piątek, 30 marca 2018

walka ze strachem

Wiecie, co bywa najgorsze? Cofanie się. 
Ale czasem to konieczne.

Ostatnio był mały "wypadek przy pracy"-podczas rp Pan z impetem i siłą wszedł w tyłek. Nieprzygotowany, nierozciągnięty. Niesamowity-bo rozrywający głowę ból.
Miałam wrażenie w pierwszym momencie że pękłam, krew się polała...
Wiadomo-w moment przestał, zaczął uspokajać, wycierać łzy. Tuląc, zaprowadził do łazienki. Nie było mowy o kontynuacji.
I ból został w głowie, dziwnie znajome uczucie jak wtedy, kiedy przerwaliśmy wszelka analną działalność na długo.

Wczoraj Pan wykonał seans, ale po przywiązaniu mnie do pufki widziałam, jak szuka szklanych korków. Jak się na nie cieszyłam, tak teraz panicznie się spięłam. Zaczął od miniaturki stalowej, żeby trochę rozciągnąć i paru 'razów' trzepakiem, na rozruch. Poprzypinał klamerki, na piersi, na uda, tyłek i język. Powoli górował nade mną, realizował swoje plany, uderzał mnie w różne części ciała floggerkiem i trzepakiem, ale nie mogłam się skupić tak, jakbym chciała. Wyjęcie stalowego i wkładanie szkiełka mnie przeraziło-zaczął od tego z wypustkami, ale najszerszy moment nie chciał przejść. Więc rozciągnął mnie tym ciut większym, ale gładkim, gdzie bez problemu naciągnęłam się jak trzeba.
Ja cały czas czułam ból-ten charakterystyczny naciągnięty boleśnie mięsień. Zacisnęłam zęby-nie po to starałam się tyle z siebie dawać, przekonywać i ćwiczyć, żeby teraz położyć sesję. Zwłaszcza, że po to je kupiłam, żeby się nimi cieszyć. Fizycznie lekki dyskomfort, taki jak zawsze, a psychicznie ciągle oczekiwałam bólu. Prosiłam Pana w trakcie, żeby nie przerywał, ale robił powoli, stopując co chwila. Rozciągnął mi tyłek tak, że ten wypustkowy dosłownie wskoczył w odbyt.
Po tym pościągał ze mnie klamerki, pozwolił wstać i położyć się na plecach, tuż przed Nim.
Zaczepił mi spinacze na sutkach i zaczął masaż cipki wandą (przy zaciskaniu się korek z wypustkami.. masował bosko). I dopiero wtedy strach mnie opuścił, rozluźniłam się,  było tak, jak miało być. Klamerki, które w trakcie doczepiał mi na ciało-w ogóle nieodczuwalne, poza tymi na sutkach, które zdejmował.. I znowu zaciskał (mniej bolało ponowne zaciśnięcie, kiedy była dłuższa przerwa), sutki, piersi, uda. Orgazm Mu się podobał, ale miał problemy z wejściem, bo nie mogłam zgiąć nogi. 
I wszystko ok, do momentu ogarniania się już po. Korek próbowałam wyjąć sama, ale stwierdziłam, że poproszę Pana o pomoc. Nie cierpię tego momentu w którym od razu ta najszersza część wychodzi-a szklane są niesamowicie... śliskie i szyszek dosłownie wyskoczył, co spowodowało ból-ale krótkotrwały. Wystarczający jednak do spięcia wszystkich mięśni i szybkiego przypomnienia.

Nie chcę się poddawać temu uczuciu. Ja wiem, że to pierdoła, ale kiedy mam czerpać czystą przyjemność z tego, co robi Pan, a nie zmuszać się i panicznie bać... To to jak cofanie się. Panicznie boję się tego bólu, ale przecież to nie boli-siedzi jednak w głowie i nie czerpię s tego satysfakcji jak wcześniej.
Wygląda na to, że musimy zaczynać wszystko od nowa, od nowa rozciąganie od małych rzeczy, z czasem coraz większe... To zajmuje czas, ale znowu jest niezbędne. 
Lub dłuższa przerwa od prac analnych-ale kto mądrze potrafi odpowiedzieć, ile znowu czasu trzeba?

czwartek, 29 marca 2018

moja głowa

Dalej mam niestety problemy z akceptacją niektórych decyzji Pana.
Ale dalej sprowadza się to do tego, że staram się nie udawać i jeśli jestem wkurwiona-to nie mam zamiaru się uśmiechać. Najchętniej bym w takich momentach szła do kącika, przegryzła to po swojemu i wróciła do Pana, już jak przetrawię swoje własne złości-tyle dobrze, że coraz krócej to zajmuje. A On właśnie w takich momentach każe mi patrzeć na siebie i prowadzi wykłady, których wysłuchuję, przytakuję-bo wyjmuje mi to wszystko z głowy i pokazuje ale i tak uspokajam się we własnym czasie. Wiem, że mam Mu mówić o wszystkim, ale są rzeczy które w złości Go mogą zranić-a na spokojnie są do przemyślenia.

Ja wiem, Pan ma zawsze rację. Mogę sobie chcieć różne rzeczy, ale to do Niego należy decyzja. I w tej jednej kwestii nie możemy się ciągle zgodzić, nie potrafię wyzbyć się emocji kiedy nastawię się na coś-a tego zwyczajnie nie ma bo jest przesunięte w czasie-lub wyrzucone z planu.. Oczywiście, że mówię Mu, żeby dał mi chwilę-dwie. Że podejdę jak już ochłonę. Ale są rzeczy, które pewnie potrzebuje ze mną wyjaśnić tu i teraz.
Wczoraj chyba kolejne spięcie wisiało w powietrzu, ale w sumie zawisło i spadło.
Ostatnio mimo że widzimy się codziennie, to jakby mniej spędzamy czasu ze sobą, dawno też nie było takiej konkretnej sesji. Sam szalony i brutalny seks, lub też po prostu zadowalanie Pana. Nagroda za zadowolenie Go w postaci dawno nie wykonywanego dotyku palcami. W międzyczasie proza życia, obowiązki domowe i dzieciaki.
On ma coraz więcej pracy na głowie, a ja wyczuwam Jego spięcia. Nie może się zebrać, żeby nadgonić, a ja nie mogę Go zmotywować. Staram się Go rozładować, ale mam wrażenie, że to jest chwilowe rozwiązanie. Zaraz za Jego plecami w końcu piętrzy się praca, coraz bardziej i bardziej, a ja w pewnym momencie łapię się na tym, że chyba Mu przeszkadzam, zawracam głowę. Paradoks. 
Sesja jest teraz potrzebna nam obu-żeby odreagować. Chcę, żeby wyżył się na mnie, potrzebuję tego. Wiele rzeczy Go stopuje, przeszkadzają mi one.Chcę, żeby w końcu się odprężył, zrzucił część na mnie.
Tyle mam dzisiaj w głowie.

internetowo

Ciekawostka, jest strona, na której można zrobić sobie test osobowości, pod kątem klimatycznym.
Link do testu TU


W sumie chodziło to za mną od jakiegoś czasu, więc włączyłam żeby sprawdzić, czy na te same pytania, po danym okresie czasu będę w stanie odpowiedzieć tak samo. Czy na takich testach ewentualnie widać postęp, czy są cechy, które się zmieniają i takie tam. Ja wiem, że to tylko zabawa-wiem co mi siedzi w środku, co jest do zmiany, co mogę ulepszyć. Wiem, że pytania są mocno ogólne. Ale jako ciekawostka-jak najbardziej ;)

wtorek, 27 marca 2018

self bondage

Jakiś czas temu zobaczyłam wiązanie na klatce piersiowej-ciągle myślałam o tamtym zdjęciu, jak to świetnie wygląda. Można spokojnie ująć to w obsesję nawet.
I w sumie wczoraj, z odruchu, otworzyłam walizkę i wyjęłam sznurek, odpaliłam tutorial i zrobiłam.
Tak w dużym skrócie.

Tak w mniejszym skrócie, to jakoś sznurki nie są czymś niezwykłym.. Nie odczuwam tego jakoś specjalnie, gdy Pan mnie wiąże.. Wiem, że są, używamy ich, ale bez większego zastanowienia, spełniają po prostu swoją funkcję. Chyba bardziej wolimy rozwiązania szybsze-paski, kajdany, taśma. 
Nie wiem, dlaczego zaczęłam wiązać się sama. Chyba czysta ciekawość... 
Przepadłam.
Dziwne uczucie.
Jakoś tak, jakbym wskoczyła do trochę innego oceanu. Wiązanie samodzielne, może pierwsze nie wyszło idealnie, ale poczułam dziką satysfakcję. 
Zupełnie inaczej jak wtedy, gdy byłam wiązana. Paradoksalnie, to taka wolność, mogę dowolnie pętać sznurki na sobie w dowolnym kierunku, takim, jakim ja chcę. Jakbym nosiła naprawdę niezwykłe, unikatowe ubranie, utkane własnoręcznie.

Zapytałam Pana, co sądzi... I czy mogę popraktykować sama na sobie. Porozmawialiśmy. Nie ma nic przeciwko.
Chyba właśnie odnalazłam nowe hobby-ale muszę koniecznie przyswoić podstawy!




SHIVER

sobota, 24 marca 2018

scenki

czynności zebrane z różnych dni 

noc
obracam się, bo znowu nie mogę zasnąć... a Ty na śpiocha drapiesz mnie po nodze... mocno, przeciągle

noc
obracam się na brzuch, tulę do poduszki... i czuję Twoją dłoń wślizgująca się za brzeg majtek i palec wsuwający się w cipkę.. śpisz oczywiście...

noc
odsuwam się na kraj łózka, układam w wygodną pozycję... a Ty na śpiąco chwytasz mnie za włosy i przesuwasz do siebie, na ramię...

noc
rozmawiamy czasem, o różnych sprawach, czasem błahych, czasem ważnych... o ważnych przypominam Ci zaraz po przebudzeniu

popołudnie
pijemy kawę, rozmawiamy. w pewnym momencie odruchowo zaczęłam się droczyć-zareagowałeś natychmiast, przekładając mnie przez kolano i wręczając parę klapsów. z bolącą dupą usiadłam na taboreciku, przeprosiłam i rozmowa toczyła się dalej

wieczór
klęczę przy Twoich stopach, wpatrzona w Ciebie (jak zawsze), oczekująca... odwracasz mnie, każesz przyjąć pozycję "na pieska" z prostymi plecami. jesteśmy naprzeciwko lustra... widzę, jak kładziesz laptopa na plecy, odpalasz pornosa i wchodzisz we mnie... robisz sobie mną dobrze do filmiku

wieczór
przywołujesz mnie skinieniem dłoni. pokornie przyklękam, a Ty wyciągasz nogę i kładziesz mi ją na ramieniu, mocno dociskając mnie nią do ziemi. kiedy już kulę się przy krześle, wykładasz na mnie druga nogę i spokojnie doczytujesz maila. kiedy zdejmujesz nogi, pozwalasz wstać, wiec wstaję i wracam do swoich zajęć

poranek
słyszę, że wchodzisz do pokoju-zaledwie uchyliłam powieki, ale nie zdążyłam się podnieść-Ty przycisnąłeś moją głowę do poduszki jedną ręką, drugą zdjąłeś majtki i wszedłeś. rozbudziłam się dopiero pod prysznicem

popołudnie
jedziemy do sklepu-zanim jednak się ubiorę, każesz mi włożyć jajeczko. w sklepie cieszysz się jak dziecko, kiedy na policzkach mam coraz większe rumieńce... a ja mijam ludzi, starając się iść prosto

noc
coś plącze mi się z tyłu głowy... odchylam delikatnie kołdrę i idę głową w stronę Twojego penisa. powoli odsuwam fałdki materiału i zatapiam go w ustach... w pewnym momencie czuję jak przyciskasz mi głowę, wysuwasz biodra a penis drażni tył gardła

poranek
robię śniadanie, jest cicho i spokojnie, herbata nabrała piękny, bursztynowy kolor. siadasz na taboreciku ale kątem oka widzę, że kawałek jądra wystaje :) patrzę pytająco i widzę zgodę w Twoich oczach... małą chwilę później zasiadamy do stołu, a ja oblizuję usta

popołudnie
wracasz z pracy. jedno spojrzenie i wiem, że tylko chwila dzieli nas od rzucenia się na siebie

południe
każesz mi włożyć jajeczko, włączyć... i czekać na siebie, aż wrócisz z pracy







czwartek, 22 marca 2018

wyrzucam z głowy

Chcę rozważyć jeden temat, bo bardzo dużo myśli kłębi mi się w głowie już bardzo długi czas i muszę dać im ujście.

Przede wszystkim słowa, słowa, słowa. 

Czy określam siebie jako uległą, czy jako niewolnicę-myślę, że oba pojęcia są prawidłowe. Nie skłaniam się, że jestem bliżej tego, czy tamtego, choć biorąc pod uwagę obszar, po którym się poruszam, to już dawno zwykła uległość nie jest. 
Zaczęłam się zastanawiać nad tym po raz pierwszy, kiedy zaczęłam rozważać, gdzie jest się granica, a także po rozmowie ze znajomym Dominującym, który oddał swoją su w używanie (na jej własną prośbę) i-co chyba najbardziej dla mnie wtedy niepojęte-był tym zachwycony.  Długo nie mogłam się otrzepać z tego wyznania, w końcu porozmawiałam o tym z Panem. Czy oddałby mnie w używanie lub sprzedał. Zadałam to pytanie, nie dlatego, że nie byłam pewna-ja doskonale wiedziałam, co odpowie.. Pan zna mnie całą-zna wszystkie moje wady i zalety, wszelkie mocne strony i najskrytsze słabości. Zadałam je, bo jestem z Nim szczera, a to po prostu mnie zatruwało.

Jego stanowisko jest takie jakie było-obserwatorzy ok, ale nikt dalej z butami (lub bez) nie wejdzie. To samo w drugą stronę, jesteśmy zbyt zachłanni na siebie, zbyt związani emocjonalnie, by to po prostu zniszczyć zwykłą zachcianką, lub realizacją fantazji. Wspominałam już, że są rzeczy, które nie powinny wychodzić poza krawędź mojej głowy. To że fantazjuję o niektórych rzeczach nie świadczy o tym, że chciałabym je zrealizować realnie. 
Powiedziałam Mu jednak wtedy, że gdyby miał takie widzimisię, cel, lub po prostu bardzo tego chciał-nie dyskutuję, robię to dla Jego przyjemności. Jego zdanie również znam, ale za to pytanie i zwątpienie wtedy dostałam karę (głowa pod kran, woda o różnej temperaturze i bardzo... po prostu rżnięcie od tyłu, każąc co chwila powtarzać, że jestem tylko Jego).
Tak samo gdyby przyprowadził inna kobietę. Wiem, że bardzo by mi się to nie spodobało-ale uczestniczyłabym w tym z  oddaniem. Nie jestem jedynie pewna, jak dalej wyglądałby nasz związek, jak dalej wyglądałaby nasza relacja-czy byłoby to jednorazowe, czy częste realizowanie tego, również w jaki sposób patrzylibyśmy na siebie.
A może nasze podejście wynika z tego, że jesteśmy pierwszymi partnerami dla siebie, stąd wszelkie odstępstwo od tego stanu powoduje u mnie bardzo duży niepokój.
Nie wiem i nigdy się nie dowiem, ponieważ to jest nasza granica, której nigdy nie przekroczymy. 

Są rzeczy które codziennie odkrywam-niektóre mocno kłócą się z moim postrzeganiem rzeczy-niektórych nigdy nie zrozumiem, choćbym bardzo się starała. Wszystkie jednak akceptuję, bo tyle ścieżek, ile ludzi i najgorsze co można zrobić, to odczuwanie i realizacja cudzych potrzeb. Chyba za dużo czytam i za dużo szukam-mam za wiele pytań, na które moje własne odpowiedzi są niewystarczające.
Czy Pan tego chce, czy nie chce, ale stopniowo, latami, coraz bardziej oplatał mnie, a mi to zwyczajnie odpowiadało-ba, nie wyobrażam sobie obecnie inaczej, co jest śmieszne biorąc pod uwagę lata wcześniej, gdzie buntowałam się jak mogłam o "swój kawałek podłogi".
Wszystkie dziedziny mojego życia, we wszystkim pytam Go o Jego zdanie (lub zgodę), choć z pozoru wydaje się inaczej. 
I nie ma u nas zastosowania DD, co może wydawać się dziwne.
Pan również nie ma potrzeby być konsekwentnym na niektóre przewinienia. Czy to wada, czy zaleta, że są miejsca w których mam sporo luzu? Nie wiem, ale wiem że jest to kwestia mocno indywidualna.
Mi jest obecnie idealnie. A perspektywa ulepszania tego-jest czystą przyjemnością, której chcę doświadczać.

środa, 21 marca 2018

wyrwało mnie z ciała

Pomyślałam, że warto to odnotować, głownie dlatego, że sama jestem w szoku, jak wielką władzę ma Pan nad moim ciałem. Kiedyś będę chciała ten temat rozwinąć, bo właśnie od niego zaczęły się wszelkie moje przemyślenia na temat mojej własnej uległości i oddania... Ale to następnym razem.

Przede wszystkim to po wczorajszych zakupach od razu były testy. Jajeczko (a jakże) poszło na pierwszy ogień-spory zasięg, choć wsadziłam mu już ciut używane baterie to dawał radę. Kazał mi je tak trzymać ponad dwie godziny, niemal do wyczerpania mocy.
Przy okazji sobie pooglądał zabawki, kazał nastawić się na wieczór.

Wieczór.

Po umyciu, Pan nakazał się wypiąć i z łatwością wsunął kitkę. Stalowy koreczek, mimo że taki maleńki dość mnie uwierał do pewnego momentu. Później spiął mi dłonie do stóp, więc leżałam na plecach cała otwarta, a w lustrze z przodu majaczyła gdzieś ta różowa kitka...
Dostałam gratis jajeczko w cipkę, wibrację na obie piersi i łechtaczkę.... Wiłam się, dopóki nie doszłam, na co Pan tylko czekał, żeby wejść (uprzednio wyjmując jajko, zostawiając jednak korek w tyłku, który przyjemnie masował).
Proste założenie-ja sama sobą Mu zrobię dobrze, kiedy będę się wiła pod wibracjami wszelkiego typu, gdzie była to jedna z fantazji Pana-podpiąć mnie pod jak najwięcej stymulatorów wibrujących po czym korzystać. Czułam się jak seks zabawka.

Czy ktoś próbował kiedyś zaraz po orgazmie być podpiętym dalej pod wibracje? TORTURA! Dla ciała i duszy, gdzie ciało bezwiednie próbuje się wydostać z tej za przyjemnej pułapki-a Pan wtedy właśnie trzyma mocno, dociska do cipki wandę, dodatkowo ograniczone ruchy rąk i nóg, które są związane... Zwykle robię chwilę przerwy między orgazmami, bo jest to stanowczo za przyjemne, wręcz bolesne. Psychicznie wie się, że zaraz nastąpi zderzenie z murem. Ale. Po przetrzymaniu tego na siłę dosłownie... 
No właśnie. Mnie wyrwało z ciała.

Powtarzam się-nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Biorąc pod uwagę wcześniejsze moje 'nigdy'-to nawet się nie umywają, a już wtedy nie mogłam dojść tak szybko do siebie. Wiedziałam, że wyglądam dziwnie, czułam napięcie dosłownie każdego jednego mięśnia w ciele. Czułam pulsacje na cyckach, czułam pulsacje na łechtaczce, czułam pulsacje w cipce i w tyłku. Byłam jednym wielkim orgazmem, gdzie miałam wrażenie że patrzę na siebie z boku i widzę, jak wyginam się pod Jego dłońmi, które teraz coraz brutalniej mnie oplatały. Miałam wrażenie, że Pan traci jakoś kontrolę nad sobą,  coraz mocniej wbijając mi się w pierś stymulatorem wciskając ją bardzo boleśnie do środka. Z odruchu Go przystopowałam-nie wiem, po co, zadziałałam instynktownie. Miałam wrażenie, że to jeszcze nie ten moment, nie ta chwila po czymś tak wielkim i nowym. Nie wiem, ale jak później rozmawialiśmy, to przyznał mi rację. To pozwoliło przeminąć mojemu poczuciu winy, że nie dałam rady-dać bym dała, ale prawdopodobnie zepsułabym cały ten efekt.

Ogólnie jeszcze długo nie mogłam wstać, plątałam słowa, mocno nawilgotniałam. Pan był zadowolony.
A ja...
Naszły mnie refleksje. Sama przenigdy nie doszłabym do tego punktu. Nigdy samodzielnie nie przeżyłabym tego, co od Jego działań. To jest trochę przerażające, że da się zajść jeszcze dalej-gdzie już myślałam, że to granica, dalej nic nie ma.
Za każdym takim razem okazuje się, że byłam w błędzie. I za każdym takim razem mam wrażenie, że Pan 'zjada' moje orgazmy. To Jego siła, budulec, bodziec. Obietnica dalszych działań, dalszego przesuwania się do przodu. Jest stanowczo fetyszystą na tym punkcie, mój orgazm wzmacnia Jego własny.
Jak oddaję się Jemu we władanie, to jakbym pływała w oceanie. Wolność, wyłączam się, jestem Jego.




wtorek, 20 marca 2018

zakupowo

trochę zapasów uzupełniam ;)
Myślałam, że wytrzymam do wieczora, ale nie potrafię mieć tajemnic przed Panem...
(nawet to, że zamówiłam coś ekstra powiedziałam tylko, że jest ekstra paczka)

W końcu mam stymulator ! 


Szczerze, to spodziewałam się naprawdę sporych doznań, biorąc pod uwagę, że domowe diy dało radę. Tu jest bezpieczniejsza końcówka.... Ale jestem mocno niewrażliwa! Całkowicie nie daje rady na mojej łechtaczce :( za to na innych częściach ciała jest ciekawie więc Pan ma pełne pole do popisu. Znowu pewnie sadystycznie będzie się nade mną pastwił i zmuszał do dochodzenia raz po raz.


Jajeczko na pilota.


 Jajeczko jest duże, konkretne-i mocno wibruje. Zgodnie z opisem-jest ciche, nawet jeśli ktoś stoi obok to dopiero przy kompletnej ciszy jest w stanie wychwycić dźwięk. Zasięg jest ok, w mieszkaniu się sprawdza. Na razie wzięłam to tańsze, ale przymierzam się do kupna tego na bluetooth-Pan za każdym razem jak gdzieś wychodzimy, to ubolewa nad faktem, że jest tak zwyczajnie. To liczę na miłą (lub nie) odmianę.

najniższy tryb wibracji! ;)


Jako trzeci koreczek analny stalowy, w kształcie puchatego (i wściekle różowego) króliczego ogonka.
Za dużo się w tej stali gładkiej odbija, stąd brak zdjęcia-ale na allegro chociażby jest pełno wzorów i kolorów, także rozmiarów koreczka.

Koreczki analne
Ciężkie (serio, są naprawdę ciążące), porządne, gładkie... i zimne! Ale łatwo je ogrzać..
No zobaczymy, jaki Pan z nich zrobi użytek


 największy mój dotychczasowy


 szyszek dla porównania, jest mniejszy, ale wypuklejszy



 Jestem zadowolona z zakupów :)

poniedziałek, 19 marca 2018

całkiem zwyczajny dzień

Wstaliśmy rano, dosyć późno (starsza córka poza domem, a młodsza spała długo).

W samych spodenkach jedynie zjadłam śniadanie.

Później seks, najpierw w łazience-a później przenieśliśmy się na łóżko, gdzie przejęłam całkowicie inicjatywę i pojeździłam, na prośbę Pana.
Później Pan powiedział coś, co źle odebrałam-i spowodowało to mój płacz i Jego irytację. Ukarał mnie, za to że znowu próbowałam coś potraktować po swojemu i nie zapytałam, tylko od razu wysnułam wnioski.

Nauczona poprzednimi karami, przyszłam od razu przepraszać i bardzo pokornie przytuliłam się do nogi. Pan wybaczył i pogłaskał.
Dużo rozmawialiśmy.

Później mieliśmy mały wyjazd, odebraliśmy córkę i wróciliśmy do domu. Gdzieś w tym, Pan podjął zakład o rację, gdzie stawką było miłe klepanko wybranym przez wygranego narzędziem.
Wygrałam :) Nie powiem, to jedno z moich ukrytych pragnień, już samo, że Pan wyraził zgodę na ten eksperyment.
Popołudnie upłynęło cicho i spokojnie, oboje odpoczęliśmy przy swoich sprawach, później ogarnęliśmy dziewczynki do spania.

Wygrany zakład wykonałam z chęcią.
Pan ma wysoki próg bólu i to prowizoryczne klepanko było świetnym masażem dla Niego (cały czas miał ciarki). Starałam się jak najbardziej umiejętnie używać wybranych przez siebie narzędzi, naprawdę się starałam zadowolić Go (i kto wygrał tak naprawdę?:) )

Później się role odwróciły i już nie było tak fajnie, choć linijka bolała najmniej. Za to trzepaka po paru razach miałam dość-chyba jestem w tym czasie cyklu, w którym mój próg bólowy niebezpiecznie się obniżył jeszcze bardziej... Pomimo że chcę, ciało nie nadąża za potrzebami.
Trochę mnie to irytuje, ale... co miesiąc ta sama historia.

Później po prostu się przytuliliśmy.

sobota, 17 marca 2018

mumia

Albo raczej kokon, który przypominał zwłoki.

Sesja treningowa.

Taką rolę odegraliśmy wczoraj-już jakiś czas temu rzuciłam propozycję Panu, że chciałabym doświadczyć mumifikacji, a Pan to rozważył i w końcu wyraził zgodę.
Zanim podjęliśmy jakiekolwiek działanie, poczytaliśmy instruktaż, możliwe reakcje organizmu, możliwe kombinacje. Użyliśmy czarnego stretchu (50 cm szerokości).

Byłam zawinięta 55 minut.
Dużo, niedużo? Chciałam więcej...
Ale jak na pierwszy raz całkiem ok, w ogóle nie czuć było upływu czasu i to Pan musiał mnie pilnować z zegarkiem (dosłownie) w ręku.
Zaczął od stóp, powoli pnąc się do góry. Głowę owinął również, wycinając palcem otwór na nos i usta. Przyznaję-wystraszyłam się, kiedy zaczął owijać głowę.
Zapomniał też zabezpieczyć sutki, przez co dostał się już po zawinięciu tylko do jednego.
Strecz przylega ciasno do ciała, nie ma możliwości wsunąć palec pod zawinięcia..
Pan na pierwszy raz nie kneblował mi ust, ani nie owijał dodatkowo taśmą-potrzebował mnie trochę powyginać i porozmawiać.
Bardzo dziwne uczucie. Miałam wrażenie że moje ciało nie jest moje. Byłam całkowicie zdana na łaskę Pana, a On wykorzystał sytuację. Wyciął otwór w miejscu cipki, zerżnął mnie zaraz po zawinięciu i ze spermą która się rozlała wszędzie owinął z powrotem. I tak leżałam do końca, gdzie Pan dłonią uderzał po ciele, a klapsy rozchodziły się jak fala. Poza tym, czułam jak się delikatnie pocę.
Myślałam, że zacznę marznąć w tej folii, ale było mi w sam raz. Nie jestem oczywiście pewna co by było, gdyby Pan zostawił mnie samą sobie. Z takich skutków ubocznych czułam jedynie suchość w ustach.

Po rozwinięciu dopiero zobaczyłam, ile śladów zostało na skórze, choć nie czułam że cokolwiek się odciska. Ciężko było również od razu wstać, dziwne odrętwienie na nogach. Pamiętam zwykle, że po intensywnych doznaniach nie powinno się gwałtownie podnosić, ale tu w zasadzie było leżenie... Muszę to zapamiętać na następne razy które będą-bo Panu baaardzo się podobał ten proces.


Sesja właściwa.

Dzisiaj... I nie wyszła.
Na pewno na plus tym razem zakrętki na sutkach ułatwiły ich znalezienie i wydobycie. Na plus szczelniejsze zawinięcie, dokładniejsze. Na plus niesamowite odczucia, dużo intensywniejsze.
Na minus ciężkie oddychanie przy zawijaniu głowy. Na minus drętwienie dłoni i szybka utrata czucia. Na minus umieszczenie wandy dociśniętej do łechtaczki... a zawiniętej przy nogach.

Zaczął owijać od góry, przez co odruchowo ruszałam ramionami-co skutkowało traceniem czucia w jednej ręce po ok 20 minutach. Dodatkowo zawinięta wanda generowała ciepło, które nie miało gdzie uciekać... i w skutku lekko mnie obtarła-ból swędząco piekący.

Chujowo, ale co zrobić. Nie może być tak, że coś, co wprowadzamy dopiero wiemy jak stosować... A przynajmniej na następny raz już wiemy, czego unikać, co ulepszyć, co wyrzucić. Testy, testy, testy...

czwartek, 15 marca 2018

a gdyby tak...


Któregoś dnia, nie bacząc na nic-na otoczenie, ludzi wokół...
Po prostu klęknąć jak zawsze u Jego stóp.
On wtedy jak zawsze mnie pogłaszcze po głowie lub za uchem.

Powoli uwiera mnie, że musimy być za kurtyną, że mamy opory...
Dzieci, środowisko, rodzina.
Praca Pana, gdzie im wyżej na świeczniku, tym gorzej.

Są rzeczy, na które po prostu nie możemy sobie pozwolić.




skacz, saro, skacz

Pan powoli przechodzi transformację. Powoli zamienia się w Kogoś, Kogo widziałam na początku naszego związku. Ten cień, który wiecznie się za Nim ciągnął, a którego nie mogłam zidentyfikować, coraz częściej wychodzi na zewnątrz.
Nie mówię że to źle-wręcz żałuję, że dopiero teraz, ale wszystko ma swój czas i miejsce-gdybym na początku naszej wspólnej drogi to zobaczyła, pewnie mocno bym się zawahała, czy powinnam iść dalej z tym człowiekiem.

Ale jestem tu i teraz, a że jestem z Nim-to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć w życiu, choć wiele razy miałam chwile zwątpienia.

Wczoraj Pan znowu kazał mi patrzeć na siebie do lustra-tym razem nago na trampolinie-jestem słusznej wagi, stąd nie lubię się (jeszcze) sobie przyglądać. Walczę z tym, ćwiczę i pilnuję jedzenia, ale to mozolny i długi proces, nie na teraz do rozważań. Skutek jest taki, że po obu ciążach mocno nie podoba mi się to, co stało się z moim ciałem (cycuszki urosły 2 rozmiary, wiec to jedyny plus).
Ale Pan tłucze mi to do głowy, że mam siebie zaakceptować, bo On mnie akceptuje-i niedopuszczalne jest teraz inne myślenie.
Oczywiście uderzenia trzepaczką i ręką za każde odwrócenie wzroku-tudzież niewykonanie skoku. Pan klaskał-i ile razy klasnął, tyle skoków miałam wykonać.

Później z włożonymi 4 kulkami tak, żeby nie wypadły. Włożył te kulki, a ja jeszcze obolała po dniu wcześniejszym (hak w cipce przywiązany do obroży i całkiem miłe, lecz konkretne rżniątko analne-swoją drogą pochylać się do przodu w haku... bardzo uciska na cewkę moczową powodując symulowane parcie na pęcherz).
Ciągle skakać przez 5 minut. Później 20 minut bujania się siedząc po turecku, obserwowania siebie, dotykania się, przyglądania się samej sobie.
Pan chce, żebym częściej zadowalało go 'na jeźdźca' i robiła to tak, żeby był zadowolony z tego co widzi. Ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć.
Jak już zeszłam z tej trampoliny, to Pan zaczepił mi sporo klamerek na piersi, ciało i wargę. Kazał mi skakać-żeby sprawdzić, czy klamerki pospadają.. Wzmocniło to orgazm, który mi podarował (to Pan obsługuje wandę i wszelkie jej modyfikacje). Po, pozwolił mi doprowadzić siebie na jeźdźca.
Z tą pozycją jest tak, że jest dla mnie niesamowicie... orgazmowa, przez co zwykle odpływam w moment. Orgazmy mnie męczą, tracę szybciej siły, przezywam zawsze z zamkniętymi oczami. Ale od tej pory muszę się postarać patrzeć na Pana.
TA MINA. 
Ta kurewsko zadowolona mina, to powolne odpływanie w rozkosz.. Och.
W każdym razie po wszystkim padłam-i przykleiłam się plecami do podłogi, błagając Pana o jeszcze jeden orgazm.





środa, 14 marca 2018

moja fantazja (do zrealizowania) #2

Coś robię, a Ty podchodzisz od tyłu i łapiesz mnie za włosy, drugą ręką dociskasz do siebie.
Szepczesz mi do ucha, że mam 10 minut na prysznic, po którym mam nago przyjść do pokoju.
Wykonuje polecenie, zdążyłam..
Ledwie przekroczyłam próg pokoju, Ty, poczekawszy przy wejściu łapiesz mnie i zakładasz opaskę na oczy. Jestem zdezorientowana, taka nagła ciemność momentalnie wyostrza moje pozostałe zmysły.
Czuję Twój zapach-znaczy jesteś gdzieś z boku. Słyszę Twój oddech, delikatne stąpanie Twoich stóp i odgłos, którego nie jestem w stanie zidentyfikować. Miękki, lekko skrzypiący. Słyszę również jak bierzesz moją ulubioną trzepaczkę-ma taki charakterystyczny dźwięk, kiedy bierzesz ją do ręki, a potem robisz zamach.
Jeden, drugi, trzeci. Czuję przyjemne pieczenie na dużych obszarach ciała. Pośladki, uda, plecy.

Zaczynasz mi tłumaczyć zasady tej gry-przez 20 minut mam chodzić tylko po kwadratach wiedziona jedynie Twoim głosem i naprowadzaczem w postaci trzepaczki w przypadku wyjścia poza niego. Co kwadrat będziesz mi zadawał pytanie na które muszę odpowiedzieć, żeby pójść dalej. Mam 'zaliczyć' wszystkie.
Taka doroślejsza i ciut ulepszona wersja dziecięcej gry "podłoga to lawa". 
Kwadraty poczuję pod stopą, są piankowe (więc to to słyszałam), ale nie wiem jak i gdzie są rozłożone na podłodze, nie zdążyłam w ogóle zarejestrować tego, że na niej coś leży. Kwadratów jest 10. 
Z uśmieszkiem życzysz mi powodzenia i dajesz zachętę w postaci trzepnięcia w prawy pośladek, po czym słyszę piknięcie stopera.

Więc zaczynam, od prawej nogi, wiedziona Twoimi podpowiedziami, udaje mi się tąpnąć na kwadrat pierwszy. Zadajesz mi pytanie, czy chcę pieszczotę na piersi. Tak! Panie, chcę. To było podchwytliwe pytanie, bowiem zarobiłam po dwie klamerki (te małe drewniane france) na każdą pierś. 
Idę dalej, lewą stopą w powietrzu jakoś magicznie próbuję wyczuć gdzie jest kwadrat. Bach, zahaczam o niego dużym palcem, jednak reszta stopy ląduje poza.
Uderzenie w lewe udo pieczo bardzo. Nie muszę go widzieć, żeby wiedzieć, że odcisnął się misterny wzorek ułożonych wiklinek. Cofam stopę na właściwe pole i znów pytanie. Czy uwierają mnie te klamerki, które dostałam przed chwilą. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że jeszcze ich nie czuję, że pewnie z czasem, jak zwykle, zaczną dokuczać coraz bardziej. Głaszczesz mnie po piersiach, po czym dopinasz kolejne dwie. 
I znów podpowiedzi, przeszłam kolejny kwadrat i pytanie, czy jestem już mokra. Sprawdzam ręką, idealna wilgoć-jeszcze się nie wylewa, ale już umożliwi swobodne wejście. Każesz mi wziąć palce do buzi (wykonuję) i kieruje mnie dalej. 
Kolejny, czwarty kwadrat znajduję po dłuższym wahaniu stopą w powietrzu. Tym razem pytanie, jak tam mój tyłeczek. Odpowiadam, że tak jak zawsze-gotowy na wszystko. I czuję po chwili ten mentolowy żel i wślizgujący się Twój palec. Albo dwa palce. Nie wiem, odczuwam coraz większą przyjemność, klamerki zaczynają mnie szczypać, ale po chwili wyciągasz palce z mojego tyłka i każesz iść dalej.
Ale przede mną jeszcze trochę do przejścia. Piąty kwadrat znajduję za drugim podejściem, zarabiając wiklinką w udo prawe i oba pośladki. Tym razem zapytałeś, czy chcę 2 czy 4 klamerki. Odpowiadam, że dwie. Kolejne dołączają, to już po sześć na każdej i ciągną mnie coraz bardziej. Zaczynam się za bardzo skupiać na tym, że mnie szczypie oraz na tym, że pieką mnie ślady na nogach i nie trafiam w szósty kwadrat. Tym razem dostaję w plecy.
Delikatnie tąpnęłam, z ulgą na ten szósty kwadrat. Pytasz, na jakie nowe 'zabawki' patrzyłam na internecie. Więc staram się skupić, szklane korki analne, kulki gejszy na bluetooth. Kształty, kolory, cena.
Siódmy kwadrat trafiam znowu, tym razem każesz wystawić język-i zapinasz na nim trzy klamerki. Ból, ból, ból... Pytasz, czy boli-z klamerkami na języku wychodzi seplenienie więc tylko kiwam głową że tak. 
Na ósmy również udaje mi się stanąć bez pomyłki-więc decydujesz 'o kole ratunkowym' do wykorzystania. Czyli przewlekasz sznureczek przez klamerki na moich piersiach i, ciągnąc za nie, prowadzisz mnie na kwadrat 9. Tu pytasz mnie, czy mam dość-kiwam głową że nie, choć ból z kroku na krok stawał się nie do wytrzymania. Zawsze staram się przeskoczyć coraz dalej i dalej swoje własne ograniczenia-a na takim końcu już wstyd się poddać. 
Kwadrat numer 10 trafiam stopą dopiero za trzecim podejściem, zarabiając uderzenie w ramiona i w brzuch.
Na stoperze zostały jeszcze niecałe 3 minuty-to oznacza zadanie wykonane. Zdejmujesz mi opaskę, patrzysz na mnie w taki sposób w jaki lubię-jesteś dumny. I widzę, że teraz chcesz wejść we mnie, zatopić się, zrobić sobie mną dobrze. Powoli zdejmujesz wszystkie klamerki, jako ostatnie zdejmujesz te z języka. 
Całujesz go, masujesz swoim językiem. Wchodzisz od tyłu bez problemu-wyciekająca wydzielina zaczęła spływać już po nogach. A ja odlatuję. Ból po prostu przekuł się w rozkosz.


poniedziałek, 12 marca 2018

rape play


Mam fantazje, które mogą zostać zrealizowane tylko w hermetycznych warunkach, lub nie mogą wychodzić poza krawędź mojej głowy dla mojego własnego bezpieczeństwa psychicznego.

Ponieważ ufam Mu, mogę Mu się oddać bezgranicznie i wiem, że On będzie wiedział kiedy przestać (mamy hasło bezpieczeństwa, i naprawdę bardzo rzadko go używam), możemy sobie pozwolić na coś więcej, co stanowczo przekracza wszelkie ramy etyki i zrozumienia, a już po wszystkim możemy przejść do porządku dziennego.

To jest paradoksem samo w sobie, gdzie panicznie boję się gwałtu realnego, już na samą myśl pocę się ze strachu, nie jestem w stanie nawet oglądać filmów zawierających takie sceny-ale rape play zaspokaja moją swoistą potrzebę, prowadząc mnie w takie rejony, że mogę o tym opowiedzieć jedynie mojemu Panu. To jest też jedno z kryterium w pornosach (zależy od nastroju czego w danym momencie szukam), które lubię oglądać. Kto to zrozumie?
Mój paradoks jednak oboje akceptujemy. Wręcz oboje mamy ukierunkowane potrzeby tego typu.
Idea odegrania tej sceny wlokła się za mną jeszcze zanim weszliśmy w relację, pierwsza próba miała miejsce lata temu (początki związku). Było szybko, bardzo brutalnie i bardzo bezosobowo-i bardzo to przeżyłam, najpierw negatywnie, ale później coraz częściej łapałam się na myśleniu o tamtej sytuacji.
Obecnie Pan od czasu do czasu wchodzi w tą rolę, a ja się temu poddaję i bardzo osobiście to przeżywam, zatracając się w tym, co ze mną robi.

I wczoraj była właśnie ta scena, z racji pory (środek nocy), nie bawiliśmy się w żadne inne konwenanse. Po wszystkim po prostu wtuliliśmy się w siebie i zasnęliśmy.








piątek, 9 marca 2018

spotkanie przed lustrem

Za to, co zrobiłam, Pan zapowiedział 40 uderzeń.
Psychicznie byłam na to gotowa, wiem co zrobiłam, szok, że Pan zadecydował tylko tyle.

Ale kara nie przychodzi i nie przychodzi (zwykle jest od razu), zaczęłam się lekko niepokoić. Ale nie dopytuję, może Mu się zapomniało (taa, jasne).

Wieczorem (o ustalonej godzinie) kazał się umyć i przyjść nago do pokoju.
Na środku stało złożone łózko, na nim mały stolik kawowy-moim zadaniem było przejść na drugą stronę (za część złożoną).
Przywiązał mi nogi w rozkroku na sznurku do nóg łózka, wygiął w pół a z przodu przywiązał ręce do stolika. Leżałam piersiami i brzuchem na poduszkach tych ozdobnych-przez co pociłam się bardziej jak zwykle (niebawełniane). Nie miałam zbytnio pola do ruchu, chyba że bardziej nogami się rozjechać.
Byłam idealnie naprzeciwko lustra-specjalnie, Pan wie, że muszę się za każdym razem przełamywać.. I skutecznie mi w tym pomagał, trzymając moją głowe prosto za włosy i zmuszając oczy, żeby ich nie zamykać.
Użył wandy żeby doprowadzić mnie do orgazmu po czym wymierzył 40 razów na ciało z pejcza. Bolało, no ale... miało.

Kiedy skończył, zapalił świeczkę i wszedł we mnie.

Świece z wosku pszczelego mają to do siebie, że:
- nie rozbryzgują tak bardzo
- ładnie pachną
- są naturalne
- wosk jest gęsty
- i przez to temperatura topnienia to ok 63 stopni.

Wiadomo, im bliżej ciała tym bardziej boli. A Pan trzymał tą świeczkę coraz niżej i niżej, posuwając mnie jednocześnie, żebym wiła się na Jego penisie od ciągle spadających strużek wosku. Bolało, bardzo. Ale bolało, jednocześnie sprawiając przyjemność, żeby przejść w jeszcze większy ból-i tak ciągle. Doszłam trzy razy, zanim ze mną skończył.

Co do usuwania wosku-mniej mnie boli, kiedy schodzi pod pejczem ;) Bo odrywanie kropelek ciągnęło mnie niesamowicie za włoski w bardzo nieprzyjemny sposób.

Zauważyłam też, że chyba zwiększył mi się próg bólu-albo jest to uzależnione po prostu od cyklu.

To nie była jakoś specjalnie długa sesja, ale Pan posiadł mnie w sposób, którego potrzebowałam, żeby stanąć do pionu. Chyba On sam również potrzebował tego w takiej formie... Pomimo, że było to zaległe z dnia, w którym było nieporozumienie.




środa, 7 marca 2018

osobiste

Czasem się nie dogadamy jak trzeba...I później przez takie nieporozumienia dostaję kary.



Wczoraj miało być miło, miałam do wykonania określone zadanie (praca domowa, składanie prania), dostałam dwa jajeczka "na rozruch".. Chciałam tego, cały dzień na to czekałam, nie lubię robić tego sama, bo cały dzień jestem sama w domu. Tak zwyczajnie po prostu robić coś i móc jednocześnie rozmawiać-zwłaszcza że dzień był ciężkawy, mieliśmy przymusową wyprawę, nie napiliśmy się wspólnie kawy-jak co dzień.
Ale nieraz już było tak, że jeśli się na coś nastawiałam, to szlag to trafiał.

W trakcie składania musiałam przyjść do Pana i poprosić o wyjęcie jajeczek, kwestie bezpieczeństwa (jedno się przepaliło). Tak, cały czas starałam się ogarnąć szybko i sprawnie, ale milczałam, bo widziałam że Pan jest zajęty, miał swoje prace. I to było pierwsze nieporozumienie-bo siedziałam cicho sądząc, że nie powinnam się odzywać-a przecież z tą pracą specjalnie do wieczora zwlekłam..
Drugie nieporozumienie jest takie, że kiedy Pan nie dał wiary w moje odpowiedzi (miałam być szczera i jestem szczera z Nim zawsze), więc po prostu mówiłam to, co chciał usłyszeć. Na złość, wkurzyłam się, że mi nie uwierzył.. Bo w końcu nic innego do Niego nie trafiało, więc ja poddałam się na początku z tłumaczeniem.
I za takie pyskowanie dostałam karę. Zignorował mnie, przerwał wszystko, kazał iść spać.

Bardzo mocną jak dla mnie. Zawiódł się, a ja początkowo tego nie rozumiałam, za co w ogóle dostaję karę i poczułam naprawdę mocne odrzucenie-do tego stopnia że wróciły mi stare lęki, rozsypałam się na kawałki i po prostu leżałam. Zapytałam Pana czy mogę chociaż przyjść się przytulić-bo jak tak spadam, to muszę się czegoś chwycić.
Mam problemy, w chwilach głębokiego stresu organizm wariuje, odruchowo uspokajam się zadając sobie ból.  Chciałam tego uniknąć. Ale Pan nie wyraził zgody.

Przyszedł do sypialni jakiś czas później, położył się na drugim końcu świata (łóżka).

Przełamałam się i dotknęłam kawałka Jego skóry, z pokorą jeszcze raz zaczęłam od początku. Rozmawialiśmy. Przeprosiłam szczerze. Przytuliłam się (mogłam!). Bardzo płakałam. Ale pomimo że wyrzuciłam to z siebie, wiem dlaczego zostałam ukarana, nie neguję tego i wiem, że będę dążyć do tego, żeby powtórki nie było-to dalej jestem po prostu rozsypana.
kary psychiczne mają to do siebie, że nie  widać, kiedy wychodzą poza granice. W takich momentach wolę być bita do śladów-będzie skuteczne, ustawi mnie. Ale to jest w kwestii Pana, jakiego instrumentu użyje żeby mnie ukarać.

Chcę Mu się poddawać zawsze, chcę się sprawować jak najlepiej. Chcę to robić z ochotą i z niewymuszonym uśmiechem. Ale jestem tylko człowiekiem i są rzeczy których nie rozumiem, trzeba mi je wytłumaczyć. Nie chcę sobie dopowiadać, bo to jest w ogóle niewłaściwy kierunek.

Nie wiem, jak dzisiaj będę Mu patrzeć w oczy, kiedy wróci.




poniedziałek, 5 marca 2018

warte odnotowania

Wczoraj była taka mała sesja.
Ok, nie mała, skończyliśmy po północy, co przy poniedziałku jest kiepskim pomysłem.

Znalazłam na necie urządzonko o wdzięcznej nazwie 'clit stimulator'.
To wygląda dosłownie jak mała antenka, z okrągłym czubeczkiem:




zdjęcie z aukcji, a aukcja dostępna TU


Jako że kosztuje ile kosztuje-żeby sprawdzić, czy jest w ogóle jakaś różnica na łechtaczce, w porównaniu do tego, co mamy, Pan kreatywnie podszedł do tematu.
Drut zaokrąglony na końcu (taki do dziergania robótek) doczepiony do wandy w taki sposób, żeby drgania przeniosły się na ta końcówkę, trochę nawilżenia na łechtaczce i....
Chyba to kupimy. Co ja mówię.. raczej na pewno niedługo to urządzonko u nas zagości.

Przede wszystkim zupełnie inna droga na dojście, bardzo szybka, bardzo intensywna i do tej pory jak sobie to wspomnę to mnie ściska w gardle i w stopach (to co odczuwałam dochodząc).

Może się wydawać, że ja łatwo wpadam w zachwyt-ale pewnie dlatego że testuję tylko to, co chcę testować i co może przynieść dobre efekty. Lubię dochodzić, a Pan spektakularne dojścia ma jako swój osobisty fetysz (znaczy ja dochodzę w kosmos a Pan się spełnia absolutnie).
Seks po takim orgazmie smakuje dużo lepiej :)

A jako, że lało się ze mnie po wszystkim aż miło, Pan zadecydował o kolejnej próbie fistu waginalnego.
I mimo warunków i żelu (letko znieczulającego) dalej nie bangla.
Pan wyczuwa twardy mięsień który nie chce ustąpić, ja z kolei czułam Jego dłoń dosłownie w kościach.
Być może anatomicznie nie wyrabiam, ale nie zamykamy się na to, jeszcze będziemy próbować, dopóki widzimy możliwości.
Ale 4 palce i wanda to świetna sprawa również. Wciąż jestem dobrej myśli jeśli chodzi o całą dłoń.

Natomiast co do sesji-wykończyło mnie to. To intensywne dochodzenie, te wszystkie działania Pana.
Do tego stopnia, że padłam na łózko, a Pan dał mi klapsa na pobudkę, którego nie czułam. W zasadzie nawet nie zarejestrowałam tego faktu, dopiero jak o tym wspomniał to mi się przypomniało.
 
Warte odnotowania-pomimo, że oddałam się Panu we władanie, to dopiero podczas stosunku wczoraj poczułam coś dziwnego. Doszłam, ale Pan dalej trzymał wandę (po orgazmie kiedy robi się za przyjemnie, to staje się to wręcz bolesne). Oczywiście tak było i tym razem ale poddałam się temu.
Nie umiem tego dobrze opisać.
Jakbym wyszła z siebie, a Pan trzymał to wszystko w swoich rękach. Całkowite oddanie, to czułam, można powiedzieć że namacalnie. A przecież uczestniczę w sesjach, oddaję się Mu-to jednak poszedł o krok dalej a ja nie protestowałam. Poddałam się Mu, temu co ma zamiar zrobić, cokolwiek by to nie było.







sobota, 3 marca 2018

chciałam od dawna

Od dawna chodziło mi po głowie umycie podłóg całkowicie nago, na kolanach.

Zrealizowałam dzisiaj, spontanicznie. Po raz pierwszy, choć przecież wiele razy wykonywałam tę czynność zwyczajnie.

Rozebrałam się, naszykowałam wiaderko z wodą i szmatkę.
Powoli, dokładnie, podłoga w kolejnych pomieszczeniach, zaczęłam od tego, w którym był Pan.
Jego spojrzenie-właśnie tak chciałam, żeby na mnie patrzył. Tak uwielbiam, kiedy na mnie patrzy.
Czułam cały czas ten wzrok na sobie-i to wystarczyło, żebym się podnieciła.
Szybko dosyć do mnie podszedł, od tyłu.. Niestety skończyć musieliśmy w łazience, z racji tego, że na środku pokoju możemy szybko zostać nakryci.
Taka prosta, mała rzecz a cieszy.

Pan oczywiście miał uwagi korygujące, że przydałaby mi się 'obstawa z tyłu', pilnująca, czy dobrze wykonuję tę czynność, oraz ewentualny 'motywator' w postaci trzepaczki korygujący niedociągnięcia.
O tak, Panie, jestem bardzo za!
Mycie podłóg nago chciałabym powtarzać często, tak często że w sumie mogę to robić cały czas. Ograniczają mnie jednak dzieci. Pozostaje mi szukać pół do manewrów, poza zasięgiem wzroku.

Co ciekawe, moje fantazje dotyczą tylko mycia podłóg, nie mogę sobie na chwilę obecną przetworzyć w ten sposób żadnej innej czynności porządkowej.

Dobrze, że mój Pan dał mi wolną rękę w realizacji swoich 'marzeń'-oczywiście zanim zrealizuję daną rzecz, pytam o zdanie i pozwolenie.

czwartek, 1 marca 2018

imbir po raz pierwszy!


Tyle osób polecało ten korzeń, że nie mogliśmy nie spróbować.

Przede wszystkim, zaczęliśmy od małego kawałka i przyłożenia go do skóry-żeby wykluczyć wszelkie alergie. Ale jeśli nie ma pokarmowej, to uprzejmie założyłam, że skórna również nie wystąpi.
Później imbir trafił tam, gdzie miał trafić.

Cholerne pieczenie jakbym na żarzących się węglach usiadła. Żeby imbir dłużej działał, Pan skrobał go łyżką (można go również nakłuwać). Nie trzymałam go długo-jednak wystarczająco, żebym czuła żar, a po wyjęciu kawałka odrętwienie.
Wzmacnia orgazm przez to odczucie. Rozgrzewa w sposób dziwny.

Nie jestem w stanie określić, czy dla mnie byłby karą, czy nagrodą, może dlatego, że nie bawiliśmy się nim długo.
Na pewno karą byłoby trzymanie go określony czas, będąc unieruchomioną.
Na pewno nagrodą będzie orgazm po wyjęciu go z cipki/tyłka.

Na pewno stwarza nowe możliwości :)