Co by było, gdyby Mistrz okazał się uległym mężczyzną? Taka myśl przyszła mi do głowy po jednym pytaniu, w temacie uległego mężczyzny:
Czy gdybym była w związku z uległym, czy szukałabym Pana, aby móc się poddać?
Czy starałabym się przekuć rzeczywistość w osobisty sukces, zadowalając i Jego, i siebie? Czy zamiast mówić dzisiaj o uległości, mówiłabym o dominowaniu?
Wiecie, że u nas to wszystko wyszło z czasem. Kolejny etap, choć od początku to On był niejako Osobą decyzyjną. Zdecydowanie wiele cech wspólnych i zainteresowań. Oboje w zasadzie od początku korzystaliśmy z różnych przedmiotów i do pewnego momentu klimat nie był nam potrzebny do ich używania. Jest dobrze jak jest. Ale...
Czy mając tyle lat co wtedy, kiedy zaczynałam związek z Mistrzem.... Czy wybrałabym świadomie lub nie kogoś, komu to ja będę przewodzić? Nie jestem tego pewna. Pod tym względem miałam raczej jasno określony cel, oraz sylwetkę tego, czego poszukuję. Dwie, może trzy cechy wewnętrzne, jedna zewnętrzna. Nie miałam wielkich wymagań, patrząc na swoje koleżanki które czasem szukały nie wiadomo czego (ciekawe, czy wiedziały czego konkretnie). Nie byłam też na tyle silna.
Jak sobie teraz o tym myślę, to chyba szukałam podświadomie Kogoś, na kim i ja będę mogła się oprzeć. Do Kogo będę mogła przytulić się w nocy. Osoba, która będzie w stanie realnie mi pomóc. Gdybym była w stanie sama siebie uratować.... To w tym momencie zapewne byłabym sama. Bo seks... Kobieta znajdzie gdziekolwiek, bez problemu. Potrzeba więzi to, jakby nie patrzeć, również potrzeba choć skomplikowana, nie każdy ją ma. A skoro wszystko mogłam sama, to po co mi Ktoś?
Gdybym jednak związała się z uległym mężczyzną i była między nami więź złożona z uczuć... To chciałabym mieć Go tylko dla siebie i zapewne starałabym się wpasować, dostosować do Jego potrzeb. Moja uległość zostałaby uśpiona, zakopana głęboko. Pisałabym pewnie o dominacji, szukała porad i informacji, tak jak teraz. Natomiast gdyby mimo moich starań był nieszczęśliwy.... Obawiam się, że jedyną słuszną drogą byłoby rozejście się. Czy wtedy odkopałabym uległość i poszukiwałabym Pana?
Nie. Bo u mnie nie jest to cecha określająca typ związku. Dobrze, jeśli wyszłaby z czasem.
Wróciłam do punktu wyjścia.

