Wiecie, co bywa najgorsze? Cofanie się.
Ale czasem to konieczne.
Ostatnio był mały "wypadek przy pracy"-podczas rp Pan z impetem i siłą wszedł w tyłek. Nieprzygotowany, nierozciągnięty. Niesamowity-bo rozrywający głowę ból.
Miałam wrażenie w pierwszym momencie że pękłam, krew się polała...
Wiadomo-w moment przestał, zaczął uspokajać, wycierać łzy. Tuląc, zaprowadził do łazienki. Nie było mowy o kontynuacji.
I ból został w głowie, dziwnie znajome uczucie jak wtedy, kiedy przerwaliśmy wszelka analną działalność na długo.
Wczoraj Pan wykonał seans, ale po przywiązaniu mnie do pufki widziałam, jak szuka szklanych korków. Jak się na nie cieszyłam, tak teraz panicznie się spięłam. Zaczął od miniaturki stalowej, żeby trochę rozciągnąć i paru 'razów' trzepakiem, na rozruch. Poprzypinał klamerki, na piersi, na uda, tyłek i język. Powoli górował nade mną, realizował swoje plany, uderzał mnie w różne części ciała floggerkiem i trzepakiem, ale nie mogłam się skupić tak, jakbym chciała. Wyjęcie stalowego i wkładanie szkiełka mnie przeraziło-zaczął od tego z wypustkami, ale najszerszy moment nie chciał przejść. Więc rozciągnął mnie tym ciut większym, ale gładkim, gdzie bez problemu naciągnęłam się jak trzeba.
Ja cały czas czułam ból-ten charakterystyczny naciągnięty boleśnie mięsień. Zacisnęłam zęby-nie po to starałam się tyle z siebie dawać, przekonywać i ćwiczyć, żeby teraz położyć sesję. Zwłaszcza, że po to je kupiłam, żeby się nimi cieszyć. Fizycznie lekki dyskomfort, taki jak zawsze, a psychicznie ciągle oczekiwałam bólu. Prosiłam Pana w trakcie, żeby nie przerywał, ale robił powoli, stopując co chwila. Rozciągnął mi tyłek tak, że ten wypustkowy dosłownie wskoczył w odbyt.
Po tym pościągał ze mnie klamerki, pozwolił wstać i położyć się na plecach, tuż przed Nim.
Zaczepił mi spinacze na sutkach i zaczął masaż cipki wandą (przy zaciskaniu się korek z wypustkami.. masował bosko). I dopiero wtedy strach mnie opuścił, rozluźniłam się, było tak, jak miało być. Klamerki, które w trakcie doczepiał mi na ciało-w ogóle nieodczuwalne, poza tymi na sutkach, które zdejmował.. I znowu zaciskał (mniej bolało ponowne zaciśnięcie, kiedy była dłuższa przerwa), sutki, piersi, uda. Orgazm Mu się podobał, ale miał problemy z wejściem, bo nie mogłam zgiąć nogi.
I wszystko ok, do momentu ogarniania się już po. Korek próbowałam wyjąć sama, ale stwierdziłam, że poproszę Pana o pomoc. Nie cierpię tego momentu w którym od razu ta najszersza część wychodzi-a szklane są niesamowicie... śliskie i szyszek dosłownie wyskoczył, co spowodowało ból-ale krótkotrwały. Wystarczający jednak do spięcia wszystkich mięśni i szybkiego przypomnienia.
Nie chcę się poddawać temu uczuciu. Ja wiem, że to pierdoła, ale kiedy mam czerpać czystą przyjemność z tego, co robi Pan, a nie zmuszać się i panicznie bać... To to jak cofanie się. Panicznie boję się tego bólu, ale przecież to nie boli-siedzi jednak w głowie i nie czerpię s tego satysfakcji jak wcześniej.
Wygląda na to, że musimy zaczynać wszystko od nowa, od nowa rozciąganie od małych rzeczy, z czasem coraz większe... To zajmuje czas, ale znowu jest niezbędne.
Lub dłuższa przerwa od prac analnych-ale kto mądrze potrafi odpowiedzieć, ile znowu czasu trzeba?


