
Kolejne doświadczenia.
sobota, 21 kwietnia 2018
luźna rozkmina w sobotę
Temat zdrady ciągle powraca w dyskusjach, w rozważaniach... W klimacie wraca po prostu ciągle.
Zdrada-idąc za wikipedią, "świadome złamanie przysięgi
lub odstępstwo od przyjętych (przez siebie, najbliższe osoby lub daną
społeczność) norm czy wartości, działanie przeciwko tym normom i
wartościom, zaparcie się ich, a także jawna lub skryta ich negacja".
Można zdradzić samego siebie, można zdradzić kogoś, można zdradzić partnera.
Nie przypominam sobie, żeby zdradziła samą siebie-żyję w zgodzie ze sobą, staram się robić tak, żeby nie żałować nawet jeśli popełniam błędy. Byłam jednak blisko prawdopodobnie-wtedy, kiedy chciałam skoczyć w bok z pobudek czysto egoistycznych.
Mnie zdradzono dwa razy, gdzie w krótką chwilę straciłam niemal wszystkich otaczających mnie ludzi przez plotkę, dwa-kiedy "przyjaciółka" wyniosła do tychże ludzi moje sprawy. Niby nic, ale mając te naście lat sprawiło, że zamknęłam się na ludzi i wycofałam. Została przy mnie tylko jedna osoba (wtedy kolega, dzisiaj Pan), i w zasadzie jest to jedyna osoba, której się zwierzam. Nie potrafię do tej pory prawidłowo zaufać, otworzyć się przed kimś innym.
Wracając do niedoszłego skoku w bok-dla mnie małżeństwo to taka wspólna instytucja gdzie z partnerem się wzajemnie szanuję i jeśli jest problem w stylu "chcę zdradzić" to się rozchodzę-żeby ten szacunek do siebie utrzymać. U nas zadziałał jeszcze mechanizm obronny-powiedziałam Mu o tym. Czułam, że muszę Mu o tym powiedzieć. Ale zanim do tego doszło, myśl o zdradzie opętała mnie do tego stopnia, że trzęsły mi się ręce. Wystarczył kubeł zimnej wody-szanuję Go, dlaczego chcę Mu to zrobić? Bo ja chcę? Po co? Źle mi? Dał mi miejsce w którym mogę stać pewnie, a ja chcę wywinąć się w taki sposób?
Drugi kubeł dostałam podczas rozmowy-nie ma sprawy jeśli chcę to proszę bardzo, ale On chce być przy tym i również "skorzystać". Jak z jakiejś rzeczy... Wtedy nie byliśmy w relacji i poczułam się cholernie źle przez to co poczułam. Otrząsnęłam się z tego snu. Ostatecznie sprawa umarła i niedługo po tej trochę zmieniliśmy kierunek. Ostatecznie wydaje mi się, że właśnie tak miało być. Ale do tej pory pozostał mi wstyd że w ogóle dopuściłam do siebie takie myślenie.
Zdaję sobie sprawę jednak że są wypadki gdzie się nie da i takiego typa najlepiej pogonić kopem w dupę i o szacunku nie ma mowy-pozostaje jedynie zadać sobie pytanie jak to się stało, że zaistniała z takim partnerem instytucja i po co się było pakować w coś co mogło nie mieć przyszłości już na starcie. Lub też, co zmieniło partnera w trakcie trwania instytucji.
Zwykle jednak taka ciężka decyzja dla jednego będzie jak oddech
świeżego powietrza, dla innych ciężkie brzemię już do końca życia.piątek, 20 kwietnia 2018
piątek
Córka Starsza jedzie na weekend do babci, co oznacza że znowu mamy weekend dla siebie. Prawie oczywiście, bo zostaje Młodsza-która lubi sobie pospać w dzień jeszcze i może nie będzie już dawać czadu w nocy...
Pan wie, że od paru dni chodzę i szukam czułości z Jego strony-więc liczę, że zostanę pod tym względem zaspokojona! Potrzebuję tego, od zawsze potrzebowałam w mniejszym lub większym stopniu. Głaskanie, tulenie, rozmowy. Dużo, ilości hurtowe poproszę!
I znowu będę mogła klęczeć bez obaw. Znowu będę mogła Go zaczepiać oralnie w dowolnym momencie, aż w końcu nie będzie chciał dłużej tych zaczepek znosić.
Życzę Wam miłego i udanego weekendu ☺☺️☺️
czwartek, 19 kwietnia 2018
nie
Uwaga, może być chaotycznie, ponieważ wyrzucam z głowy.
Nie cierpię samej siebie w tym czasie, w którym moje emocje drgają bardziej niż zazwyczaj.
Wczoraj oddałam obrożę (obrączkę).
Wszystko się zaczęło od dnia poprzedzającego, gdzie On wysnuł wniosek z którym ja absolutnie się nie zgodziłam. Zachwiało mną-bo miałam wrażenie, że moje starania zostały niedocenione i cokolwiek bym nie zrobiła, to i tak Jego najważniejsze zdanie, przez które się nie przebiję, i poczułam się kłamcą.
Popycham się do przodu bo chcę się rozwijać, również sama z siebie. Nie zgadzam się z opinią, że nie uczestniczę w tym, co On robi. Mam jednak wrażenie że nasze definicje tego samego się nam rozjechały... Ja staram się być przygotowana zawsze i naprawdę zawsze czerpię , On tego nie pochwala, bo uważa że robię to odruchowo i bez czucia. Prawda jak zawsze leży pośrodku-są dni, w których ciężej mi dochodzić i ilość orgazmów się waha (albo prościej-dłużej zajmuje mi dochodzenie). Stąd jego irytacja na moje niektóre reakcje. Ale to już sobie wyjaśniliśmy.
Druga rzecz że od jakichś dwóch dni chodzę podminowana. Szukałam pretekstu, więc kwestią czasu było, żeby w końcu sprowadził mnie na ziemię z siłą. Zaczęłam się miotać, ale pod Jego nogą szybko się uspokajałam. Dla mnie to dobry sposób-po co mam grzebać w śmieciach, co i tak ani nic dobrego nie wnosi, a tylko psuje atmosferę, zanieczyszcza ją. Nie rozumiem samej siebie w takich momentach. Staram się opanować, ale... Ciągle nie mogę wyzbyć się emocji tak, jakbym chciała. Ciągle nie mogę się w pełni podporządkować, ciągle zostaje jakiś mały margines i ten margines jest co jakiś czas właśnie tak zanieczyszczany.
Wracając jednak do obrączki-oddałam, ponieważ potrzebowałam czasu na przemyślenie-poprosiłam o oddanie w piątek, chciałam się uspokoić wyciszyć. On znowu odebrał to jako rezygnację z relacji...
W każdym razie poszłam pod prysznic, wybeczałam się, wyczyściłam ciało, wróciłam do Niego i się przytuliłam. Jeszcze raz od początku, bez negatywnych emocji, widziałam tylko Jego. Poprosiłam o zwrot. Był wkurwiony. Ale jakby i z Niego w moment coś uszło.
Powiedział, że powinien mnie ukarać, ale żyjemy ze sobą tyle lat, że dla Niego (nawet w relacji) te stany są normą, i czy pamiętam o swojej taryfie ulgowej w tym czasie. Miał dla mnie karę, ale uznał że jest ona jeszcze nie adekwatna do takiej przewiny i jak oddam obrożkę drugi raz to już mi nie popuści. Że mnie ostrzegł-mogę się tylko domyślać i nie mam najmniejszej ochoty powielić błędu choćby nie wiem co.
Po prostu muszę trochę zmienić myślenie, bo byłam w błędzie w niektórych kwestiach. On trochę również poprawi. Oboje się nie doceniliśmy.
poniedziałek, 16 kwietnia 2018
remis
Wyjęłam 24 godziny z weekendu podczas których stosunek orgazmów moich i Pana wyniósł 5:5
Do tej pory tylko raz się zdarzyła taka szalona ilość Jego wytrysków.
Nigdy jednak się nie zdarzyło, żebyśmy mieli remis-ponieważ zwykle to ja idę na więcej.
Gdyby się dało... to od czasu do czasu chciałabym z Nim robić taki maraton :)
Do tej pory tylko raz się zdarzyła taka szalona ilość Jego wytrysków.
Nigdy jednak się nie zdarzyło, żebyśmy mieli remis-ponieważ zwykle to ja idę na więcej.
Gdyby się dało... to od czasu do czasu chciałabym z Nim robić taki maraton :)
dwie godziny
Pomimo lekkiego (ok, kurewskiego) przeziębienia Pan zadecydował o małym seansie wieczorem. Cały dzień jednak mnie 'zaczepiał' i podniecał, w pewnym momencie wykorzystał w sposób brudny.
Spuścił się raz, wetknął jajeczko, a za niedługi czas znowu się spuścił-i dopiero wtedy pozwolił się umyć.
Może to nic... Ale ja mam zakodowane dokładnie umyć się po każdym stosunku. W taki sposób poczułam się zbrudzona, poniżona. Sprowadzona poniżej pewnego poziomu. To było dziwne... I podniecające. Dalej jednak brudne.
Wieczorem mnie trochę pozawijał. Osobno głowa, osobno tułów (z ułożeniem rąk na brzuchu), z wolną cipką, osobno jedna noga i osobno druga noga (obie zgięte i wygięte na boki). Wycięte otwory na sutki. Na każdym przypięta wibracja. jajeczko w cipce. Żeby sobie to wyobrazić-pełen dostęp. Znowu zdana na Niego i na Jego wszelkie decyzje. Uwielbiam spokój jaki towarzyszy temu stanowi.
Próbował mi również przytrzymać język szczypcami, ale w moment straciłam czucie. Ból szybko przekuł się w ten nieprzyjemny stan, więc ostatecznie szczypce zdjął. Ale i tak miałam zakaz kłapania buzią.
Jedyne co mogłam, to się coraz bardziej pocić.
Zaczął od orgazmu punktowego na łechtaczce, oraz kolejnego spuszczenia, po czym włożył jajeczko.
Ja czułam tą spermę w sobie, jak powoli jednak wycieka-i to wcale nie pomagało psychicznie. A potem finezyjnie podpiął mnie pod stymulator elektro... Nie wytrzymałam dużego natężenia-w przeciwieństwie do ostatniego razu wręcz śmiesznie nisko (teraz 3 wtedy 10?). Ale folia krępowała ruchy, ciało naprawdę się pociło-być może wilgotna skóra przewodzi bardziej impulsy i wzmacnia je. Kolejny punktowy orgazm.... Pan mnie znowu przytrzymał, więc doszłam trzy razy pod rząd-przy czym przy trzecim użyłam hasła bezpieczeństwa.
Czy ktoś kiedyś użył przy orgazmie hasła bezpieczeństwa?
To było dziwne. Pierwszy był mocny, drugi był najmocniejszy dotychczas a trzeci... Czułam, że jeśli będziemy kontynuować to będzie źle-stracę oddech i może nie tylko, a będąc skrępowaną w ten sposób nie bardzo miałam możliwość zmiany pozycji (dopiero Pan później uświadomił mnie, że byłoby to możliwe, ale słowo się rzekło). Orgazm wyszedł poza moją skalę pojmowania, jakby ciało nie było gotowe, ale mózg i owszem-jedyny dźwięk jaki wydawałam, to pisk. Przeciągły i długi, bo nie mogłam krzyczeć. Nienawidzę tego, ale kwestie mieszkaniowe..... W każdym razie to było tak silne, że byłam w stanie usiąść i nie czułam impulsów elektrycznych ;)
Po ochłonięciu Pan wyjął jajeczko i trzymając wandę na łechtaczce skończył we mnie. Znowu. Myślałam, że będę w stanie dojść również ale... Czułam że jestem spocona. Czułam że dłonie mi się wymarszczyły, a głowa ślizga. Do tego elektro coraz bardziej szczypało.
Nie było problemu szybko się wyłuskać ze skorupy. Ale jednak to prawda-że powyżej danego czasu można łatwo się wyziębić. Nie chciało mi się wierzyć, bo w końcu gorąc aż buchał-do momentu wyjścia poza kokon. Długo musiałam grzać się pod prysznicem, bo miałam dreszcze niesamowite. Zmarzłam w moment. Nie sądziłam, że można aż tak.
Po takich seansach czuję jeszcze bardziej przynależność.
UNMAERE
Spuścił się raz, wetknął jajeczko, a za niedługi czas znowu się spuścił-i dopiero wtedy pozwolił się umyć.
Może to nic... Ale ja mam zakodowane dokładnie umyć się po każdym stosunku. W taki sposób poczułam się zbrudzona, poniżona. Sprowadzona poniżej pewnego poziomu. To było dziwne... I podniecające. Dalej jednak brudne.
Wieczorem mnie trochę pozawijał. Osobno głowa, osobno tułów (z ułożeniem rąk na brzuchu), z wolną cipką, osobno jedna noga i osobno druga noga (obie zgięte i wygięte na boki). Wycięte otwory na sutki. Na każdym przypięta wibracja. jajeczko w cipce. Żeby sobie to wyobrazić-pełen dostęp. Znowu zdana na Niego i na Jego wszelkie decyzje. Uwielbiam spokój jaki towarzyszy temu stanowi.
Próbował mi również przytrzymać język szczypcami, ale w moment straciłam czucie. Ból szybko przekuł się w ten nieprzyjemny stan, więc ostatecznie szczypce zdjął. Ale i tak miałam zakaz kłapania buzią.
Jedyne co mogłam, to się coraz bardziej pocić.
Zaczął od orgazmu punktowego na łechtaczce, oraz kolejnego spuszczenia, po czym włożył jajeczko.
Ja czułam tą spermę w sobie, jak powoli jednak wycieka-i to wcale nie pomagało psychicznie. A potem finezyjnie podpiął mnie pod stymulator elektro... Nie wytrzymałam dużego natężenia-w przeciwieństwie do ostatniego razu wręcz śmiesznie nisko (teraz 3 wtedy 10?). Ale folia krępowała ruchy, ciało naprawdę się pociło-być może wilgotna skóra przewodzi bardziej impulsy i wzmacnia je. Kolejny punktowy orgazm.... Pan mnie znowu przytrzymał, więc doszłam trzy razy pod rząd-przy czym przy trzecim użyłam hasła bezpieczeństwa.
Czy ktoś kiedyś użył przy orgazmie hasła bezpieczeństwa?
To było dziwne. Pierwszy był mocny, drugi był najmocniejszy dotychczas a trzeci... Czułam, że jeśli będziemy kontynuować to będzie źle-stracę oddech i może nie tylko, a będąc skrępowaną w ten sposób nie bardzo miałam możliwość zmiany pozycji (dopiero Pan później uświadomił mnie, że byłoby to możliwe, ale słowo się rzekło). Orgazm wyszedł poza moją skalę pojmowania, jakby ciało nie było gotowe, ale mózg i owszem-jedyny dźwięk jaki wydawałam, to pisk. Przeciągły i długi, bo nie mogłam krzyczeć. Nienawidzę tego, ale kwestie mieszkaniowe..... W każdym razie to było tak silne, że byłam w stanie usiąść i nie czułam impulsów elektrycznych ;)
Po ochłonięciu Pan wyjął jajeczko i trzymając wandę na łechtaczce skończył we mnie. Znowu. Myślałam, że będę w stanie dojść również ale... Czułam że jestem spocona. Czułam że dłonie mi się wymarszczyły, a głowa ślizga. Do tego elektro coraz bardziej szczypało.
Nie było problemu szybko się wyłuskać ze skorupy. Ale jednak to prawda-że powyżej danego czasu można łatwo się wyziębić. Nie chciało mi się wierzyć, bo w końcu gorąc aż buchał-do momentu wyjścia poza kokon. Długo musiałam grzać się pod prysznicem, bo miałam dreszcze niesamowite. Zmarzłam w moment. Nie sądziłam, że można aż tak.
Po takich seansach czuję jeszcze bardziej przynależność.
UNMAERE
monogamia
Tak mocno osobiście rozkminiam teraz...
Mam wrażenie że monogamia w klimacie to fetysz.
Nie mówię, że to źle. Absolutnie nie potępiam żadnej pary, która postawiła na otwartość i czerpie z tego. Zdaję sobie sprawę, że wiele par monogamia zwyczajnie blokuje, stąd poszukiwanie nowych możliwości. Doznań. Otworzenie umysłu i pozbycie się blokad. Podziwiam bardzo, zwłaszcza wyzbycia się negatywnych odczuć, obaw, wątpliwości, zazdrości, czy odczuwania wyłączności.
Ja bym jednak chyba tak nie potrafiła. Za duży bagaż uczuć, za duże przywiązanie, nie potrafię inaczej-może dlatego, że to wciąż pierwszy partner i po prostu moje poczucie własności jest dużo bardziej roszczeniowe. Nie potrafię szczerze otworzyć się na możliwości tego typu. Wiem, że będę cierpieć. Nawet nie chcę sprawdzać jak bardzo.
Z Panem doszliśmy do wniosku, że być może nie byłoby tego problemu, gdyby to między nami to była tylko relacja. Zero zobowiązań, choćby w postaci dzieci. Na pewno mieszkanie w domu, nie w bloku. I brak jakichkolwiek przymiotów w stylu małżeństwo. Może wtedy dalibyśmy radę... A przynajmniej dopóki znowu nie weszłyby uczucia.
Nie mam zamiaru ukrywać tego, że mnie zazdrość pali. Żywym ogniem w dodatku. Być może kiedyś się tego pozbędę... Być może.
Ja bym jednak chyba tak nie potrafiła. Za duży bagaż uczuć, za duże przywiązanie, nie potrafię inaczej-może dlatego, że to wciąż pierwszy partner i po prostu moje poczucie własności jest dużo bardziej roszczeniowe. Nie potrafię szczerze otworzyć się na możliwości tego typu. Wiem, że będę cierpieć. Nawet nie chcę sprawdzać jak bardzo.
Z Panem doszliśmy do wniosku, że być może nie byłoby tego problemu, gdyby to między nami to była tylko relacja. Zero zobowiązań, choćby w postaci dzieci. Na pewno mieszkanie w domu, nie w bloku. I brak jakichkolwiek przymiotów w stylu małżeństwo. Może wtedy dalibyśmy radę... A przynajmniej dopóki znowu nie weszłyby uczucia.
Nie mam zamiaru ukrywać tego, że mnie zazdrość pali. Żywym ogniem w dodatku. Być może kiedyś się tego pozbędę... Być może.
piątek, 13 kwietnia 2018
szczerość
Szczerość to od zawsze była dla mnie podstawa wszystkiego-związku, jakiejkolwiek relacji międzyludzkiej, czy strefy zawodowej. Wolę niewygodną prawdę od wygodnego kłamstwa.. I tak naprawdę większość bliskich zawiodła mnie w ten czy inny sposób-bo dopiero po fakcie coś tam wyszło, coś się okazało. Słowo się rzekło, ale do mnie zwykle doszła lawina i na parę tygodni zwykle przeżywałam. Po kolei jednak znajomych dałam na dystans i zachowałam równowagę. Chodzi jednak cały czas o szczerość-i to, jak ludzie zachowują się z prawdą między oczami.
W związku z Panem szczerość to był jeden z filarów, zawsze, choćby nie wiem co się działo-nic nie ukrywaliśmy żeby, kiedy pojawi się problem-nie narósł, tylko mógł zostać spokojnie rozwiązany.
Do dzisiaj to jest najprościej, coś się dzieje, choćby pierdoła to szybko zapominamy, bo została obgadana. Są oczywiście rzeczy które wymagają więcej rozmów i poświęconego im czasu, ale czasem tak trzeba.
Zwłaszcza jeśli są rzeczy osobiste, wspólne. Jeśli nie powie się, co jest nie tak, to druga strona będzie myślała że dobrze robi i ciągle będzie nie tak. Prawda boli, bardzo... Ale czasem to jedyna droga, żeby wszystko stało w ryzach, prosto i pozwalało dalej wspólnie iść do przodu...
Ja miałam różne epizody w życiu, czasem nie byłam w stanie o czymś powiedzieć od razu, bo sama musiałam to przegryźć... Zawsze jednak wracałam do sprawy i na spokojnie to wspólnie rozwiązywaliśmy. Pan również, obecnie kładzie bardzo duży nacisk na to co czuję i co mówię, choćby to była pierdółka w stylu-jestem senna, jestem zmęczona, na 3 sekundy zabolał mnie paznokieć... On chce wiedzieć o tym wszystkim, a ja rozumiem doskonale dlaczego.
Jest jeszcze jedna rzecz.
Będąc w związku, szczerość jest ważna, bo angażuje dwoje po równo. Mogę mu powierzyć swoje rzeczy i wiem, że dzięki temu On jest doceniony, może się wykazać i wie, że Mu ufam.
czwartek, 12 kwietnia 2018
słowa
Pan ostatnio po raz pierwszy nazwał mnie suką. I wiecie co? Poczułam się urażona tym określeniem.
Inaczej z tym, kiedy nazwał mnie małą zdzirą.. Poczułam się dumna, moja głowa i ciało uznały to za pochwałę prima sort.
Słowa, słowa, słowa.
Wszystko to, co nas określa, wpływa na nas, rani nas lub podnosi nas na duchu. Tym gorsze, że są słowa, które pamięta się całe życie. Są i takie, które ulatują-nim zdąży się o nich dłużej pomyśleć
Celowo wspominam o tym małym przypadku z ostatnich dni-bo wiem, kiedy prawdziwie uległe, oddane swemu Panu się czują, jak ich Pan mówi do nich czule suko. One najprawdopodobniej poczułyby się urażone zdzirą...
To mocno ciekawe, że co jednych rani, innych pociąga. Z czego jedni są dumni, inni chowają głowę ze wstydu.
Coraz częściej łapię się na tym, że słowo kocham u nas umiera. Z odruchu użyłam go niedawno, ale poczułam autentyczne zażenowanie. "Kocham" nigdy nie oddawało w pełni tego, co czuję-już na początku związku szukałam wszelkich synonimów. Tym bardziej w obecnej sytuacji-to słowo wydaje mi się śmiesznie małe. On również, powoli nie słyszę, że kocha (choć jeszcze niedawno codziennie był to rytuał). Nie przeszkadza mi to absolutnie.
Uwielbiam, kiedy mówi do mnie brutalnie-lub poniżająco podczas zbliżeń. Lubię Jego głos, lubię słowa, które wypowiada. Nie wszystkie są trafione, ale na rozważanie tego jest czas już po aktywności.
Definicje... Każdy ma swoje, najważniejsze żeby podstawa się zgadzała. Klimat jest zaskakująco pojemny, ma zaskakująco szeroką skalę i zrzesza zaskakująco wiele różnych fetyszy. Ciężko mi czasem rozgraniczyć, co może być klimatem, a co nie.
Nie mnie to zresztą oceniać-ja wiem, czego ja szukam i co potrzebuję, jak odpowiedzieć i dostosować się do Pana, oraz to co potrzebujemy oboje. Niebezpiecznie po prostu znowu coś dryluje z tyłu głowy; coś co nie jest moją potrzebą, walczyłam już z tym i nie chcę tego ponownie rozważać-bo to ani nic nie wnosi, ani nie powoduje postępu.
Kula u nogi. Nie potrafię się tego pozbyć.
A wszystko przez słowa. Coś gdzieś pisze, coś ktoś mówi. Nie da się nie zdobywać wiedzy... Ale trzeba się też uzbroić w pancerną skórę, postarać się nie zgubić własnej drogi, nie dać się skrzywić. Pozostać indywiduum, choćby nie wiem co. I się nie przejmować niczym ponad to, co przed sobą.
wtorek, 10 kwietnia 2018
przygotowania
Poranek był kiepski-po niemal nieprzespanej nocy z powodu dziecka, czułam się jak lunatyk. Poprzedni wieczór-a raczej noc, chcieliśmy się zbliżyć do siebie, ale stosunek nieudany, tylko wywołał dodatkową falę frustracji...
Dzień był nierzeczywisty. Tym bardziej ucieszyłam się z zadania jakie dał mi Pan- o 13 założyć jajeczko, ustawić na fajny program i korek analny. Przygotowania do tego, co będzie jak wróci! Korek... Pierwszy raz sama sobie zakładałam. Trochę sobie pomogłam i wzięłam najmniejszy, stalowy-ociepliłam go mocno w gorącej wodzie. W połączeniu z żelem-bajka. Ale uczucie zajebiste skończyło się gdzieś po 15 minutach. Musiałam go wyjąć dwa razy, łącznie nosiłam 2h.... I podziwiam osoby, które są w stanie nosić korek długo. Mnie już takie maleństwo uwierało... No ale może dlatego że duże jajko siedział gdzie miało siedzieć również. W takim stanie smażyłam naleśniki na obiad i generalnie szybkie porządki, przed Jego powrotem. Spociłam się jak dzika...
Seks analny smakował wybornie.
Pan kazał nastawić się na wieczór, ale... Ja jakoś pod skórą czułam że nie wyjdzie... Poza tym, wciąż uczy mnie, żebym się nie nastawiała-to polecenie było więc mocno sprzeczne i choć starałam się myśleć o przyjemnościach, to ostatecznie wyszło jak wyszło.
Wieczór również nie był zbyt udany. Poszłam na ćwiczenia, gdzie okazało się, że przez pomyłkę zapisałam się na dwa różne (2 h!), zamiast na czwartek. Mój błąd, no ale ostatecznie dałam radę, nie było źle-choć wykańczające. W domu okazało się, że prysznic się zepsuł, woda cieknie, w dodatku najpierw Pan się zagadał z kolegą, a później ja z koleżanką (mam wrażenie że to taka moja bratnia dusza-bardzo żałuję, że nie mieszkamy bliżej).
On to rozumie i zaczepił dopiero jak już zrobiło się późno-żebym pilnowała godziny.
Ale mimo to, coś się popsuło, nastrój prysł, ja byłam zmęczona-a to niestety było widać. Wszystko w cholerę, czyli mimo nastawienia się na służenie, nie służyłam.
Znowu.
Cholerna irytacja ale tym razem zajęło mi to tylko 15 minut, żeby to opanować.
Tylko. Bo za pierwszym razem to były chyba cztery godziny.
Poranek był jak zawsze, ciężki we wstaniu-ale Pan ma sporo pracy i został w domu, mogłam odwieźć starsze do przedszkola, obskoczyć sklep. Zawsze, kiedy Pan pracuje w domu, staram się skupić na swojej pracy, dając Mu przestrzeń. Nie chcę Go rozpraszać, ale ostatecznie wyszło co wyszło. Przyciągnął mnie za włosy na kolana bardzo mocno; dostałam bolesne uderzenia, nie wytrzymałam, łzy same poleciały. Całe emocje, napięcie, wkurwienie, irytacja, złość, zmęczenie po prostu wyszły w jednej chwili. Byłam tam taka naga przy tych Jego nogach. Ja sama od rana działałam jak maszyna, bezosobowo, bez emocjonalnie. I wystarczyły zaledwie 3 uderzenia i Jego siła głosu żebym stanęła (klęknęła w sumie) do pionu. Nie mógł tak wczoraj?
W każdym razie porozmawialiśmy.
Zjadłam przy Nim śniadanie na ziemi (On pracował). Zajęłam się pracą domową. W międzyczasie okazało się, że musi gdzieś podjechać. Ogarnęłam obiad, młodszą. Jakoś tak dzień zleciał.
Czy wieczór coś przyniesie?
Ja jestem przygotowana jak zawsze, żeby służyć. A czy On będzie chciał, bym dzisiaj Mu usłużyła?
To się okaże.
poniedziałek, 9 kwietnia 2018
moja fantazja (do zrealizowania) #4
Trzy rzeczy o których ostatnio rozmyślam.
Bycie żywym talerzem dla Pana (uprzednio przygotowując posiłek i szykując go), wraz z pełną oprawą-świece, chusteczki, sztućce. Jego jedynym zadaniem jest przysiąść do posiłku. Po-serwuję deser ;) ;)
Przygotowanie wanny z wodą (czystą, bez płynów), oraz poproszenie Go, żeby pomógł mi się zanurzyć-i zadecydował ile mam pod tą wodą wytrzymać. Tak zdana na Niego, na kontrolowanie przez Niego mojego oddechu.
Poproszenie Pana o zakopanie mnie w ziemi-tak żeby tylko głowa i ewentualnie fragment ramion były ponad ziemią. Ponieważ byłaby to walka również z moimi lękami. Ponieważ mogłoby to być dla nas cenne doświadczenie.
Poproszenie Pana o zakopanie mnie w ziemi-tak żeby tylko głowa i ewentualnie fragment ramion były ponad ziemią. Ponieważ byłaby to walka również z moimi lękami. Ponieważ mogłoby to być dla nas cenne doświadczenie.
niedziela, 8 kwietnia 2018
zadanie na dzisiaj
Cały wyjazd (5 h) do rodziny Pan kazał nosić jajko. Dobrze, że w domu dzieciaki robiły szum, bo choć jajeczko jest ciche-to w martwej ciszy delikatnie było go słychać. Nikt jednak chyba nie usłyszał, jedyne też, co mnie zdradzało to rumieńce. Wyłączył go jedynie na chwilę jak zabrał na chwilę dziewczynki z domu.
Jazda w obie strony autem również się udała-sądziłam, że będę rozproszona, ale poza lekkim dyskomfortem i powodzią w majtkach skupiłam się na drodze. Co mnie zastanawia to to, że skupiając się na czynnościach innych jak przyjemność z wibracji trochę boli mnie głowa. Jakby ciśnienie skakało... Ale może to przypadek.
Podziękowałam Mu za to zadanie.
sobota, 7 kwietnia 2018
w ciemności
W zasadzie ktoś ostatnio zapytał mnie, czy dałabym radę wytrzymać paręnaście godzin w opasce. Po ciemku, po omacku, zdając się na Pana. Pewnie byłabym, gdyby taka była Jego wola, natomiast już po zdjęciu opaski trzebaby było uważać na światło, żeby stopniowo wychodzić z mroku.
Ale Pan podłapał temat opaski na oczy i zaplanował seans na wieczór-nie mogłam się jednak dowiedzieć, na co się naszykować... I niepewność mi towarzyszyła do momentu, w którym się uspokoiłam-czyli już podczas. Później było trochę strachu-ale o tym za chwilę.
Przede wszystkim trochę mnie przygotował. Jajeczko parę godzin, połączone z pończoszkami, brakiem bielizny podczas spaceru po mieście... Mam duży biust i miałam wrażenie że wszyscy widzą jak lata, do tego co przystanęłam to czułam wibracje. Dobrze, że Pan pozwolił na spodnie-i w sumie tylko dlatego że wiało, a jeszcze nie ma za ciepło.
Przed natomiast, kazał mi klęknąć, dowiązał stopy przy dłoniach z tyłu, nałożył opaskę, knebel..
Ciemność... Już chwila wystarczy, żeby wyostrzyły się zmysły. Słyszałam szuranie streczu i w do samego końca byłam przekonana o mumifikacji.Związał ręce, nogi do łóżka, kazał odprężyć i zdać na to, co odczuwam. Tylko i wyłącznie. Żadnych innych bodźców z zewnątrz. I to był moment w którym się uspokoiłam, kiedy usłyszałam zapalniczkę, napięłam się jednak, kiedy pierwszy tealight postawił na ręce. I kolejne, i kolejne, plus świece w szkle przy paszkach i cipce. Gra z ogniem-mój najmniejszy ruch strąci jedną świecę, za nią kolejne. Metal nagrzewał się coraz bardziej, coraz więcej punktów zaczęło piec.. Ale wszystko do zniesienia. Jeśli któraś świeczka się wytopiła-wylewał ją na mnie (przypominam, brak jakiegokolwiek ruchu), co oznaczało napięcie mięśni do granic. Każda kolejno wylana porcja wosku przyjemnie rozgrzewała. Od razu wyczułam która jest 'zwykła' a która z wosku pszczelego-te drugie bardziej piekły ;)
Czułam też jak chodzi wokół, sprawdza, ogląda-czułam się dosłownie macana Jego wzrokiem, oddechem... Słyszałam jak robi zdjęcia, czułam się jak eksponat na wystawie.
Całe piersi w wosku, częściowo brzuch, uda i cipka cała zalana. Na sam koniec zostawił te w szkle-najwięcej ciepła... Coś wspaniałego. Przyjemnie gryząco-piekące podrygi, coraz intensywniejsze w odczuciu i to wszystko dla Niego. Spektakl dla jednego widza.
Drugą częścią było czyszczenie wosku-odsklepianie go od ciała nożykiem. Zrobił mi przy tym parę szramek-ale jest to dla mnie zaskakująco podniecające. Dowód czegoś, co się wydarzyło..
Zdjął mi opaskę dopiero w łazience; około 1.5 h ciemności i już oko musiało chwilę dłuższą się przyzwyczaić do światła... Ale samodzielnie musiałam się ogarnąć z resztek grubym i natłuszczającym peelingiem (chyba najlepszy sposób na wosk).
Jak zobaczyłam to pobojowisko.... Łóżko owinięte streczem tak, że można go było zwinąć bez żalu. Resztki wosku z podłogi odkurzyliśmy, ślady pozmywaliśmy. W 15 minut było w stanie pierwotnym.
Taka intensywna sesja. Bardzo wiele odczuć w bardzo krótkim czasie.
Dostałam już po zadanie do wykonania-walka z akceptacją samej siebie, dwa ze zdjęć pokazane publicznie. Wykonałam... I pojawiło się odczucie, które było dziwne. Ale przyjemne.
Coś nowego.
piątek, 6 kwietnia 2018
małe prace
Jakoś tak się złożyło że ostatnie dwa dni dwa razy podjęłam temat lodzika na dwa różne sposoby. Albo raczej-Pan kazał i przygotował, ja zrobiłam.
Pierwsza praca:
Pan związał mi ręce z tyłu sznurem, doczepił hak w tyłku do rąk, a jajeczko w cipkę, dopiął klamerki na sutki. Tak przygotowana, na kolankach podeszłam do Pana i wykorzystywałam tylko usta. Pan w międzyczasie sobie oglądał jeden z filmików, rękami jedynie dociskał mi głowę. Ja ciągle się wierciłam-hak skutecznie się wpijał, jajko wibrowało a klamerki nieznośnie uciskały i piekły coraz bardziej. Chciałam zrobić hiszpana, ale jak się przytuliłam cyckami do penisa to zaczęłam syczeć.
Zapytał o co chodzi, więc mówię, że trochę za bardzo mnie ciągnie, za bardzo boli, wracam z ustami na miejsce. Ale zdjął mi klamerki (ból przy ściąganiu!) i chwilę sobie porobił nimi dobrze.
A później kazał za sobą iść (na kolankach) w stronę łóżka-wyjął hak i bardzo miło skończył w moim tyłku.
Druga praca:
Pan mówi że idzie pod prysznic, i że ja też idę. Chwycił mnie za włosy i zaciągnął do łazienki. Uwielbiam, kiedy się myję, a On siedzi za mną. I czuję na sobie Jego wzrok. Moje stałe zadanie, to dbanie o higienę i czystość Jego krocza, co wykonuję z chęcią (i zawsze daje to możliwość wstępnej i miłej stymulacji).
Tym razem również, z miłego mycia przeszłam do miłego masażu, połączonego ze stymulacją odbytu (od zewnątrz). W pewnym momencie Pan jednak wstał, kazał mi klęknąć, na język zacisnął klamrę do papieru i dociskając ją jedną ręką (odrętwiający ból) ciągnął mój język pod penisa, drugą się doprowadzał. Moje zadanie-posmakować, nie połykać, zabawić się spermą. Nie przyszło mi do głowy nic sensownego z użyciem ust, dlatego użyłam spermy jako 'balsamu' na biust. Uwielbiam miny Pana, kiedy dobrze interpretuję Jego polecenia, wizualnie Go zachwycam i zwyczajnie kiedy widzę w Jego oczach zadowolenie i aprobatę.
Powiedział mi już po, że Mu się podobało co zrobiłam, jakie miny miałam.
Dostałam nagrodę w postaci orgazmu.
czwartek, 5 kwietnia 2018
inspiracje
Post trochę z przymrużeniem oka.
Od razu mówię, ameryki nie odkryję, ale to jest to, o czym ostatnio rozmyślam, co mi w głowie siedzi, czego próbowałam i czego chcę spróbować.
Od razu mówię, ameryki nie odkryję, ale to jest to, o czym ostatnio rozmyślam, co mi w głowie siedzi, czego próbowałam i czego chcę spróbować.
Jakby nie patrzeć, zwykłe mieszkanie czy dom może być wspaniałym źródłem inspiracji i studiem idealnym. Idealniej, kiedy konstrukcyjnie wydala (stropy, deski, filary), ale zawsze można sobie poradzić hakami, lub innymi takimi ciekawymi przedmiotami ze sklepu budowlanego-tu złota rączka ma pełne pole do popisu. Gipsowe ścianki nie nadają się niestety do podwieszeń, w naszym mieszkaniu musielibyśmy kombinować z grubym i bardzo długim wiertłem, więc po prostu pozostają mniej inwazyjne metody. Tak samo ze sprzętami domowymi, warto zobaczyć w nich drugie dno.
Na pewno w tym roku będę chciała kupić wiszący fotel. Obecnie szukam 'ideału', ale bardziej skłaniam się do wersji otwartej (przypomina oparcie krzesła) jak bańki. Udźwig jest dobry, można pokombinować z podwieszaniem. Na pewno nie można pokombinować z przywiązaniem-bo przy szarpnięciu poleci cała konstrukcja.
Również na ten rok ławeczka-skrzynia. Znalazłam idealną na allegro i okazało się, że sprzedawca się zawinął. Ale już wiem, czego szukam-nóżki nie za wysokie, ale też nie za niskie, pufka długa na 80 cm (tudzież metr, można było zamówić), siedzisko ze skóry ekologicznej, skrzynia pod siedziskiem i możliwość dorobienia dwóch dzyndzelków na kłódkę. Idealna miejscówka na zabawki, bo już się nie mieszczą w walizce.
Rozmyślałam jeszcze nad ławeczką do ćwiczeń (konkretniej ta do brzuszków), bo można się na niej na różne sposoby położyć w finezyjny sposób.
Sprzęty kuchenne.
Całe spectrum; drewniane łyżki, cedzak, łopatka-do bicia wykałaczki do kłucia po skórze. Metalowe szpikulce do szaszłyków, widelec, nóż do masła, szuflady (przyciskając dłonie lub piersi), ścierki (jako kneble). Przyrządy do steków-idealne do chwycenia języka czy sutka... Foremki do ciasta-dowolnie, dociskane do skóry tudzież opalane nad świecą i takie gorące przytknięte do skóry. Przyprawy-imbir, papryka, chrzan, pieprz. Stół-wiadomo. Zlew-i woda z kranu. Taborety, krzesła. Lód z zamrażarki. Pałeczki i gumki recepturki-na sutki, super ściski, tak samo na język.
Inne domowe.
Odkurzacz, trzepak do dywanów (wiklinowy lub gumowy). Kabel. Strecz, folia aluminiowa. Taśma. Klamerki do prania-drewniane lub plastikowe, im mniejsze-tym bardziej szczypią. Ręcznik-zawinięty mocno wokół ciała unieruchamia. Paski do spodni. Drut (taki do ręcznych robótek z włóczką) zakończony kuleczką. Sznurki do bielizny. Kij od miotły, kijeczki od suszarki (w charakterze rozpórek). Bambusowa tyczka. Świece.
Ogranicza jedynie wyobraźnia.
wtorek, 3 kwietnia 2018
moja fantazja (do zrealizowania) #3
Kupiłam jakiś czas temu dwa opakowania pinezek. Wiele rzeczy się złożyło na to, że one znalazły się w domu (głównie po rozmowie ze znajomym D, ale przedstawiłam pomysł Panu i się przyjął), ale ciągle leżą i czekają na swoją kolej.
Dzisiaj jednak przy sprzątaniu zauważyłam, że coś mi nie pasuje, jakieś puste miejsce... Pinezki zniknęły. Hmm, czyżby...? Ale parę kolejnych dni nie przyniosły rozwiązania, gdzie Pan je zastosował, więc zapomniałam o sprawie. Aż do dzisiaj.
Przyszedłeś z charakterystycznym uśmiechem na twarzy do domu. Ten uśmiech gości zawsze, kiedy wieczór zapowiada się interesująco, ale nie nastawiam się, powoli się tego uczę.
Ale niedługo wołasz mnie do łazienki i każesz zamknąć drzwi-następnie każesz klęknąć-i ściągasz bluzkę i stanik. Każesz wstać... I założyć stanik.
Nie rozumiem, ale zrozumienie przychodzi po chwili. Na szafeczce czeka 'mój' stary biustonosz wyćwiekowany pinezkami, kolcami do wnętrza. Patrzysz mi w oczy i powtarzasz polecenie.
Mam stracha. Ale zakładam.
Kłuje. Mnóstwo igiełek kłuje mnie w piersi, każdy ruch powoduje ich powolne wbijanie bardziej. Nie boli jakoś mocno... Ale nie wiem, ile mam go nosić i sądzę, że z czasem ból się nasili.
A Ty każesz wracać do codzienności... Tu naczynia, tam odkurzanie... każesz również umyć mi w nim podłogi.
Więc pocę się z czynnościami domowymi. Czuję Twój wzrok i widzę, jak oceniasz dokładność wykonania-staram się więc, chociaż z każdym ruchem swędzi mnie i piecze coraz bardziej... To, że się pocę, również nie ułatwia, sprawia że pinezki ślizgają się na skórze.
Mija godzina, a ja mam ochotę wyrzucić ten stanik w cholerę, zrzucić go z siebie. Ale nie powiedziałeś nic, więc jedynie jak skończyłam, kieruję się do Twoich stóp i kulę.
Każesz mi odpocząć po pracy-mam położyć się na brzuchu, na ziemi. Nastawiasz stoper, mam tak leżeć 15 minut...
Katorga! boli, wbija się, mam dość, odliczam.
I sygnał, że już koniec, każesz się podnieść, tulisz mnie mocno (syczę z bólu) i ściągasz stanik. Widzę, jak chowasz go na najwyższą z półek-czyli to nie ostatni raz kiedy będę go nosić...
poniedziałek, 2 kwietnia 2018
do przodu
Krok do przodu, dwa kroki do tyłu, cztery kroki do przodu.
Nie zapeszam czy wygram wojnę, ale udało mi się wygrać jedną bitwę z bólem i seks analny udał się bez problemów. Ba! Nawet bez jakichś specjalnych przygotowań. Ot, Pan stwierdził, że mam luźny tyłek po orgazmie, na co ja po prostu się zaoferowałam (ok, może zabrzmieć brzydko, ale chciałam żeby zabrzmiało żartobliwie) od dupy strony.
Było świetnie. Szybko, mocno i świetnie. Co najważniejsze nie było ani bólu, ani dyskomfortu w trakcie i już po.
Ale może jestem w takim dobrym nastroju po wczorajszym seansie. Chyba nawet na pewno.
Pan postanowił znowu mnie podręczyć, przetestować jeden wariant.
A ja... Udusiłabym się własnym orgazmem. I mówię serio.
Bo przyjemność że jest, to wiadome.
Im dalej idziemy w ten las, tym ciemniej i głębiej, mocniej-i intensywniej. Wczoraj znowu poszłam o krok do przodu, finalny orgazm stawiam na 16/10 (miałam zmienić tą skalę, ale ostatecznie to ona najlepiej odzwierciedla moje odczucia). Okazało się, że nadmierna przyjemność kończy się u mnie mocnym ściśnięciem przepony.
O ile orgazm nr 1 był standardowy jak na użycie języka przystało, o tyle orgazm nr 2 towarzyszący wandzie był już oszałamiający, choć krótki, jednak zaparł dech w piersi na krótko. Spotęgowało się, ponieważ cały czas napinałam biodra, uda i brzuch, unosząc się i kołysząc pod Nim, gdzie sterował jedynie wandą, oraz trzymając mnie mocno-bo się wyrywałam. Uwielbiam tak pływać, już to kiedyś mówiłam. Została zatarta na skórze malinka od Jego dłoni na moich plecach..
Ale orgazm nr 3 to było pierdolnięcie z kategorii "czuję, że się zbliża nawet cebulkami włosów, palcami u stóp, każdym zakończeniem nerwowym w ciele". Jak już doszłam, to straciłam oddech.. W pierwszym odruchu szybszy oddech spowodował brak tlenu, zawroty głowy-i musiałam zmienić pozycję na siłę, wydobyć się z Jego uścisku. Przestraszyłam się trochę, ale starałam się nie stracić głowy. Nie używałam hasła bezpieczeństwa bo wiedziałam, że szybko wrócę do normy. Nie chciałam również tego przerywać, chciałam, żeby Pan wykorzystał mnie do końca.
I po prostu uwielbiam patrzeć, jak dochodzi, jak Nim wstrząsa, już po zatonąć w Jego ramionach.
Jedyne, co mi nie pasowało to to, że znowu zasiedliśmy do późna w nocy, przez co znowu poranek był ciężki... Ale że dzień wolny, to można było sobie pozwolić.
Cztery kroki do przodu. Powoli zaczynam się czuć nieswojo z myślą, jak daleko można zabrnąć. Jak bardzo można przeżywać orgazm. Nie wiedziałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


