piątek, 24 stycznia 2020

nawet w największej pasji może zdarzyć się coś, co skutecznie ją obrzydzi

Do takiego coraz częściej dochodziłam wniosku, zanim podjęłam decyzję o chwilowym wyciszeniu bloga. Na pewno nie jest to na stałe - za bardzo lubię pisać, żeby się przejmować błahostkami ze strony osób których prywatnie nie znam, lub nie znam tak dobrze jakbym chciała. Czasem się okazuje że nawet długotrwałe relacje interpersonalne potrafią zaskoczyć, no ale cóż. Źle by było, gdyby człowiek w miejscu stał, nie zmieniając się, ale z każdym ruchem potrafi się zmienić punkt widzenia. A.  dobrze to podsumowała, że można po prostu nie patrzeć w stronę świata, którego i tak się nie zbawi. 

Kamieniem milowym w odcięciu się od w sumie sporej części klimatycznego internetu była sytuacja w której uczestniczyłam biernie, ale analogicznie to był już któryś raz. Ot, mocno dorosła suka wypędziła młodą sukę za kurtyną wszelkich spojrzeń, niejako z konta swojego Pana (ciekawe, czy ów On w ogóle o tym wiedział), prezentując pokaz zazdrości godnej niestabilnej emocjonalnie nastolatki, po czym już całkowicie ogólnie na forum wyrzekła się zazdrości (akurat rozprawiano taki temat),że to niegodne i niedojrzałe. Że przecież trzeba rozmawiać, a zwłaszcza jak są wątpliwości....
I w sumie okej, ale całym problemem jest to, że inicjatywa czegoś wspólnego wyszła od Pana. Nie od młodej su, która w sumie podjęła rozmowę i zgodziła się na to czy na tamto. Od Pana, który albo nie uzgodnił tego ze swoją suką, albo zrobił to poza jej wiedzą. Nie wiem, nie wnikam, nie chcę tego więcej rozprawiać. Wielokrotnie widziałam wypieranie się różnych wartości na forach ogólnych, nie wiem w sumie po co, by bardziej prywatnie być świadkiem rozbrajającej szczerości. Można by wręcz pokusić się o stwierdzenie, że ma się do czynienia z dwoma zupełnie różnymi osobami. Na palcach rąk mogę policzyć osoby które były szczere faktycznie, broniąc swoich wartości i nie próbując przyklasnąć któremuś z "ważnych". Którym dobrze było w swojej własnej skórze takiej, jaką noszą. Bo niestety podziały da się zaobserwować wszędzie, również w tym ultratolerancyjnym światku bdsm. Szkoda.

Natomiast dalej się cieszę, że spotkałam te parę osób. Otworzyliście mi niesamowicie moje okno na ten świat, poszerzając moją wiedzę, oraz niejednokrotnie zmuszając do autodywagacji w konkretnych tematach. Łączy nas między innymi wspólne spojrzenie na świat klimatyczny, który niekoniecznie powinien polegać na obijaniu dupy dla zasady, pomijając przy okazji wszelkie prawa uległej osoby. Za to dziękuję. 

A co u nas? 
Ponieważ mogliśmy, zrobiliśmy sobie urlop. 
Po rozmowie wyszło, że głównym motorem napędowym dla potrzeb Mistrza jestem ja, i na ten moment po prostu nie ma problemu dla braku realizacji sesji. Niejako M znowu się wyciszył, tak jak wtedy zanim przeskoczyliśmy w role. Z mojej głównie winy, bo nie wydalam fizycznie wtedy, kiedy mamy możliwość realizacji, nie chcę też po prostu odwalać roboty uległej i robić to bez pasji i chęci. Mimo, że mogłabym tak zrobić. On poczeka. Co nie zmienia faktu, że będę próbować, próbować i jeszcze raz próbować.