-Saro, mam zamiar i ochotę Cię dzisiaj użyć i spuścić się dwa razy.
-Dobrze, Panie. Użyj mnie dzisiaj jak chcesz.
Poszłam pod prysznic, w trakcie jednak zobaczyłam jak wchodzi do łazienki. W jednej ręce obroża, w drugiej kijaszek (wujaszek). Na namydlone i zwilżone ciało parę delikatnych muśnięć, idealnie wyważonych-nie za mocnych i nie za lekkich. W sam raz, żeby umyć się w odpowiedni sposób-bo Pan sterował kijkiem wszystkie moje ruchy. Tu przyspieszyć, to znowu zwolnić, położyć się w pianie, zatrzymać rękę.
Jak tylko wyszłam z wanny-dał mi opaskę na oczy, założył obrożę, zmusił do głębokiego gardła, uderzając kijkiem, a później wszedł w tyłek, doszedł spuszczając się głęboko i włożył korek (szyszkę). Po, zaprowadził do pokoju; nakazał klęknąć, nie podnosić głowy. Kolejne smagnięcia, jedne boleśniejsze, drugie mniej. Dużo.... W ciemności, były odczuwalne dużo inaczej jak na teście, gdzie widziałam co zamierza i w które miejsce.
Nakazał położyć się na plecach i próbował mi włożyć drugie szkiełko w cipkę-ale szyszka jest mocno wypukła a kolejne szkiełko przez cienką ściankę nieznośnie obcierało. Ostatecznie, wszedł sam i skończył we mnie drugi raz, tak jak mówił.
W trakcie robiąc takie rzeczy....
Już po, zdjął mi opaskę, kazał patrzyć na siebie. Ciężko było, bo po czasie oczy dopiero muszą się przyzwyczaić do światła. Zaprowadził do łazienki, wyjął korek (nie lubię tego momentu, grube korki zawsze wychodzą z ogromnym dyskomfortem; czasem mi się je zdarza wypchnąć przy orgazmie i wtedy nie ma problemu ;) ). Jego sperma wyciekła do wanny. Podobało Mu się to. Mi ciut mniej, ale nakazał się nie wstydzić. Pochwalił. Przytuliłam się... Po poniedziałkowej karze potrzebowałam Jego dotyku bardziej jak czegokolwiek.
W nagrodę za użycie dał mi orgazm. I kolejny, i kolejny....


