sobota, 20 lipca 2019

czasami...

Czasami wystarczy jedno spojrzenie. 

Bezpośrednie - lub rzucone ukradkiem, działa jak wabik, zbliżając do siebie zainteresowanych. Nieważny czas, nieważne miejsce, idealnie: tu i teraz.
W tym przypadku zapach pomarańcz kołysał zmysły, a kropelki soku pryskały na skórę, tworząc lśniące refleksy. Nieznośnik Mistrz nie dał skończyć zadania, jakim było przygotowanie soku. Cierpliwie kroiłam pomarańcze na połówki, a następnie je wyciskałam, odcedzając pestki. Cudowne orzeźwienie przeplatane rytmicznymi ruchami; palce ślizgające się po stole, na resztkach soku. Delikatnie klejąca się skóra, już nie tylko od pomarańczy. Zapach urwał się tylko na chwilę, przez brak tchu spowodowany silnymi dłońmi na szyi.

Stół w kuchni... Bywa świetną alternatywą dla szybkiego zbliżenia, ale tym razem porwaliśmy się na głębszą wodę. Wszystko wymagało więcej czasu, nieco wygody, na pewno więcej przestrzeni. Zapach natomiast był z nami do końca, został na palcach.... I wymieszał się ze wszystkim tym, co zaoferowało tamto intensywne zbliżenie. 





środa, 17 lipca 2019

moja fantazja (#15) do zrealizowania

Z cyklu: idziemy na rower.

Ostatnio po głowie chodzi (a raczej jeździ) mi wyprawa rowerowa, gdzie pod ubraniem mam wdzianko ze sznurka, na to tylko koszulkę i spodenki, jakieś obuwie. Powoli odkrywam tereny za miastem, ale już udało mi się trafić w fajne, bardzo odludne miejsca. I... teoretycznie można by z ciuchów wyskoczyć, a co za tym idzie pojeździć bez odzienia, na bosaka i bez ryzyka mandatu. 

Pomysł zaczerpnięty od A. to jazda z kuleczkami w cipce. To musi być niesamowite doznanie, biorąc pod uwagę choćby wyboje na polnych dróżkach, czy generalnie wysiłek jaki towarzyszy jeździe.

Wykonanie danej trasy (liczba kilometrów lub cel w danym miejscu), jako zadanie.... Bądź kara, w zależności od preferencji. Kiedyś na forum ogólnym padło hasło kar sportowych, gdzie właśnie w takiej formie było np bieganie czy dana liczba którejś z siłówek. Ale jesteśmy przy rowerze, i póki co jego się trzymajmy ;)

Że zamiana siodełka na dildka, to już nawet nie wspominam - alternatywne wypełnienie to wspomniane wcześniej kulki, choć żelowy członek również niczego sobie. W tym wypadku jazda w spódnicy też byłaby niezłym pomysłem ;)


A gdyby tak wszystko połączyć...? 

PONAD CHMURAMI

piątek, 12 lipca 2019

motywacje

Luźno czasami rozmyślam, co można osiągnąć mając odpowiednią motywację. Jak bardzo można zmienić swoje życie dzięki czyjemuś wsparciu, jak wiele pozytywnych (lub negatywnych) zmian może to ze sobą nieść. Bo wiele od tej motywacji zależy: czy mobilizuje do działania, czy zmusza, a efekty są mocno zależne od rodzaju. Inaczej jest działać pod presją, a inaczej z samego siebie. Gdzie leży granica motywacji przez obcych, a bliskich. I co najważniejsze: czy idąc już do celu, robimy to dla siebie, czy dla kogoś.

Mistrz mnie motywuje w zdrowy (w moim odczuciu) sposób. Nigdy nie narzuci mi czegoś, czego bym nie chciała, do czego bym musiała się zmusić, tylko dla Jego widzimisię. Nigdy nie dał mi (i myślę, że nie da) czegoś, co jest ponad moje siły, ale zawsze idzie o poziom wyżej. Manipuluje mną tak, że cele do osiągnięcia są przede wszystkim moje, choć często z korzyścią dla nas. Myślę, że wynika to z tego, że tworzymy stały związek a nie tylko relację, i często cele procentują w przyszłości.
Pokazuje mi, co mogę zyskać i nie oskarża, jeśli czasami zboczę z obranego kursu. Nie kara mnie za to. Mam o tyle komfortu, że moje starania to nie jest moje "być albo nie być". Dążenie do celu sprawia mi po prostu radość, choć często towarzyszą temu różne słabsze dni.
Naprawdę jest dobrze móc czuć, że nic nie muszę - a mogę.

Jeśli chodzi o presję otoczenia - był czas, że odczuwałam bardziej - teraz czasami się zdarza moment zawahania, wzięcia pod uwagę innego zdania, analizowanie go. Nigdy podporządkowanie się obcemu. Wnikliwa obserwacja również się przydaje, choć zbytnie przeżywanie czegoś już nie - to chyba najgorszy chwast do wyplewienia, tym bardziej na ile jest wielka zdolność empatii. Czasami jedno niewłaściwe słowo przeważnie użyte przez obcego potrafi wkopać w ziemię, mimo całej nabytej odporności. I... Zwykle to są momenty, w których trzeba to strawić samemu, dobrze natomiast mieć kogoś bliskiego, kto po prostu będzie.

niedziela, 7 lipca 2019

odkrycie roku (i przy okazji recenzja książki)

i mój bonus za +5 pkt
(z tymi punktami pewnie kiedyś opowiem na co zbieram☺)


Kiedyś wspominałam książki i to, w jaki sposób zdobywałam podstawową wiedzę o seksualnej stronie człowieka. Mam w swojej biblioteczce taką pozycję, jak  
>>mistrzyni penisa, autorstwa: Larousse Jordan, Sade Samantha<< 
Tytuł nieco przaśny, z sugestywnym żółtym bananem na okładce, ale w środku całkiem przydatne infosy: od podstawowych, w stylu budowa fizyczna penisa, po techniki, możliwości i wszystko to, co można fajnego z penisem zrobić. Część żywcem zerżnięta z kobiecych forum, ale w końcu to tylko spis teorii, od których warto zacząć praktykę. Nic, czego bym już nie wiedziała, ale zgrabnie zebrane w całość. Swoją drogą, uważam książkę za fajny pomysł na panieńskie i nie tylko. 

Dzisiejsze moje odkrycie zaś, polegało na użyciu klamerek (drewnianych, nie dużych - ale też nie super małych) na jądrach. Mocny ścisk mają w każdym razie. Przypinałam je wzdłuż paseczka, od góry do dołu, chwytając dość sporą ilość skóry, finalnie zmniejszając ich "objętość" o dwa razy i napinając skórę na maksa. Oczywiście pytałam co klamerkę, czy boli - ale w sumie nie miało szansy boleć za bardzo. Stymulację samego penisa pominę, to samo przez się wiadome.
Mistrz odleciał, co było dla mnie miłe i satysfakcjonujące, natomiast najlepsze nastąpiło przy zdejmowaniu klamerka po klamerce. Przedłużanie orgazmu i gęsia skórka z przyjemności, aż do ostatniej. Wrażliwość jąder jeszcze trochę po ich zdjęciu. Generalnie coś nowego, bardzo mocnego. Stymulującego. Wartego spróbowania.

Do dalszych testów :>