"ludzie mają wrodzony talent do wybierania właśnie tego, co dla nich najgorsze"
Jak zawsze-subiektywnie. Bo obiektywizm w tym przypadku.... Pewnie niejednemu by włożył kij w pupę, a nie o to chodzi. Poza tym-nie mam najmniejszej ochoty oceniać kogokolwiek w sensie dosłownym czy pouczać-chodzi mi raczej o wyrażenie zdania na ogół, zauważenie paru być może ważnych rzeczy. To jest coś z tyłu mojej głowy, wstępny wynik mojej obserwacji danego rejonu tego świata, którym chciałabym się podzielić, być może zmusić do refleksji, możliwe że wyczulić. Bo jestem obserwatorem-zauważam, analizuję, uwielbiam czuć emocje słowa, czy czytać między wierszami-zwykle tam w słowie pisanym czai się najwięcej człowieka, który dane słowo wyrzucił z siebie. Czasem są słowa tylko wyrzucone, pozbawione sensu-ale nawet wtedy wyrzucone zostały po coś.
Wahałam się nad tym wpisem naprawdę długi czas. Ale wiecie jak to jest, "czara goryczy się przelała", pozwolę sobie również rozwinąć myśl
byćPanem.
Przede wszystkim zacznę od wyrzucenia na chwilę określenia klimat.
I bach, mamy całą (naprawdę sporą) grupę ludzi o niecodziennych, innych upodobaniach. Często margines społeczny, dewianci, inni po prostu, odrzuceni przez większy ogół. Na pewno się spotkaliście z definicją bdsm wyrażoną przez zwykłego Kowalskiego ;)
Brutalność. Przemoc. Rozwiązłość. Zboczenie. Obrzydzenie. Bleh. Wszystkie kary na ciebie pójdą. I spłoniesz na stosie za te seksualne herezje.
Większość takich opinii zapewne wynika z pruderyjności lub/i nieznajomości tematu. Ich sprawa, nie każdy będzie rozumiał ideę oddania się w Dominację/uległość. Zaledwie minimalny odsetek osób, nawet będących w klimacie, zrozumie prawdziwe piękno lin i dojrzy wszystkie ich możliwości. Ułamek zrozumie istotę CNC. Wiadomo również, każdy ma swój własny świat, definicje, idee, normy. Ponieważ absolutnie niemożliwe jest umieć wszystko. Ciężko również o bardzo dokładną i konkretną definicję.
Wracając, odnaleźliśmy się w klimacie, gdzie nikt nie ocenia nas jako wyrzutków przez to, co robimy-ponieważ dla każdego (w tym świecie) jest to swoista norma. Są oczywiście ekstrema tego świata, jak i swego rodzaju "celebryci", wracam jednak do twierdzenia, że skala jest naprawdę szeroka i zdaje się nie mieć końca.
Sedno sprawy, że normą zwykło się tłumaczyć wszystko jak leci a co dotyczy klimatu choćby z nazwy. Granica jest cienka i rozmyta, ale są sytuacje, które nie powinny mieć miejsca.
Przede wszystkim manipulacja.
Chyba najciężej ją udowodnić, bo w końcu obie strony się zgadzają, więc co to za czepianie się.... Owszem, super jak obie strony chcą świadomie. Jest różnica pomiędzy zachęcaniem uległej jawnie do zrobienia czegoś, tłumaczenia jej po co, i taki dalej gdzie uległa faktycznie chce to zrobić, bo taką ma potrzebę a Dominujący tą potrzebę wyciąga i prowokuje do tego. Jest cierpliwy, powoli rozwija uległą, pomaga jej, potrzeby są wspólne.
Manipulowanie nią jednak tak, żeby robiła wszystko mimo tego że nie chciała, ale potrzeba została już stworzona, jest zwyczajnie oszustwem. I pomimo że teoretycznie super, obie strony znowu chcą, to jednak uległa robi wszystko, bo chce sprawić mu radość/wypełnić zadanie/zmierzyć się sama ze sobą. Często i gęsto swoim kosztem, nie bacząc na konsekwencje, nie myśląc do przodu co będzie po... Ciekawi mnie, czy gdyby siadła na spokojnie i to rozważyła, czy sama z siebie by się zgodziła. Chwała tym, które naprawdę świadomie się realizują.
Tym gorzej dla Dominującego, że nie jest w stanie przekonać uległej, tylko ucieka do manipulacji, przyspiesza proces zmian, niemal zmusza do decyzji wmawiając uległej, że to jej własne zdanie.
Ale
co w przypadku, gdzie uległa, mając swoje własne wewnętrzne zasady łamie je dla
Pana, bo chce się tak bardzo dostosować? Rozumiem, dlaczego to robi. Ale
nie rozumiem zmiany na siłę, zmuszenia do zmiany uległej.
Kształtowanie jej od podstaw wyrzucając jej własną istotę i stworzenie tworu-tak jakby zakażał uległą dziwną chorobą, która już zostanie z nią zawsze. Nie da się bowiem pozbyć wspomnień i przeżyć, nie da się również cofać czasu.
Przede wszystkim pseudo.
Niejeden opisał to zjawisko tak obszernie, że aż boli. Żeby się przekonać o czym mowa-wystarczy wejść w pierwszy lepszy portal z ogłoszeniami towarzyskimi i poszukać pod hasłem >szukam suki<.
Niestety jakimś cudem pseudo wylało się również tam, gdzie nie powinno. Pseudo dominujący masterzy których definicja dominacji opiera się na seksualnym wykorzystaniu w udziwniony sposób. Im dziwniejszy, tym bardziej. Brakuje spełnienia potrzeb strony uległej, która jest tylko workiem na spermę. Na pewno jest jakiś odsetek osób które szukają właśnie tego-całkowitego poniżenia i zeszmacenia, ale nawet wtedy takiej osobie należy się szacunek. Nawet jeśli strona poddana go nie chce, to szacunek dla strony należy się choćby właśnie za sam fakt tego, na co się zgadza.
Przede wszystkim niewłaściwe dysponowanie ciałem.
Wszelkie źródła podają, że jest to jedna z częstszych praktyk, gdzie Dominujący oddaje uległą stronę w używanie komuś innemu, sprzedaje ją lub dysponuje jej ciałem w inny sposób; jeden z najwyższych dowodów oddania Panu.
Zawsze zastanawiało mnie, skąd taka potrzeba się bierze. Czy sama od siebie czy z tego, że inni tak robią? Jeśli sama od siebie-szacun. Naprawdę, szacun, bo to znaczy że obie strony faktycznie chcą się sprawdzić, jest to tylko i wyłącznie ich własna potrzeba. I szacunek do własnego ciała. Cała reszta praktyk, gdzie Dom oddaje bo tak, bo dla jaj, albo żeby
tylko sprawdzić reakcję... Nie podoba mi się. Ponieważ w razie rozejścia się, to uległa strona żyje ze świadomością tego, co ją spotkało a były pan zostaje w białych rękawiczkach. Dlatego uważam, że takie decyzje powinny zostać podjęte mądrze i naprawdę przemyślane.
Przede wszystkim nie zawsze 2+.
Panuje jakieś durne przekonanie, że im więcej tym lepiej i że cały klimat sprowadza się do 2+. Ja nawet kiedyś pisałam, że monogamia w klimacie zdaje się być
fetyszem. Była również notka o moim osobistym
podziale, warto z przymrużeniem oka się zapoznać.
Owszem, to tylko jedna z wielu dróg, jaka można kroczyć, ale nie cel wszystkiego. Absolutnie nie zgadzam się z tym, że koniecznie w relację 1+1 koniecznie musi wejść ktoś jeszcze (czy przez kolejną uległą, czy oddanie, czy cokolwiek innego). Wszystko opiera się na potrzebach, ale jak słyszę wmawianie i namawianie, bo inni tak robią....
Prosta piłka-nie czujesz tego, idziesz szukać szczęścia gdzie indziej choćby było fajnie dotychczas. Nie każdy jest stworzony do życia w stadzie, nie każdy lubi się dzielić. Nie każdy ma również taką potrzebę, choć w przypadku dominujących mężczyzn zapewne ilość kobiet pod nim świadczy o jego sile i doświadczeniu.
Przede wszystkim nadmierna zaborczość.
Są relacje w typie TPE ale mi chodzi głownie o nadmierną kontrolę i zaborczość mimo całkowitej kontroli. Jestem zdania, że nawet będąc całkowicie na łasce pana nadmierna zaborczość potrafi wykończyć. Ciągłe podejrzenia, doszukiwanie się braku lojalności prowadzą do utraty zaufania i rozpadu. I pół biedy, jeśli rozejście następuje, gorzej jak relacja trzymana jest na siłę.
Przede wszystkim ustalenia.
W dowolnym momencie można je zmodyfikować, bo zakładam, że każda dobra relacja zwyczajnie się rozwija, i czasem część ustaleń jest niewystarczająca/nieaktualna. Tak samo ze zgodą na coś-można w trakcie ją dać/cofnąć. Mimo to, często z niewiedzy, czasem uległa jednostka godzi się na coś, próbuje tego i wie, że to nie dla niej, ale robi to dalej, bo skoro dała radę raz-to da więcej razy. Dlatego taka ważna jest rozmowa chociażby o pierdole-ale czasem od takiej pierdoły może zacząć się psuć.
Przede wszystkim niedojrzałość.
Jakakolwiek relacja opierająca się oddaniu w ręce dominującego-wymagają od takowego dojrzałości i nie ma to absolutnie nic wspólnego z wiekiem. Naprawdę, nie jestem pewna, czy nie jest to jeszcze gorszy typ od pseudo. Bo chcieć a móc (niekoniecznie umieć, bo są techniki i rzeczy których trzeba się nauczyć-nierzadko przez ileś miesięcy) to dwie różne rzeczy. To odpowiedzialność za drugiego człowieka, granie nim-często na krawędzi. Powierzenie nierzadko zdrowia i życia w czyjeś ręce. Trzeba to mieć w sobie, dojrzale podejść nawet jeśli nie wyjdzie, nie obrażać się, być drogowskazem dla siebie i uległej jednostki. Niedojrzałość... Powoduje brak poczucia respektu, a co za tym idzie gubi się dominacja psychiczna (może być tylko fizyczna, uderzyć w końcu każdy kowalski umie).
Przede wszystkim komercja.
Tu chodzi mi głównie o zmuszanie uległej do czynności w celach finansowych lub relacje "na pokaz" gdzie zwyczajnie to nie jest klimat a praca zarobkowa. Zasłaniając się poleceniem od pana, w rzeczywistości jest po prostu wykorzystywaniem pozycji i uległej strony. Bo powiedzcie mi, gdzie jest więź, gdzie prawdziwość relacji, jeśli chodzi o pieniądze? Nawet sadyści, ci najbardziej brutalni generują choćby minimalną więź z uległą stroną. To tylko i wyłącznie zwykłe spełnienie fantazji, nic więcej. Czy klimat? Dla mnie nie, niczym pornos w stylu bdsm...
Przede wszystkim przemyśl to.
Robienie zdjęć, filmików i wysyłanie ich Panu? Super sprawa, świetne jako zadanie i bardzo fajny sposób na spełnienie fantazji-dopóki wiesz i ufasz, że one trafiają tam, gdzie mają trafić i nie będą kiedyś (bliżej lub dalej) krążyły po internecie. Warto przemyśleć zwykła jedną kartkę z oświadczeniem, że Twoje zdjęcia/filmy są Twoje i nie wyrażasz zgody na ich dalsza dystrybucję. Wiem, że zaufanie i tak dalej, i tak dalej. Ale okoliczności bywają różne, codzienność złośliwa, pozory mylą a ludzie zawodzą.
Przede wszystkim szary Kowalski.
Najbardziej zadziwia mnie jednak fenomen gdzie, kiedy wyrzuci się określenie
sadysta-zostaje szary Kowalski ze skłonnością do bestialstwa. Nic do nich nie mam, naprawdę-bo jest popyt, jest i podaż a amatorów naprawdę mocnych wrażeń nie brak. Nierzadko jednak uległa strona przeceniła siły na zamiary i skończyła zwyczajnie skatowana, sadysta wyżył się (bo pozwoliła) a w trakcie zabrakło przerwania. Pochylmy się jednak nad tym, czy poza klimatem, świadomie poszlibyśmy do osoby przejawiającej bestialstwo? Gdyby nie potrzeby-to takich osób unikałoby się jak ognia. Tak samo w klimacie, elementarna zasada
-mierz siły na zamiary i nie pchaj się do skrajnego sadysty jeśli tego "nie czujesz".
Dla mnie nie jest klimatem sytuacja w której obie strony umawiają się na "wpierdol" ale w trakcie wynika właśnie przecenienie wytrzymałości-i zignorowanie hasła bezpieczeństwa przez sadystę. To jest zwykła przemoc. Później otrzymujemy twór w postaci sadysty spełnionego kolejnym wpierdolem i skrzywionej strony uległej która, jeśli przeżyje, będzie parę tygodni lizać swoje rany. W lwiej części przypadków nigdy nigdzie tego nie zgłosi.... Po ich zagojeniu jednak nic może nie być już takie samo.
Mam wrażenie, że obie strony zapominają, że w dowolnym momencie uległe mogą chcieć przerwać, mogą się nie zgodzić, mają prawo do przerwania nawet podczas CNC (choć zwykle w doświadczonej ręce najpewniej nie ma takiej potrzeby, bo obie strony doskonale znają swoje możliwości).
Głupotą jest godzić się na edgeplay z osobą niezaufaną. I nie, nie jest to słabość. Żeby się dobrze bawić, trzeba myśleć również o swoim bezpieczeństwie. Nie ma pchania się na siłę tam, gdzie już się czuje że się nie da. Część osób użycie hasła odbiera jako porażkę-bo nie dali rady, bo zawiedli. Ja sama często miewam takie myśli, że nie podołałam-chociaż było prosto. Ale wszystko zależy od dnia; w przypadku kobiet również od cyklu. Prędzej powinni się pochwalić za to, że zareagowali w porę. Że wiedzą jak obecna sytuacja wygląda i skorygują przyszłą.
Mam również wrażenie że w obecnym klimacie ludzie trochę się pogubili, robią to, co inni a nie to, co sami chcą. Nie ma czystej radości z samego faktu, jest tylko "więcej", "szerzej", "ostrzej". Pompują cudze potrzeby na siebie (z różnym skutkiem), zamiast po prostu tylko próbować, czy coś jest dla nich, czy nie. Mają wyrzuty sumienia, czy tak ma być, czy aby na pewno to prawidłowe. Bo często nie ma kto powiedzieć i szczęście mają ci, którzy zostają uświadomieni. Brakuje podstawowych i naprawdę elementarnych zasad na rzecz "wszystko szybko i na już". Bo przecież uległa strona to uległa strona i od razu można iść na maksa. Zapomina się, że dla jednych skatowany na fiolet tyłek to nic, a dla innych miesiące rekonwalescencji. Ucieka fakt, że jesteśmy przede wszystkim ludźmi z własnymi ograniczeniami, że jeśli uległa strona A jest w stanie znieść 200 uderzeń z pełnej pety to uległa strona B niekoniecznie je zniesie...
Długie relacje to ciągła praca nad sobą i zwyczajnie nie każdemu się chce pracować w ten sposób, często wręcz do znudzenia powtarzając jedno i to samo.
Jedno słowo. To jedno jedyne i decydujące, określające to wszystko
słowo.... Dominujący. Uległy. Sadysta. Masochista. Gdyby wyrzucić określenia i przydomki w tym
świecie zostają całkowicie nadzy ludzie. Jestem zdania, że
klimat tworzą przede wszystkim najpierw ludzie. Wraz ze swoimi zasadami, ustaleniami,
wyobrażeniami i potrzebami. Dopiero później mogą sobie nadać właściwe
sobie określenie i kreować swój własny świat.