środa, 30 maja 2018

ku przyjemności Pana

-Saro, mam zamiar i ochotę Cię dzisiaj użyć i spuścić się dwa razy.
-Dobrze, Panie. Użyj mnie dzisiaj jak chcesz.

Poszłam pod prysznic, w trakcie jednak zobaczyłam jak wchodzi do łazienki. W jednej ręce obroża, w drugiej kijaszek (wujaszek). Na namydlone i zwilżone ciało parę delikatnych muśnięć, idealnie wyważonych-nie za mocnych i nie za lekkich.  W sam raz, żeby umyć się w odpowiedni sposób-bo Pan sterował kijkiem wszystkie moje ruchy. Tu przyspieszyć, to znowu zwolnić, położyć się w pianie, zatrzymać rękę.
Jak tylko wyszłam z wanny-dał mi opaskę na oczy, założył obrożę, zmusił do głębokiego gardła, uderzając kijkiem, a później wszedł w tyłek, doszedł spuszczając się głęboko i włożył korek (szyszkę). Po, zaprowadził do pokoju; nakazał klęknąć, nie podnosić głowy. Kolejne smagnięcia, jedne boleśniejsze, drugie mniej. Dużo.... W ciemności, były odczuwalne dużo inaczej jak na teście, gdzie widziałam co zamierza i w które miejsce. 
Nakazał położyć się na plecach i próbował mi włożyć drugie szkiełko w cipkę-ale szyszka jest mocno wypukła a kolejne szkiełko przez cienką ściankę nieznośnie obcierało. Ostatecznie, wszedł sam i skończył we mnie drugi raz, tak jak mówił.
W trakcie robiąc takie rzeczy....
Już po, zdjął mi opaskę, kazał patrzyć na siebie. Ciężko było, bo po czasie oczy dopiero muszą się przyzwyczaić do światła. Zaprowadził do łazienki, wyjął korek (nie lubię tego momentu, grube korki zawsze wychodzą z ogromnym dyskomfortem; czasem mi się je zdarza wypchnąć przy orgazmie i wtedy nie ma problemu ;) ). Jego sperma wyciekła do wanny. Podobało Mu się to. Mi ciut mniej, ale nakazał się nie wstydzić. Pochwalił. Przytuliłam się... Po poniedziałkowej karze potrzebowałam Jego dotyku bardziej jak czegokolwiek. 
W nagrodę za użycie dał mi orgazm. I kolejny, i kolejny.... 

poniedziałek, 28 maja 2018

nowe

2:0 dla bambusowych kijków.
Plus jest taki, że przy sile obecnej (czyli względnie słabo) pręgi szybko powstają-i w miarę szybko znikają.  Minus-że na stopach niezależnie od natężenia jest.... No w każdym razie, nowa forma kary :(
Ale jedno trzeba przyznać-mimo wszystko to sympatyczne narzędzie :)



niedziela, 27 maja 2018

kilka słów o świecach

Miał być seans filmowy (czerwona jaskółka, jakby ktoś pytał). Wyszło jak zwykle, czyli wygonił mnie pod prysznic, w międzyczasie szykując plac zabaw.



Na zdjęciu: wszystkie świece w szkle są z IKEA, dwie po lewej w dole (jasnobeżowe) są zza granicy, dwie po prawej (żółta i beżowa) są ze zwykłego sklepu z dekoracjami.

Pierwsza rzecz: zwróćcie uwagę na wypalone dziury-istotne do stwierdzenia, czy wosk jest twardszy (a przez to o większej temperaturze topnienia, google podaje 60-65 stopni) czy miększy (o mniejszej temperaturze, google podaje 45-50 stopni).

Technicznie rzecz biorąc, świeczki kolorowe z IKEA są świetne! Nawet z bliska nie pieką jak małe diabły, a do wyboru cała gama kolorów i zapachów. Nie ukrywam, że za pierwszym razem bałam się świec zapachowych (podobno olejki mogą parzyć bardziej), tu było miłe zaskoczenie, bo nie dość że zapach, to jeszcze czysta i ciepła przyjemność. Niestety na opakowaniu nie ma żadnych informacji jakiego rodzaju jest to materiał, zakładam jednak że zdecydowanie ten miększy wosk, bo nawet z bliska były tylko mocno ciepłe.

Świece ze sklepu dekoracyjnego to ryzyko. Tealighty były ok, szybko się topiły, nie dziabały tak skóry, nawet te zapachowe. Te w bloczku były niezapachowe i dawały ból umiarkowany. Średnio się topiły. Bardzo rozbryzgiwały.

Świece beżowe-małe kurewki. Nie wiem z czego zrobione, ale topiły się jeszcze gorzej, jak te z wosku pszczelego. Mam wrażenie, że najgorsze, z którymi miałam do czynienia. Rozbryzgiwały jak małe igły (dla porównania wosk pszczeli nie bryzga aż tak), z bliska nie do zniesienia. Lekko mnie poparzyły w dwóch miejscach, mimo że lane z odległości, to jednak przez chwilę w jednym miejscu.


Co do usuwania wosku-większe kawałki spokojnie można odsklepić ręką. Można zrolować je ze skóry pocierając dłonią. Jak ktoś umie i lubi-nożykiem. Na skórze może zostać tłusty filtr-najlepiej schodzi peelingiem gruboziarnistym, gąbką (tą ostrzejszą stroną), zdecydowanie najlepiej schodzi jednak pod natłuszczającym środkiem (oliwka, peeling natłuszczający, etc).

I dzisiaj jest bonus we wpisie, Pan pozwolił na zdjęcia odlewów ;) 


sobota, 26 maja 2018

psina, sara

Fantazja #6 zrealizowana! W sumie to również elementy z fantazji #1 się pojawiły.

Z małymi różnicami-byłoby za idealnie, jakby całość była przewidziana.

Początek znacie ;)
Nie przewidziałam jednak swojej reakcji na pierwszy kawałek, który spadł. Ja wcale nie miałam ochoty go wziąć z ziemi ustami. W moment lawina myśli przeleciała mi przez głowę, zachciało mi się śmiać i pukać w czoło, to nagle wydało mi się niepoważne. Ale Jego surowy wzrok przywołał mnie do pionu w moment. I w moment wszystkie myśli wyszły, zostało tylko jedno-słowo Pana. Utrudnienie drugie-Pan polubił ciasne obroże i miałam małe.... problemy z jedzeniem. 
W ciągu dalszym-łaziłam na czworaka wszędzie za Nim. Do pokoju, do łazienki, jak piesek. W głowie również, pustka. Żadnych mysli, jedynie te skupiające się na tu i teraz. Również takie "psie" nastawienie; odruchowo.
Siad, łapka, waruj, leż, szczekaj. 
W kłębku zwinęłam się pod wanną, kiedy brał prysznic. Później położyłam się przy Nim (na Jego polecenie) na kanapie, gdzie głaskał i smyrkał za uchem, po brzuchu, po ogonku. Porzucał mi piłeczkę, goniłam tak dużo i długo na czworaka, że obdarłam kolano ze skóry.
Cała scena trwała nieco ponad godzinę; oboje uzgodniliśmy że wystarczająco jak na pierwszy raz, ale czasem do tego wrócimy (zapytał czy chcę-a ja że bardzo, pod warunkiem że On tego chce).

czwartek, 24 maja 2018

dzisiaj...

Dzisiaj mam chaos w głowie. 
Gonitwa myśli, wątpliwości, wniosków, przemyśleń, odczuć. W krótkiej chwili implodowało, jak gdyby nigdy nic. Nie cierpię się tak czuć, zwykle wtedy walczę sama ze sobą. Mam wrażenie że wpadłam do pudełka o określonych (za małych) wymiarach, i na siłę tam tkwię. Jak zawsze, wszystko nakładało się stopniowo, ale żeby shishi odoshi się przechyliło, pada zwykle ta decydująca kropla. Motam się....

Muszę koniecznie na ziemię, pod nogę Pana, muszę z Nim porozmawiać, bo jak zostanę sama ze sobą w tym stanie to będzie źle. 
Za długa przerwa od ostatniej aktywności.




środa, 23 maja 2018

etap fascynacji, etap rozczarowania

Wpis osobisty i subiektywny.

Im głębiej w klimat tym ciemniej. Jak w lesie.

Od jakiegoś czasu trwa u mnie stan rozczarowania; praktykami stosowanymi i śladami po nich, tym, że walczę z nieswoimi potrzebami które odczuwam, zachowaniem części osób w tym klimatycznym świecie, zadziwiającą tolerancją niekiedy na patologie. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale z dużym prawdopodobieństwem nie ja jedna to odczuwam, prawdopodobnie wiele osób również przez to przechodziło i pewnie to konieczne, żeby złapać "ostateczną równowagę". 
Początki są fajne, bo wszystko jest nowe, super, pachnące skórą, a każda łza czy pręga na ciele to zachwyt. Widzi się, że osoby, które imponowały, nagle mają mnóstwo skaz, problemów, że to wcale nie jest cukierek, a jeśli już-to bardzo gorzki. Z czasem zachwyt blednie i zostaje twarda rzeczywistość, uderzenia powszednieją, ma się wrażenie stania w  miejscu.
Rozczarowana jestem od jakiegoś czasu już-chyba głownie przez to, co zdarza mi się przeczytać, lub zobaczyć na fet, a zdarza się wiele. Sine tyłki, pokaleczone wargi sromowe (tudzież główki penisa), igły wszędzie, sznurki wszędzie. Skatowane ciała, zadowoleni z tego faktu ulegli i dumni, spełnieni Dominujący.
Cudne, klimatyczne pomieszczenia. Różny i wszelaki asortyment gwarantujący różne doznania; kable, pręty, zaciski, klamry, pałki, baty, szpicruty, pałki, rattany, haki. pompki. Części z tych rzeczy prawdopodobnie nigdy nawet nie będę miała w rękach. Część praktyk nie mieści się w mojej skali, ale skala klimatyczna jest szeroka tak bardzo, że czasem zastanawiam się, czy ma końce. Zwyczajnie niektórych mi żal-a przecież wiadomym jest, że to dorośli i świadomi siebie i swoich decyzji ludzie a zdjęcia dokumentujące niepodważalne fakty spełnienia wzajemnego, w tylu formach, że świat wiruje. 
I wszystko super, ale...
Rozczarowanie jest i tak. Tym, że często ludzie nie myślą do przodu, nie biorą pod uwagę ewentualnych następstw swoich decyzji. Nie przejmują się bezpieczeństwem w klimacie (nie mówię tu teraz o osobach spełniających się przez edgeplay czy cnc) -chodzi mi o brak choćby podstawowej wiedzy, a jeśli już-brak ostrożności. Dana praktyka jednych zachwyci i doprowadzi do krańców rozkoszy, innych-na skraj rozpaczy i depresji, bo nie tak miało być. Najgorszej, kiedy zaczynają się porównania, wrażenie "że robię coś źle". Tragicznie-kiedy osoba zmuszona do osiągnięcia limitów zostaje porzucona i musi z tym żyć.
A patologie-mówię tu o wszelkich pseudo bez skrupułów wykorzystujących naiwne i niedoświadczone osoby. To chyba największa gorycz w tym światku...

Czekam na fazę tolerancji-bym bez cienia żalu całkowicie obiektywnie potrafiła podejść do dowolnego miejsca w tym świecie, przyjrzeć się i przejść obok tego jak gdyby nigdy nic. Obiektywizm jednak to cecha ciężka do przyswojenia-ale uczciwie przyznaję się, że intensywnie się uczę.


poniedziałek, 21 maja 2018

więzi

"Łańcuchy nie potrafią związać ze sobą małżeństwa. Jedynie nitki, setki cieniutkich nitek, mogą połączyć małżonków na długie lata. Jedynie takie cienkie, „jakby nigdy nic” niteczki. My jednak tak bardzo się zawsze spieszymy, że nie widzimy, jak rozrywamy niektóre z nich. Aż do momentu, kiedy zaskoczy nas tragedia." [bruno ferrero]

Nitki.....
Więzi.....
Ograniczenia......


Więź to podstawowy element każdej relacji. Słynne "to coś" co się pojawia, a które wypada pielęgnować, by relacja była naprawdę dobrą relacją.
Więź więzią, ale uczucia-uczuciami.... Zdaję sobie sprawę, że istnieją relację w których uczucia są niepożądane, z różnych przyczyn. Rozumiem to-bo tyle przypadków ile ludzi, ale zwykle kiedy już się pojawią... to jest to zawsze problem, bardzo ciężki ro rozwiązania, bo zwykle boli. Czasem jedną, czasem obie strony. Zawsze jednak jest mi żal, bo uważam to za coś pięknego, wyjątkowego,  mocno dowartościowując więź.

Ktoś jakiś czas temu powiedział, że uczucia ograniczają relację klimatyczną. Od tamtego czasu co jakiś czas wspólnie się z Panem zastanawiamy, czy my mamy jakieś ograniczenia. Że monogamia-wszyscy to wiedzą, z kim rozmawiamy, nie tylko na temat klimatu.
Ale czy wspólne pragnienie wyłączności może być ograniczeniem?
Czasem... Rozjeżdżają nam się pragnienia-ale zwykle rozjeżdżają w czasie (nie zawsze w danym momencie chcemy tego samego). Są rzeczy, do których podeszliśmy z przyzwyczajeniem się do tego że są jakie są-lub też ich nie ma. Jest kilka elementów których wiem, że Pan nie chce mimo moich próśb-ponieważ Mu się nie podobają, nie czuje ich. Czy mam zamiar Go przekonywać lub negocjować? Nie. Czy mam zamiar szukać tego poza Nim? Tym bardziej nie.
Dochodzimy do wniosku, że nie żyjemy tak bardzo klimatem, żeby odczuwać obecnie jakiekolwiek ograniczenia związane z potrzebami. Inaczej pewnie za wszelką cenę starałabym się szukać możliwości i się realizować, On zapewne również. Nie szukamy na siłę spełnienia, nawet jeśli mamy określone plany. Może kiedyś... I liczę się z tym, że to kiedyś może nie nadejść. Są również rzeczy, których nie chcemy sprawdzać-nie ryzykując "zepsucia" siebie wzajemnie. Skąd mogę przewidzieć swoje czy Jego reakcje w dłuższym odcinku czasu? Pan ma również swoje własne sposoby na sprawdzenie mojego oddania i określenia etapu, na jakim się znajduję.
Uważam, że nam bardzo dużo dodały właśnie uczucia-relacja jest niemal w całości od strony emocjonalnej, fizyka jest tylko małym dodatkiem. Obecny stan emancypuje nas na maksimum właśnie dlatego, że bazujemy tylko na tym, co sami mamy i posiadamy.
Jeśli mam być szczera, to jedyne realne i dosłowne ograniczenie jakie na ten moment widzę, to dzieci.
Ale i ono w danym odcinku czasu częściowo zniknie, bo dzieci nie będą cały czas małe i wymagające opieki dorosłego.



BROTIN 

czwartek, 17 maja 2018

eksperymenty....

Wpis lekko humorystyczny.


Czy wiecie, dlaczego korki analne są analne? Albo raczej-czy nazwa zobowiązuje, czy też korek jest nie tylko do jednego celu? Ponieważ lubimy eksperymenty, jakoś tak od jakiegoś czasu się nosiliśmy sprawdzić, czy da się włożyć go do cipki.



W każdym razie podczas prac językowych na łechtaczce *minetki* Pan włożył mi taki korek do cipki, po czym kontynuował. Uczucie... Niesamowite! Ten korek jest gruby, wypełniał mnie w całości, potęgował Jego prace, wzmocnił orgazm, który jak przyszedł to... Och.
Do momentu w którym Pan chciał wejść a więc wyjąć korek i .... korka nie ma. Ani na łóżku, ani na ziemi.
Wsysnęło.

Dosłownie.

Ja czułam, że coś mi palcem zahaczył i boli, jednak myślałam że wkłada go głębiej, żeby przedłużyć orgazm, ale...   Dopiero pod prysznicem powiedział mi, że musiał go wyciągnąć.
Szok. Na jedno dobrze, że nie w trakcie bo pewnie zaczęłabym się przejmować.
A tak-aha, ok, no nieźle.
I raczej nigdy więcej żadnego korka niezgodnie z przeznaczeniem !

;)

środa, 16 maja 2018

moja fantazja (do zrealizowania) #6

W mieszkaniu jest dość cicho-słychać jedynie mój spokojny i umiarkowany oddech, a także delikatne odgłosy z kuchni.
Przycupnęłam na kocyku, układając ręce i nogi maksymalnie blisko ciała. Ogonek wychodzący z tyłeczka trochę przykrył stopy. Czuję obrożę, znowu ją ciaśniej założyłeś. Niedługo pora kolacji, ale nie pozwalasz mi jej naszykować-robisz to sam, choć to moje codzienne zadanie. Kazałeś czekać-więc czekam.

-Saro, do nogi.

Zrywam się, pędzę na czworaka do Ciebie. Klękam przy Twojej stopie ze spuszczoną lekko głową, przyjmuję pozycję. Podnosisz swoją nogę i dociskasz mi głowę do podłogi, ręką delikatnie pociągasz za ogonek do góry.

-Tak dzisiaj jesz kolację. W tej pozycji, na ziemi i z ziemi, przy mojej nodze. Masz zakaz używania rąk, chyba że do podparcia się. Jak spróbujesz użyć ręki... cóż.-I wskazujesz mi metalowy cedzak wiszący na haczyku, ale na wyciągnięcie Twojej ręki. Nienawidzę go. Boli i piecze, zostawia okropne czerwone i mocno nieestetyczne placki na skórze.

Twoje polecenie to coś nowego. Dziwne uczucie, zwłaszcza kiedy ze stołu niedbale strącasz kawałek jedzenia. Uderza mnie w nos po czym spada przy lewej dłoni. Kusi mnie wziąć go do ręki, ale patrzę kątem oka na Ciebie-przypatrujesz mi się uważnie. Oceniasz mnie, widać to. Czekasz, co zrobię.

Więc schylam się po jedzenie, biorę w zęby i zaczynam gryźć, żeby łatwiej przełknąć.

-Dobra sunia.

Kolejne porcyjki lądują w różnych miejscach na podłodze, a ja grzecznie człapię do nich i zjadam, w duchu chwaląc sama siebie za pilnowanie, by podłogi zawsze były super czyste. Mimo to wpada mi w usta Twój włos. Zaczynam się krztusić, próbuję wyciągnąć go językiem-ale nie udaje mi się. Odruchowo smagłam palcem i wyciągnęłam go z ust-i w tym momencie zarobiłam w ramię. Bardzo mocno. Drugi raz spadł równie niespodziewanie, na plecy. Łzy same poleciały; nie zapanowałam nad tym. Obracam się i widzę że jesteś zły, w końcu zakazałeś rąk. Ale podchodzę do Twojej stopy i zaczynam przepraszać, że musiałam łapką sobie pomóc, bo... I nawet nie zdążyłam dokończyć zdania, jak pada kolejny raz, tym razem w drugie ramię.

-Pieski nie mówią.

Kolejny kawałek, kolejny i kolejny. Jem w ciszy starając się nie płakać, chociaż miejsca, gdzie uderzył niesamowicie pieką.
Skończył, rzucił ostatni kęs, zjadłam. Położyłam się przy Twoich stopach. Schyliłeś się i głaszczesz mnie po ogonku. 

-Do łazienki.

Idę za Tobą na czworaka, a tam każesz cupnąć na dywaniku, wyjmujesz korek z ogonkiem, i maścią smarujesz te trzy miejsca w które uderzyłeś. Skończyłeś, przytuliłeś mnie.

-Dobra sara.

Wybuchnęłam płaczem.

14 dni

A później o nieludzkiej porze rano wsiadam w pociąg i ruszam na wyprawę w (dosłownie) środek Polski.
Sama.
Pan puścił.
Pod kilkoma warunkami, m.in to, że wrócę przed nocą do domu.

Kilka razy w międzyczasie zdążył mi zagrozić, że nie pojadę ;) [Uśmiecham się-ponieważ wiem, że ani razu nie był poważny-raczej dogryzał mi]
Mam na komórce zainstalowany GPS, mam instrukcje, mam wytyczne, mam bilety.
Nie mogę się doczekać.

Pan za to na pytanie, jakiego rodzaju uczucie odczuwa (bo widzę, że chodzi dziwny jak tylko planuję na głos wyjazd) odbił piłeczkę opisem jednej z sytuacji, w której czułam irytację i rozdrażnienie. Wiem, że najchętniej zamknąłby mnie w domu. Ja sama najbezpieczniej się tak czuję. Oboje najlepiej czujemy się będąc blisko siebie. Ale potrzebuję tego i On to rozumie.

Dwa tygodnie.




poniedziałek, 14 maja 2018

tortura orgazmowa w pigułce

Wszystko zaczęło się od tego, że Pan wyjął zakupione wcześniej "oczka" do przykręcenia do łóżka. Taka mała rzecz a cieszy; wieczorem poprzykręcał, zakrył narzutą, czy widać i zaprosił mnie na łóżko, że chce sprawdzić. Jako, że czytałam książkę, podstępu nie wyczułam. 
Ułożyłam się, On wyjął linki, przywiązał jedną rękę, przeciągnął, przywiązał drugą rękę, przeciągnął, zawiązał-i nie ma szans, żebym wstała, co najwyżej mogę linki zza pleców się chwycić, i podciągnąć się nieco w górę. Więc ściągnął mi majtki, obnażył biust... I wziął się za nogi, dopasował oczko, przykręcił i związał nogi. Linka boleśnie wpijała się w skórę-ale nie na tyle, żeby zaburzyć zbytnio dopływ krwi.
I kiedy tak poskręcana leżałam, niezbyt mogąc się ruszyć, On wyjął wandę.

Po jednym orgazmie jedyne co mogłam to maksymalnie się wyprężyć i wbić sobie linkę jeszcze bardziej w ciało (nie wiedziałam że dam rady w ogóle takie ruchy wykonywać...). Coś okropnego-a jednocześnie niesamowitego. Ciało wzbraniało się przed kolejnymi orgazmami-bo one dosłownie bolały. Jakby mi ktoś w mózgu wbijał igły, a umysł już dawno odpływał. Wydawałam z siebie takie dźwięki... że wstyd mi, jak o tym pomyślę. 

Musiał raz poprawić mi linki, bo zaczęły drętwieć  mi palce-to bardzo utrudniało skupienie się. [Poprawka na raz następny-kajdanki].

Nie wiem, ile razy doszłam w trakcie tych 1.5 godziny. Ale pamiętam że dał mi w tym całym ciągu krótką przerwę na wyciszenie dwa razy, a On twierdzi że trzy. Doczepił kolejny sznurek do nóg, żeby jeszcze bardziej je zblokować. Tak samo wiem, że coś kazał powtarzać-ale nie pamiętałam w ogóle co. Okropnie się pociłam mimo włączonego wiatraka. Miałam wrażenie, że w pewnym momencie jestem dzikim zwierzęciem złapanym w sidła, nie panowałam nad odruchami, nie panowałam nad głosem. Zwierzęcy instynkt..... Odpłynęłam całkowicie, a w trakcie orgazm za orgazmem...

Dopiero już po, jak mnie zaczął rozplątywać poczułam obtarcie. Linka mnie ciut przypaliła nad kostkami, ale to nic, w porównaniu z otępieniem.


piątek, 11 maja 2018

stan przejściowy

Wpis ciut bardziej osobisty....

Ostatnie kilka dni nawarstwiły mi różne emocje. Niczym osad, niektóre myśli osiadły i utrudniają jasne widzenie i ocenę... Kilkanaście różnych sytuacji, bardziej poważnych i tych mniej. Staram się je na bieżąco porządkować, ale.... Różnie bywa. Staram się ich nie brać do siebie-ale jeszcze coś mi siądzie na tył głowy i spowala. Nadwrażliwość...


Najważniejsza to ta, że Pan znowu jest zakopany w robocie, tym razem po uszy. To oznacza mniej czasu dla mnie-plus ogarnięci domu, dzieciarni. Oznacza również, że muszę wejść w rolę Jego katalizatora. Wczoraj udało się nam zbliżyć. Nie myśleć o pracy. Poddać się tylko temu, co jest tu i teraz. Niczym jakiś wspaniały i bardzo mokry sen.Dzisiaj chcę Mu zrobić długi, relaksacyjny masaż. Jakoś w takich sytuacjach, to zawsze On jest najważniejszy, choćbym była chora/zmęczona/głodna/inne? jeśli On jest w takim stanie ja zapominam całkowicie o sobie. Od zawsze. Niestety dla mnie organizm co oddał, to będzie chciał z powrotem i od paru tygodni jestem permanentnie niewyspana.


Następna, w ciągu dwóch dni supportowałam na spotkaniach relacyjnych dwie dziewczyny. Poszło dobrze, oba się udały-ale mimochodem co sobie nawyobrażałam, to moje; nasiliły się problemy ze snem, zajadłam stres. Starałam się myśleć na chłodno, ale... Tak chyba jest, jak wpuści się kogoś blisko, poznaje się twarzą w twarz całą osobowość, zwyczajnie zostanie nawiązana relacja przyjacielska. Dawno się tak nie czułam, żeby martwić się oprócz o Pana i córki. Do tego momentu myślałam, że w moim światku wszyscy są na dystans, że nie chcę wnikać w nikogo, bo nie będę wiedziała jak się zachować-ale sam fakt, że ktoś poprosił mnie o takie ważne wsparcie uznaję za dowód zaufania-mimo, że krótko się znamy. Zauważyłam jednak, że w obu przypadkach miałam problem z obiektywną opinią, jedyne jednak na co sobie pozwoliłam to mnóstwo rad, wskazówek i porad-mam nadzieję, że nic nie narzucających.

I zazdroszczę im zdrowo tego, że obie są zadowolone z tych spotkań, że być może to ich czas na zmiany, prawdopodobnie bardzo ważne w życiu. Cieszę się, że to właśnie mnie o to poprosiły. Cieszę się, że dzięki takiemu wsparciu na odległość być może czuły się trochę pewniej.


Następna, opuściłam się w sprzątaniu. Pan uważa to za natręctwo, że czasem uciekam w straszny porządek, ja za nerwicę natręctw w sumie nie tylko dotyczące sprzątania ale i strachów, za co zbieram opierdole. Pan nie znosi tego określenia, ale jak inaczej nazwać moje dziwactwa i paniczne obawy....


Następna, mam wrażenie, że stanęłam w miejscu z postanowieniem. Ćwiczę, staram się regularnie i zdrowo jeść. Choć na plus jest to, że czuję się lepiej, jakoś bardziej rozruszana-to jestem kurewsko zła na siebie, bo jeszcze łapię się na gastro na słodkie. Nie mam samozaparcia się pod tym względem, a Pan nie pomaga... Chyba muszę poprosić o zakaz bezwzględny, może wtedy będzie prościej...


Muszę to po prostu teraz wszystko ładnie i zgrabnie poukładać.

środa, 9 maja 2018

zakupowo

Pan pozwolił na nowości, także kupiłam kolejne szkiełka do kolekcji :]





Oczywiście testy od razu, ale krótkie, bo brak możliwości. Odczucia niesamowite-ten duży, super drażniący zarówno na wejściu jak i w trakcie.
Szkło ma to do siebie że się nie poddaje, jest sztywne i uwiera, ale jak jest przeźroczyste to widz może podejrzeć środek ;)

Ten drugi, mniejszy-analny-całkiem milusi.
Jestem zadowolona z zakupu.

wtorek, 8 maja 2018

druga z ról

Kupiona niewolnica.

Zaskoczył mnie...

Tak nagle podszedł, więc chciałam się przytulić-ale mnie odepchnął. Ręką zasłonił oczy, a po chwili ubrał opaskę. Gwałtownie zapiął obrożę, kajdanki. Ręce zapiął z tyłu. Dopiął smycz i z siłą podciągnął z krzesła, pod szafę i rozebrał. Powiedział, że mnie kupił i nie mam nic do gadania, bo ma akt własności, mam zakaz mówienia i nie mam imienia... Nagość całkowita. Na smyczy prosto do łazienki. Dezorientacja, bo nagła ciemność wybiła mnie z równowagi, w ogóle ta informacja, ta rola... Pełna myśli obijałam się o przeszkody. Ale z Jego pomocą znalazłam się w wannie. 
Nakazał stać i puścił wodę, umył mi tyłek, umył mi cipkę, włożył mi palec w odbyt. Jeden, a później drugi. Nakazał się rozluźnić-bo inaczej "będzie mnie bolało, a On nie będzie się tym przejmował". Zadowolony z luzu, jak już skończył, kazał klęknąć i nabrać wody w usta, po czym obmyć nimi Jego penisa. Kazał wypluć wodę i znowu nabrać. Drugi raz musiałam ją połknąć i nie przyszło mi to łatwo... Kazał wyjść z wanny i poczułam, jak włożył mi korek. Zaprowadził do pokoju, usłyszałam jak zamyka drzwi. W tym wypadku to znaczy tylko jedno-może być bardzo głośno....


Posadził mnie na łóżku, a później gwałtownie położył. Zaczął masować łechtaczkę szklanym języczkiem, wchodząc we mnie jednocześnie. Mi w plecy wpijały się trochę sprzączki od kajdan, korek w tyłku uwierał, ale poza tym dziwnie było. Bez ruchu, w ciszy, bo próbując się odezwać byłam uciszana. On za to nie hamował się w wydawaniu różnych dźwięków, słów, hałasów, nie hamował się w braniu tego, co chce.
Więc korzystał ze mnie, a ja korzystałam z sytuacji w jakiej przyszło mi się znaleźć. Nie widziałam Jego twarzy-ale czułam to 'zwierzę', jakie z Niego wyszło. Jego sfera była tak wyczuwalna, że aż namacalna. Trochę przerażające. Nawet bardzo przerażające.
Pisałam już kiedyś, że powoli wychodzi z Niego coś, co widziałam na początku, a co zamknął w sobie.

Po którymś uniesieniu wyjął korek, wszedł analnie; do cipki wkładając jajeczko i pozapinał mnóstwo klamerek na piersi i brzuch-na tyle bolesne, że zaczęłam chlipać i musiałam zastopować (żółty), bo bym nie wyrobiła. [po, zapytałam ile w sumie, na co stwierdził że dobre 30, zapinał je bez opamiętania]
Całe piersi w śladach. Brzuch wyszczypany. Chciał zapiąć na łechtaczce ale ostatecznie zapiął nad. Deszcz klamerek, kiedy zaczęłam się naprężać, a one odskakiwały na ziemię.Łzy pod opaską. Jego oddech. Wytrysk.
Już po, włożył korek i zdjął resztę klamerek. Pociągnął za smycz i poprowadził do lustra. Zdjął opaskę i kazał patrzyć na siebie-ale z ciemności w jasność nie widziałam zbyt wiele, choć starałam się. Jak zaczęłam iść za Nim do łazienki to korek wypadł na ziemię.....
Kolejne polecenie, umyć Go.
Jakoś odruchowo nie patrzyłam Mu w oczy. Czułam że nie powinnam (choć zwykle muszę).
Dopiero w pokoju, gdzie rozsiadł się wygodnie, a ja klękłam przy Jego nogach powiedział do mnie po imieniu.
Jakby mi coś kliknęło w głowie-i dopiero wtedy się przytuliłam.

Jak już ochłonęłam i porozmawialiśmy o całości, to poprosiłam o orgazm. Nakazał sobie zrobić naprzeciw siebie. Więc, że wcięło mi zwykły wib, użyłam wandy...

Wybuch.
Przedłużenie wybuchu.
Wyłączyłam wandę, w odruchu jednak zaczęłam masować łechtaczkę palcami.

I doszłam!
Pierwszy raz w życiu, samodzielnie zrobiłam sobie dobrze palcami.

Odlot.

Dosłowny odlot, ściśnięcie łechtaczki, wytrysk impulsów wewnątrz ciała. To przekroczyło wszelkie moje skale. Przeskoczyłam ten mur, na który tak długo się wspinałam. Coś niesamowitego. Panu spodobało się tak, że przyjęłam w usta drugą dzisiaj porcję nasienia.







poniedziałek, 7 maja 2018

POT i FO

Ten wpis powstał jako ciekawostka, na jaką trafiłam.
Lubię się uczyć o nowych rzeczach, choć może niekoniecznie nazw... Bo w klimacie ciężko o dobrą definicję czegokolwiek, ponieważ-jak powszechnie wiadomo-ile osób, tyle udeptanych ścieżek i tak naprawdę sucha definicja może być wspaniale i indywidualnie zinterpretowana. 


POT
Idąc za definicją z kinkly
/"po-orgazm" opisuje praktyki dotyczące stymulację genitalii zaraz po orgazmie. Mogą one być stymulowane ręką, ustami, lub innymi częściami ciała. Może również zostać użyta seks-maszyna. Ta tortura może być zastosowana zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn, żeby osiągnąć wymagany stan, zróżnicowany jednak w odczuciu, ze względu na płeć/.
Nasza praktyka-okazuje się, że wielokrotnie Pan torturował mnie w ten sposób, ale nie wiedzieliśy, że ma to swoją nazwę-przy którymś takim razie w tym ciągu orgazmowym użyłam hasła bezpieczeństwa. Czułam się z tym naprawdę głupio, że w końcu "to tylko orgazm"-ale to nie był tylko orgazm. To było pasmo czegoś, co kumulowało się i piętrzyło z każdą sekundą, czegoś wielkiego, przyjemnego aż do bólu i to dosłownie. Coś niesamowitego, ale na ten moment nie jestem w stanie tego długo wytrzymać. Wiem, że Pan docelowo chce to wyćwiczyć, żebym mogła dużo znieść w tym kierunku... Ja z kolei, dzięki poradom znajomego Dominującego uczę się wydłużać swój orgazm (nie wiedziałam, że się da-a jednak pierwszy raz szczytowałam realnie dłużej o ok 10 sekund). To jednak jest zupełnie coś innego, ponieważ, o ile w swoim przedłużaniu ćwiczę ja sama, o tyle w POT orgazmy są wyrywane siłą z ciała-myślę, że to najwłaściwsze określenie tej praktyki.

FO
Idąc za definicją z kinkly
/wymuszony orgazm występuje nawet wtedy, gdy w rzeczywistości nie chce się go przeżyć. Jest to częsty element podczas gry BDSM, szczególnie sceny D/s. Aby wymuszony orgazm wystąpił, uległy partner musi próbować opóźnić orgazm, podczas gdy Dominujący partner stymuluje genitalia i inne strefy erogenne, próbując do niego doprowadzić. Można to zrobić, wykonując seks pochwowy, oralny lub analny, ale zwykle odbywa się za pomocą zabawek erotycznych. Uległy partner jest zwykle ograniczany za pomocą liny lub innego sprzętu niewolniczego, podczas gdy Dominujący usiłuje wywołać wymuszony orgazm/.
Nasza praktyka-wielokrotnie przeżywałam orgazm mimo tego, że tego nie chciałam. Również zdarza się Panu kazać mi się wstrzymać (często po to, żeby dojść ze mną jednocześnie). Czasem jest ciężko się powstrzymać.... Ale właśnie po to ćwiczę, żeby mieć wprawę. Zauważyłam, że powstrzymywanie się od dojścia powoduje później pierdolnięcie. Uznaję to więc za przyjemne z pożytecznym, oraz naprawdę dobry element relacji-gdzie to Pan decyduje o tym czy mogę, jak mogę i kiedy mogę dojść. 



niedziela, 6 maja 2018

jedna z ról

Dziwka.

Tak zadecydował Pan i zrobił wszystko, żeby wprowadzić mnie w tę rolę, a siebie w ... Hmm, Właściciela tejże.

Zaczął niewinnie, od poganiania mnie w myciu. Trzepak na nodze, na plecach. Bez cudowania, przedłużania. Po prysznicu prosta komenda przyjęcia pozycji. Wypięcia się. 
Machnął trzepakiem. Raz, drugi. Wskoczyłam w subspace. Piąty i dziesiąty; w pewnym momencie dla mnie ból taki, że łzy same pociekły (a On wcale mocno nim nie machał).... Ale czułam, że dam radę, chciałam więcej. Łzy kapały na łóżko, czułam, że odlatuję, płynę, walczę ze sobą-nie chcę tego, ale potrzebuję tego i chcę tego. Kto to zrozumie....

Wykonałam nadane mi zadanie, weszłam  w nadaną rolę. Co więcej, doszłam kilka razy.
Ta scena była totalnym zezwierzęceniem-instynkt, nic więcej. Jak w burdelu. Ale to właśnie była istota tego spotkania.
---------------------------------------

On był zadowolony z wyniku, ja z tego, że co seans wchodzi coraz głębiej w domspace. 
Postępy.

piątek, 4 maja 2018

moja fantazja (do zrealizowania) #5

Pan postanowił wyjść ze mną na spacer.

Z tej okazji, na ciele uplotłam sobie strój ze sznurka, zgodnie z sugestią Pana eksponujący bardzo sutki i cipkę. Ubrałam na to luźniejszą koszulkę i spodnie. Takie z długimi nogawkami-kolejne polecenie Pana. Na szyi obroża, zakryta apaszką w motylki. W cipce dwie kulki, delikatnie drgają z każdym krokiem. Pan dyskretnie dopiął smycz-ulice są prawie puste, ale od czasu do czasu mija nas jakieś auto. Prowadzi mnie, idę pół kroku za Nim i czuję się wspaniale.

Wkraczamy na łąkę pełną różnych kwiatów i traw, wysokich do pasa. Całe szczęście, w tym mieście nie brak zielonych przestrzeni blisko od domu. Niebo nabiera soczystych, czerwono-złocistych barw. Cudownie obserwować profil Pana w tych kolorach. Do twarzy Mu.

W samym środku łąki, wśród traw, Pan każe mi rozebrać się i klęknąć. Wykonuję polecenie; trawa jest wysoka a łąka w takim miejscu, że jeśli kogoś spotkamy, to byłoby to celowe spotkanie. Czekam, klęcząc, obserwuję  latające ćmy, drobny zwierzyniec mknący pod trawami, gdzieś nad głową przeleciał owad.
Pan wraca-a w jednej ręce (tej w rękawiczce) trzyma bukiet długich pokrzyw, a w drugiej knebel. Nie powiem-trochę się wzdrygnęłam, ale chwilę później, mając knebel w ustach i polecenie przyjęcia pozycji przeszło.
Pierwszy raz wrednie zaswędział. Drugi zabolał. Każdy kolejny powodował narastanie okropnego pieczenia, swędzenia... Czułam wyskakujące bąble, cholerne pieczenie, bardzo duży ból. Chciało mi się krzyczeć, ale knebel skutecznie to ograniczał. Dodatkowo sznurki zaczęły się niemiłosiernie wpijać w punkty newralgiczne, co wzmagało odczuwanie. Pośladki, plecy, uda, łydki. Kurewsko wielkie, bolące bąble.
Smaganie pokrzywami nie było długie-ale wystarczające. Po wszystkim, Pan bardzo delikatnie wypiął mnie ze sznurków. Pogłaskał po głowie, zdjął knebel. Spił łzy. Z torby którą miał na ramieniu wyjął maść kojącą, zaczął wcierać. Słońce już zaszło, zaczął powoli robić się półmrok. Maść przynosiła ulgę, choć dalej byłam obolała. Pomógł mi się ubrać, pochował resztę rzeczy do torby. Powoli wyszliśmy z traw, powoli wróciliśmy do domu. 

Zadowoleni oboje.

środa, 2 maja 2018

być urwisem

Ten wpis robię pod wpływem wczorajszego tematu dotyczącego prowokacji i manipulacji.


Prowokacja-idąc za wikipedią, >jest świadomym wymuszeniem określonych zachowań, reakcji lub działań, często agresywnych i nagłych, poprzez oddziaływanie na psychikę, niekoniecznie zgodne z obranymi przez daną osobę zasadami i wyznawaną ideologią.<

Manipulacja-wikipedia podaje, że >termin odnoszący się do zręczności w wykonywaniu danej czynności lub samej czynności przeprowadzonej w ten sposób; w następstwie oznacza także „przeinaczanie, naginanie”, „wykorzystanie do własnych celów, wywieranie (często ukryte) wpływu” oraz wszystkie działania mające na celu wywołanie konkretnych zachowań i reakcji u odbiorcy, przez co nabrał również cech pejoratywnych takich jak: „knowanie, knucie, krętactwo, machinacja, machlojka, oszustwo”. Manipulacja dotyczy też nie środków, ale relacji pomiędzy nadawcą a odbiorcą.<

Dla mnie zasadniczymi różnicami między manipulacją a prowokacją jest czas i wiedza; prowokowany zwykle wie, że jest prowokowany, często do pojedynczych zachowań. Manipulacja często rozciąga się w czasie, a manipulowany zwykle nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest manipulowany. Otrzeźwienie często bywa bardzo bolesne...


Cóż, nie ukrywam, że idea prowokacji jest we mnie wpisana w zasadzie odkąd pamiętam. Pan przez to chyba ma czasem ze mną skaranie boskie. 
Zanim weszliśmy w relację, pełno w naszym związku było "próby siły"-po prostu musieliśmy od czasu do czasu się poszturchać i potarmosić, nie wiem po co. Zwykle ja zaczynałam-i wiadomo, przegrywałam, zdominowana Jego siłą, ale byłam usatysfakcjonowana takim nietypowym zbliżeniem. Wtedy jednak to była czysta zabawa. 
Uwielbiałam-i w sumie dalej lubię robić Mu nieszkodliwe psikusy, prowokować Go do reakcji na nie, patrzeć na Jego zachowanie, stwarzać okazję do 'pacyfikowania'.

Obecnie niewiele się zmieniło poza tym, że widzę bardzo wyraźną granicę, do której mogę podejść i jej nie przekraczać. Wiem, na co mogę i na co nie mogę sobie pozwolić. Traktujemy to jako element "gry wstępnej", gdzie oboje mamy z tego frajdę i obojgu nam sprawia to przyjemność; często jest to również konkretną częścią sesji. On ma również okazję w takich momentach się wykazać dyscyplinowaniem rozbrykanego dzieciaka, uspokojenia, wyciszenia, spełnienia się w tej roli. 
Ja nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego to robię. Traktuję to jako swoistą potrzebę, którą On akceptuje. Myślę, że Pan byłby w stanie to ze mnie wyciągnąć... Ale pewnie zaletą małżeństwa w tym wypadku jest pełna akceptacja (często) udziwnień drugiej osoby. Idzie za tym również tolerancja.


Co do manipulacji-nie ukrywam, że obrzydza mnie ona.  Obecnie jestem w stanie wyczuć, kiedy ktoś próbuje wykonać ją na mnie i reagować natychmiast-ale w przeszłości miałam "przyjaciółkę-manipulatorkę" od której lata zajęło mi pełne odcięcie się. Nauczyłam się, dzięki Panu, bez żalu zakańczać takie relacje, ale wtedy ile mnie zjadła to wiem chyba tylko ja sama. Jeśli w czyjejś sytuacji wyczuwam takie działania, nie waham się osobie 'poszkodowanej' zwrócić na to uwagi.





 

teoria

Moja bardzo luźna rozkmina.

Segregując wczoraj swoją własną wiedzę, wspominając wpis motoryzacyjny i po rozmowie z koleżankami doszłam (niestety nie tak, jakbym chciała ;) ) wczoraj do luźnego wniosku dotyczącego osób Dominujących i ich relacji.

Podzieliłam ich na 3 kategorie, porównując ich do sportowców.
I tak, według mnie:

Grupa I: sportowcy amatorzy, poćwiczą od czasu do czasu i są z takiej aktywności zadowoleni.
Najłatwiej o błąd wynikający często z niewiedzy, najłatwiej również o 'uraz' do sportu.
Generalnie osoby w relacji tylko na spotkaniu, w przysłowiowej sypialni.
 
Grupa II: sportowcy zaawansowani, ćwiczą regularnie i są z takiej stałej aktywności zadowoleni. 
Wiedzą, co z czym, mają pojęcie o dziedzinie, rozwijają tą wiedzę ulepszając techniki.
Myślę, że głownie relacje 24/7, ale przeważająco monogamiczne 1:1 bez osób trzecich, lub ewentualne pojedyncze interakcje.
 
Grupa III: sportowcy profesjonalni, spełniający się w swojej dziedzinie.
Pełen profesjonalizm i minimum błędów (lub ich brak), wynikający z doświadczenia i ogromu wiedzy, jaką posiadają.
Wszelkie relacje 2+. Dominujący z haremami, gdzie w pełni mogą zrealizować potrzeby swoje i swoich uległych; wiadomo, że jedna sunia prawdopodobnie nie jest w stanie dźwignąć dosłownie wszystkich potrzeb Pana, zawsze będzie jakaś luka-którą może w tym momencie wypełnić kolejna. Z wzajemnością, uległe również mogłyby w pełni się realizować doświadczając realnie swoich fantazji i potrzeb pod ręką takiego Pana.


Co sądzicie o takim podziale?