sobota, 29 września 2018

Sauna.

Wchodząc dzisiaj do saun oraz groty lodowej, w każdym z tych miejsc widziałam Jego i podczas rozmów snułam z tyłu głowy fantazje o byciu podnóżkiem dla Mistrza, kiedy zażywa relaksu. A potem ostrego i zwierzęcego żnięcia. A potem usługiwania. Wszystko nago. Ach :)

W pracy mam zajętą głowę, natomiast kontakt jest kiedy tylko jestem w stanie. Przez telefon jednak słyszę Jego smutek i tęsknotę, i uwiera mnie to.

Dzień drugi.



piątek, 28 września 2018

możesz robić co chcesz!

Wyjazd. Rozłożyliśmy wszystko szybciej, przez co mogliśmy podjechać zameldować się w hotelu. Że aquapark jest przyhotelowy, wiadomym było że poproszę o zgodę na pójście. W trakcie rozmów zaś Mistrz kategorycznie zabronił pić piwa czy innego alkoholu, ponieważ On również nie pije w tym czasie. I mówię o tym koleżance, która zagaiła o to piwko przed lub po kolacji, że nie mogę. Poza tym już odmówiłam wcześniej po pracy na odprężenie. Koleżanka w moment siadła na mnie że przecież jestem na wyjeździe i mogę robić co chcę! Wiadome, że nie rozglądać się za innymi, ale nie muszę się spowiadać z wypitego piwka. No nie, nie mogę i nie chcę, byłoby to nieuczciwe z mojej strony, poza tym Mistrz zabronił i dzięki temu mam niezawodny argument. Tak, wyjazd, z dala od domu, po ciężkiej i problemowej nocce, zrelaksowałam się już w jacuzzi i łaźni parowej. Staram się na bieżąco informować Mistrza o tym, co robię i co zamierzam. Spasowała mówiąc, że tego nie rozumie, ale w sumie nasza sprawa.
Być może chciała dobrze, nawet na pewno. 
Tak więc idę na herbatę, wysłuchać opowieści wszelakich osób tam obecnych.

Dzień pierwszy.

czwartek, 27 września 2018

odloty

Seans, którego miało nie być, lub - nie wiedziałam, że będzie, więc nie byłam nastawiona na cokolwiek, choć On coś wspominał o tym, że musi się nacieszyć.

Zaczęło się całkowicie zwyczajnie, od zaglądania przez ramię Mistrzowi na film, który oglądał (rosyjski "o miłości. tylko dla dorosłych"). Później położeniu się na Jego nogach, oraz jego delikatnym głaskaniu ręką pleców, padły pierwsze lekkie klapsy - to na jeden, to na drugi pośladek. Z każdym kolejnym ich siła rosła, aż w końcu musiałam mocno wtulić usta w Jego nogę, żeby nie krzyknąć. On zaś przeistoczył się w Pana i Władcę, z TYM swoim wzrokiem. Poddałam się, bo teraz przełączył się na tryb brutalności, On natomiast uderzał coraz mocniej i więcej, podnosił za majtki tak, by się wpijały, obracał, zaczął mocno bawić się piersiami. Nie wiedziałam, że da się je tak ścisnąć, żeby przy tym nie wypłynęły na boki... Tak samo z podnoszeniem mojego ciała za sutki. 
W pewnym momencie posadził mnie na sobie (On siedział na ziemi oparty o łóżko) plecami do siebie, kazał założyć ręce za swoją głowę, zaczął ssać moją szyję (punkt erogenny, jestem tak wrażliwa, że to było stanowczo za przyjemne), jednocześnie masując swoim palcem moją łechtaczkę, co jakiś czas masując palcami również cipkę i tyłek. Pośladki mnie piekły, ręce co chwila chciały się kierować na dół, do momentu w którym orgazm nie wstrząsnął mną całą. Dodatkowo nakręciłam się Jego (naprawdę) twardym penisem pod sobą, choć niestety dzieliły nas dwie warstwy ubrań.

Wstał, podciągnął mnie za piersi do góry i za włosy zaprowadził do łazienki, drugą ręką poganiając klapsami. Przycisnął mnie do wanny, zmuszając do wykonania głębokiego gardła, zakończył gwałtem na piersiach. Rozpłynęłam się znowu, ale prysznic mnie ostudził, poza tym razem znowu podniósł mnie za ramię i zaprowadził na łóżko, bo to jeszcze nie był koniec. Zablokował moje ręce i rozchylił nogi swoimi rękami i nogami, użył wandy żeby wyrwać ze mnie kolejny orgazm. 
Doszłam tak mocno, że przez parę sekund nie byłam w stanie oddychać, ciało zareagowało ogromnym kurczem mięśni i ucieczką z pod Jego ciała, i spadłam z łóżka. Jak usłyszałam Jego pytanie dlaczego spierdalam, to zachciało mi się śmiać a po sekundzie zaczęłam beczeć. Poprosiłam o chwilę żeby się uspokoić - podsunął swoją stopę, żebym mogła oprzeć głowę. Leżąc na brzuchu, z wyprostowanymi nogami, na chłodnej ziemi powoli dochodziłam do siebie, z Jego (i kijaszka) małą pomocą. Delikatne (naprawdę delikatne) smagnięcia pozwoliły szybciej stanąć do pionu po tym wszystkim, ale jak już klękłam i na Niego popatrzyłam, to poczułam ogromne wyczerpanie i pieczenie pośladków. I kiedy już chciałam wstawać, On nakazał znowu się położyć, tym razem już bez sprzeciwów ległam, doprowadził mnie oralnie do kolejnego orgazmu, jednocześnie masując piersi wandą. Dopiero wtedy się przytulił, jak już zdążyłam się rozpłynąć po raz kolejny, dojść pod Nim i wraz z Nim. 
Widząc Jego zadowolenie byłam szczęśliwa. Czy nasycona? 
To naczynie, którego nigdy nie zapełnię.







środa, 26 września 2018

przeddzień wyjazdu

A my głupki zaczynamy za sobą już tęsknić.
Wiem, pary żyją na odległość i muszą dawać radę, kiedy się widzą raz za czasu. My się widzimy na co dzień, i dlatego każda dłuższa rozłąka to mała dziurka w tym materiale. Mój czas z pewnością też będzie płynął szybciej, jak Jego, mam nadzieję również wrócić cało i zdrowo.
Natomiast, żeby się "nacieszyć" na zapas, łaszę się przy Jego nogach kiedy tylko mam okazję, zaczepiam, przytulam i chłonę. Robię za podnóżek, za termofor, za przytulankę. W jednym z zadań przesuwam ciągle granice bezpruderyjności do przodu, bez najmniejszych problemów. Zwyczajnie mnie to cieszy, tak jak i Jego.
Także mój tydzień kończy się jutro, wraz z wyjazdem w nocy, a kolejny zaczyna jak wrócę ;)


poniedziałek, 24 września 2018

Zespół Kehrera

Chodząc po necie trafiłam na dość ciekawy artykuł dotyczący choroby Kehrera. Ma ona również określenia: choroba wdowia lub zespół pięciu objawów. Choroba ta dotyczy tylko kobiet.

Przede wszystkim to schorzenie dotyczy kobiet, które mają libido w normie, odczuwają podniecenie, mają ochotę na seks. Z rożnych możliwych przyczyn jednak nie są w stanie tych potrzeb zrealizować, frustracja narasta, pojawiają się objawy fizyczne. Często jednak kobiety bagatelizują sprawę, zrzucając objawy na coś innego, również nie chcą o tym mówić, bo myślą że nie wypada, lub że zostaną negatywnie ocenione. Mi się zawsze wydawało, że niemożność samozaspokojenia powoduje niesamowitą frustrację, a okazuje się, że ta frustracja ma fachową nazwę.

Warto poczytać!  LINK

moja fantazja (#10) do zrealizowania

To wyobrażenie wyszło podczas rozmowy do innego miasta, podczas rozmowy z M.

Umówiliśmy się na odegranie konkretnej scenki. 
Przede wszystkim rezerwuję pokój w hotelu, w innym mieście do którego trzeba dojechać, najlepiej pociągiem. Pokój jest charakterystyczny, ma wielką szybę, ogromne lustro, wielkie łóżko, filar na środku pokoju i... Ma gwarancję wygłuszonych ścian. 
Zadanie, to ubrać się "biznesowo", zabrać walizeczkę, a do niej kilka konkretnych zabawek, kartki, długopis i wyruszyć. On, zostaje w domu, ogarnia co ma ogarnąć i również szykuje się do wyjazdu w to samo miejsce. Podróż upłynęła spokojnie, choć czasem jakieś zaplątane spojrzenie padało w moją stronę. Ja z kolei wyłączyłam się na obserwowanie ludzi na rzecz tego rozmytego przez ruch pociągu krajobrazu. To jest jedna z tych rzeczy, które naprawdę lubię.

Spotykamy się "przypadkiem" umówieni na kawę w jednej z knajpek na rynku. Przychodzę na miejsce o określonej popołudniowej godzinie, On już jest, czeka, macha przez szybę. Witamy się, przedstawiamy sobie. Rozmowa o pierdołach pracowniczych, po jakimś czasie schodzi na ewentualne spotkanie bliższe jak zwykły kontrakt biznesowy. Atmosfera się zmienia, On staje się wyluzowany, pewny siebie; ja z kolei się temu poddaję i... Bez wahania podaję swoje majtki pod stołem. Na karteczce piszę adres hotelu i numerek pokoju, zostawiam na stoliku, zostawiam Mu walizeczkę, wychodzę. Bez majtek na sobie chodzę jeszcze trochę po mieście, po tym kieruję się do pokoju. 

On już czeka, w ręku trzyma sznurki, na szafce jest reszta zabawek. Nakazuje palcem podejść do siebie, oraz klęknąć, co robię najszybciej jak mogę. Powoli i bez pośpiechu rozpina mi guziki w bluzce, zdejmuje ją. Zdejmuje biustonosz, związuje ręce z tyłu. Finalnie zostaję w samych pończoszkach i szpilkach, prowadzi mnie do tego ogromnego okna. Przez chwilę zapatruję się na światła za szybą, szarpnięcie za sznur jednak szybko przypomina mi, gdzie i po co jestem. Podchodzimy do filaru, przywiązuje mnie tam. Stoję na tych szpilkach, przodem do szyby, On przygasza światła przez co efekt jest jeszcze bardziej niesamowity jak był. 
Padają pierwsze razy, co kolejny to mocniejsze. Po każdym uderzeniu On głaszcze wierzchem dłoni to miejsce, bacznie obserwując, jak zapadam się coraz niżej i głębiej. Nie wiem, ile razów było i ile to zajęło, ale jak skończył - padłam na kolana wyczerpana. Rozwiązał mi ręce, poprowadził do szyby. Obrócił tak, że dotykałam jej plecami, mając światła za sobą, a On w tych kolorach wyglądał strasznie i fascynująco. Jedną ręką roztrącił nogi do rozkroku i zaczął palcami pieścić łechtaczkę, drugą ręką przyblokował szyję. Oddychanie było utrudnione, choć z każdym głębszym oddechem byłam coraz bliżej dojścia. Takie stany w których ja sama nie należę do siebie, ale wyraźnie czuję, kiedy spuszczam się Mu na dłoń. Podnosi ją do moich ust - jestem otępiona, zarówno dojściem jak i przyduszeniem, z lubością jednak czyszczę językiem Jego dłoń do czysta. Widzę, jak wyciąga coś z kieszeni spodni, obraca mnie do szyby i czuję, jak pomiędzy moimi pośladkami ląduje zimny korek w tyłku. Zimna jest również szyba, przynosi nieco ochłody na rozgrzane ciało. 
Mistrz odchodzi ode mnie, siada na łóżku. Palcem wskazuje miejsce przy nodze, podchodzę tam i zwijam się w kłębek. Dopiero teraz zaczynam czuć te wszystkie uderzenia, rozgrzewają coraz bardziej, gdzieniegdzie pieką. On głaszcze mnie po włosach, po wygiętych w łuk plecach. Opieram głowę o Jego stopy - nie śmiem się odezwać, jednak w pokoju ma się wrażenie żywej dyskusji, niewypowiedziane słowa zawisają na później.
W pewnym momencie On wstaje, podciąga mnie na łóżko. Leżę na brzuchu, z podciągniętym do góry tyłkiem. Czuję, jak wsadza mi w cipkę zabrane z domu szklane dildo, chyba to z wypustkami. Wyciąga jednocześnie korek, zaczyna rozciągać mnie jeszcze bardziej. Jest to przyjemne, więc zaczynam mruczeć, coraz głośniej wraz z Jego ruchami. A On nagle wyciąga palce i wchodzi w tyłek z impetem. Bez problemu, czuję również jak porusza szkiełkiem. Uwielbiam takie wypełnienie, odpływam w moment. Do tego stopnia, że po dłuższej chwili orientuję się że Mistrz zalicza swobodne przechodzenie z dziurki do dziurki. 
Nie wiem, ile razy doszłam. Rozpłynęłam się pod Nim, wróciłam do siebie kiedy za włosy podciągnął mnie na wysokość swojego penisa, spuszczając się głęboko w gardło. Nabrałam formy właściwej pod prysznicem, kiedy bardzo delikatnie mnie mył. Wiedziałam kim jestem, kiedy położyliśmy się obok siebie. Zauważyłam dopiero teraz wielkie lustro, w którym się nie widziałam wcześniej - On za to miał zapewniony spektakl przez cały czas. Niesamowicie odbijało światła zza szyby, oświetlało dodatkowo pomieszczenie. Nie wiem, kiedy zasnęłam, wtulona w Jego ramię, to było nagłe.


Rano obudziłam się w wielkim łóżku ze świadomością tego, że wieczór poprzedni był tylko snem. Wszelkie znaki na ciele jednak mówiły co innego. Zebrałam się, zeszłam na dół na śniadanie, sprawdziłam sobie dojazd do domu. Niespiesznie zjadłam, ruszyłam na dworzec. Miasto natomiast wyglądało mocno przeciętnie i szaro, choć jeszcze kilka godzin wcześniej wyglądało jak z bajki. Wsiadłam do pociągu, do pustego przedziału, wsiąkłam w internet. Za niedługi czas będę w domu, witając się z Nim jak zwykle, parząc kawy, a później porozmawiamy, opowiadając swoje wrażenia sprzed paru godzin.


SWIMMING POOLS





środa, 19 września 2018

wielkie plany

Takie wielkie plany miały być, ale zanim nastąpiły, otworzyliśmy wino. Z zamiarem wypicia po jednej lampce, skończyło się tym, że usiedliśmy na ziemi obok siebie i powspominaliśmy nieco parę last wstecz, jak jacyś kumple co się sporo nie widzieli. 
Wino było wyborne, i choć dawno nie piłam alkoholu (pomijając bezalkoholowce i parę lampek szampana), to był błogostan. Włączyła się oczywiście chcica, oraz większa odporność na ból, również Mistrz nie pohamował paru klapnięć o tyłek, czy pieszczot, nie przegapił również wymuszenia na mnie orgazmów. Seans jednak nie wchodził w grę, bo, choć świadomi, to jednak po spożyciu i przyjemnie ululani. 
Więc bardzo wielkie plany ostatecznie zamieniły się w bardzo miły wieczór. Czasem tak trzeba ;)


 

wtorek, 18 września 2018

teoria

Moja bardzo luźna rozkmina.


To, że stwierdzenie: "każdy ma swój klimat" jest nadużywane, wiadomo nie od dziś, a zwłaszcza tłumacząc wszelkie nadużycia. Jednak próba jakiejkolwiek definicji "klimatu" jak i "bdsm" jest niemożliwa, bo cytując powyższe, dla każdego będzie to coś innego. Ale.

Dla mnie, BDSM i KLIMAT to zasadniczo dwie różne rzeczy, które się przenikają, ale uważam, że nie mogą być synonimami. Bdsm to szczególna więź pomiędzy stronami, opierająca się na tym, co opisuje, z wykorzystaniem tego, co zawiera klimat. 
Klimat z kolei, to dla mnie zbiór wszelkiej szeroko rozumianej erotyki, fetyszy, upodobań seksualnych. Niekoniecznie musi to być bdsm. Zanim poszłam sobie z FL, trafiłam na całą masę zdjęć wszelakich, zarówno tych na których naprawdę było widać więź, jak i takich, które były pozowane, fetyszowe, erotyczne. Niektóre zdjęcia znowu były wyjątkowo ... specyficzne, inne znowu były udziwnione na maksa. Dla każdego jednak coś miłego.
To trochę tak samo jak z Dominującymi, pobierającymi daninę za wykonywanie usług. Z bdsm wspólnego mają tylko akcesoria, natomiast jest to po prostu zwykła transakcja handlowa, jak najbardziej jednak zawierająca się w klimacie. Ktoś ma potrzeby, ktoś inny za pieniądze te potrzeby spełnia. Obie strony są zadowolone, dalej jednak jest to zwykła transakcja. 

poniedziałek, 17 września 2018

rozmówki #2

Scenka:
Po skończonym stosunku On wychodzi, wkłada mi kulkę, podwija majtki na powrót.
- Nie zapomniałeś o czymś?
- O czym?
- Dlaczego mi zakładasz majtki, pobrudzą się. Poza tym muszę się umyć.
- No i? A ja chcę, żebyś tak poszła zrobić kawę. Właśnie w ten sposób.
Idę, o dziwo nic nie ścieka, robię kawy, siadamy do stołu.
- Saro, na kolano.
Co kurwa? Znowu?
- Już.
Widzę, że sobie nie żartuje, więc odstawiam szklankę z kawą, siadam na Jego udzie okrakiem.
- Dojdź.
Tyle wystarczy, ocieram się, zamykam oczy, odpływam, dochodzę. Ot tak, na nodze, ze spermą i kulką w środku.
- Teraz możesz iść się umyć.


samodyscyplina

Poprosiłam Mistrza, żeby nałożył na mnie dwa zakazy. Czułam, że muszę mieć punkt zaczepienia, żeby móc się do nich dostosować, a sama zwlekłam z tym zbyt długo.
Chodzi o aktywności w internecie oraz całkowite ich ograniczenie w dwóch miejscach. Powody - można by rzec że osobiste. Nosiłam się z tym już jakiś czas. Polecenie wykonałam, jest mi z tym dziwnie... Ale jakby zakończył się pewien rozdział w tej książce i było to konieczne. 


niedziela, 16 września 2018

inicjatywy

Podchodzę do Niego, klękam tuż przy Jego stopach. Patrzy na mnie, z tym swoim błyskiem w oku.
- Czy mógłbyś mnie zaprowadzić do łazienki?
Wstaje, sięga po moje włosy, ale robię unik. Próbuje znowu, znowu na czworaka "uciekam", krążę wokół Niego. W końcu łapie za ramiączka od stanika i unosi w górę, a następnie ciągnie, w stronę łazienki. Zapieranie się łapkami nic nie daje.
Jestem w wannie. Szybko się podmywam, wracam. Wiem, co będzie ponieważ oboje jednocześnie nad tym pomyśleliśmy parę godzin wcześniej pijąc kawę. Więc każe mi podejść, ułożyć ręce, zakleja sutki i rozpoczyna zawijanie. Próbuję ruszać dłońmi, ale z każdą warstwą idzie coraz ciężej, mimo to dłoń wystaje spod korpusu. Moje ułożenie sprawiło, że jedna pierś się maksymalnie spłaszczyła wraz z ręką, przez co dostęp do jednej jest utrudniony.
- Nieee, tak się nie będziemy bawić, urwisie ty. 
Kolejne warstwy streczu blokują również nogi, a po moim gadaniu dostaję ostrzeżenie, że zaraz zawinie mi również głowę. Choć woli nie, bo chce na mnie dzisiaj patrzeć. 
Skończył, klapnął mną na łóżko. Rozciął trójkącik na cipce, zaczął stymulować ją wibratorem (znalazłam smerfa ☺️ ). Położył się obok mnie z tym swoim uśmieszkiem. Na sutkach wibrujące klamry, na wyjątkowo wkurwiającym programie. Ale wiem, że nie dojdę i mówię Mu o tym. Dodatkowo czuję, jak zaczynam się pocić i drętwieć. Wziął wandę i to było dziwne. Bo orgazm nie był specjalnie mocny, był jednak inny z racji takiego unieruchomienia ciała. Jedyne co mogłam, to piszczeć i krzyczeć, ewentualnie próbować się wić, ale strecz jeszcze bardziej wtedy dusił. Mistrz był na tyle miły, że nie trzymał wandy ciągle, tylko dał mi odpocząć. W czasie, w którym łapałam oddech, On rozcinał strecz wydobywając piersi na zewnątrz, bawiąc się ułożeniem klamerek oraz kłując je nożyczkami. Niczym igiełki, a ja podskakiwałam za każdym takim razem w tym kokonie, czując jak się ślizgam. 
W końcu zaczął rozcinać i wydobywać mnie całą. Niby tylko 40 minut leżałam w folii, ale nakazał iść pod prysznic migusiem - oczywiście jeszcze nago przebiegłam przez mieszkanie zanim tam doszłam. A później nie mogłam się zagrzać, bo oczywiście w moment mnie zaczęło telepać. 
Niedosyt z racji braku zbliżenia szybko mi umknął na rzecz późniejszego głaskania na lepszy sen.

upodlenie, które nie wyszło

Wieczór.
Mistrz wygania pod prysznic, a sam przychodzi po ciut dłuższej chwili, w ręku trzymając łańcuch, kolczatkę, żel i tajemniczy, aksamitny woreczek (o tym kolorze to zapewne był świder, choć mogłam się mylić). Nałożył obróżkę (kolcami odwiniętymi od skóry), dopiął smycz i wymógł postawę, zaczął palcem delikatnie rozciągać tyłek. Pierwszy błąd, bo się wystraszyłam bólu tego typu, twardo jednak starałam się dawać radę. Świder przy wchodzeniu dość się rozpycha, ale do przeżycia; nie mając jednak zbytniej ochoty na jakiekolwiek aktywności.....
Nakazał wstać, ale to szkiełko jest na tyle długie, że proste stanie było wykluczone. Wymienił więc na zwykły korek, nakazał z wanny wyjść, klęknąć. Wepchnął fiuta głęboko w gardło - niemal do kaszlu... Tu drugi błąd, bo to moja granica i ciągle później się bałam, że Mu, kolokwialnie mówiąc, pokażę z bliska co było na kolację. Jego z kolei, że próbował balansować na akurat tej granicy, próbując ja nieco przesunąć. Cóż, Jego prawo a dura lex sed lex.
Robiłam co kazał, choć bez polotu oraz większych chęci. Ot, byle odbębnić, choć On naprawdę się starał. Nie byłam jednak w stanie wykonać poleceń z chęcią - może i bym była, ale emocje wzięły w górę i uniosłam się dumą, że oto mnie zmusza do czegoś, czego nie chcę, więc już ja Mu pokażę. Co skutkowało Jego irytacją i przywracaniem mnie do pionu w dość brutalny sposób. Reszta tego seansu upłynęła w formie bezosobowej (w końcu taki był cel), najbardziej podobało mi się wyjście nago na balkon i robienie Mu dobrze ustami.
W każdym razie, nie byliśmy w stanie o tym porozmawiać od razu z racji późnej godziny. Do sprawy wróciliśmy na dzień następny przy śniadaniu, powoli ją rozstrząchając, na spokojnie. Powiedziałam, co mi nie pasowało, On też wytknął mi kilka rzeczy których nie powinno być. Ja świadomie i szczerze przeprosiłam, On również.
I jak już się oczyściłam z tego wszystkiego, to zeszłam na kolanka, łapiąc Go za tyłek, migrując powolutku w stronę szafki z Nim w tej pozycji i rozpinając guziczek w Jego bokserkach. (...)
Nadrobiłam z dziką chęcią wszystkie polecenia z wcześniej.


wtorek, 11 września 2018

moja fantazja (do zrealizowania) #9

Tak mnie naszło wczoraj na samotnej wyprawie na spacer do lasu :)

Mistrz zapowiedział na dzień następny mały wyjazd i wydał dyspozycje jak mam się przygotować: szklana kulka w cipce, bez majtek (!), koronkowy stanik, na to sukienka i baleriny. Do plecaczka miałam zapakować sznurki i apaszkę. 
Więc zgodnie z Jego wolą, na wyznaczoną godzinę byłam gotowa, zeszliśmy do auta. Usiadłam z przodu, ale Mistrz kazał się przesiąść do tyłu, zapiął i zawiązał oczy apaszką, do ust włożył knebel, a do uszu stopery. Jakoś nieswojo, ale i podniecająco, zwłaszcza kiedy auto delikatnie bujało na wybojach. Nie wiem, ile jechaliśmy, ale czułam jak jeździ na kilku zakrętach, w dół, w górę, a później ciągle w górę. Pomyślałam, że może jedzie ze mną do lasu - nie pomyliłam się. Wysiadłam z auta, już w myślach dziękując za balerinki... Ale Mistrz kazał je zdjąć i sobie oddać. 
Tortura ! Chodzić po igliwiu, szyszkach i małych gałązkach, oraz trzymając w miarę tempo normalnego chodu. Czułam ślizgające się po łydkach paprocie i borowiny, oraz ostrawe krzaki ostrężnic; one delikatnie rozcinały skórę. Dziwnie było nie słyszeć towarzyszącego tym krokom szelestu, tak naturalnego dla lasu. Miałam wrażenie, że idziemy wieczność, ale w którymś momencie zatrzymaliśmy się. Mistrz przesunął mnie parę kroków w bok, aż na plecach poczułam korę jakiegoś sporego drzewa. Czułam powoli oplatające sznury, po kolei: ręce nad głowę, nogi w rozkroku, szyja (tak, że czułam luz, jednak nie mogłam zbytnio kręcić głową). Ostatecznie nie mogłam się ruszyć. Odsłonił moje piersi (staniczek zostawił) i ...
Cisza.
Nie czułam Mistrza blisko, nie słyszałam nic. Nie wiedziałam więc, czy jest gdzieś niedaleko i patrzy, czy może poszedł i zostawił mnie taką przywiązaną, w sumie cholera wie. Czy byłam gdzieś blisko szlaku, czy może gdzieś wgłąb lasu. Jeśli ktoś wtedy tamtędy szedł - musiał się nieźle zdziwić. Zakneblowana, uwiązana do drzewa kobieta, z biustem w koronce na wierzchu. Taka niepewność... Ale i pewność, że Mistrz niedługo wróci, że nie zostawi mnie samej w lesie. Ale minuty mijały, nic się nie działo, stopy zaczynały coraz bardziej boleć, czułam wszystkie ranki na nogach. Czułam, jak zaczęłam się pocić, wydzieliny spływały po udach, ręce bolały a szyja, choć luźniej opleciona, coraz bardziej ocierała się o linkę.
W pewnym momencie poczułam szarpnięcie za łańcuszek od kulki - i doszłam nagle. To było tak ogromne zaskoczenie,  że odruchowo krzyknęłam, jednak knebel po mistrzowsku zdusił dźwięk. Doszłam na mokro, poczułam jak Mistrz rozprowadza to ręką po moich udach, drugą ręką wyjął knebel i pocałował mnie w usta. Następnie odwiązał nogi, uniósł je na swoje biodra.... I wszedł z całą siłą. Doszłam po raz drugi, w tym samym momencie co On. 
Po tym akcie delikatnie opuścił mnie na ziemię, powoli odwiązał ręce, szyję, Wyjął stopery, przytulił. Pomógł iść parę kroków, po czym posadził na czymś miękkim (kocu?). Poczułam jak delikatnie oczyszcza moje stopy, a później smaruje je maścią. Pomasował je jeszcze przez chwilę, ubrał balerinki. Pomógł wstać, zaprowadził do auta, posadził na miejscu z przodu, zapiął. Poczułam jak rusza, jak zjeżdżamy w dół... 
Apaszkę z oczu  zdjął mi dopiero pod domem.


ART DECO


poniedziałek, 10 września 2018

lekcje.

Jako, że ostatnie paręnaście dni wypadłam z formy, Mistrz zareagował sesją, na której postanowił "przypomnieć" mi kilka istotnych rzeczy. Wcześniej oczywiście odbyła się rozmowa o moim stanie; mieliśmy różne wnioski natomiast jeden efekt, na który złożyło się wiele czynników. 
W każdym razie na dzień dobry został mi zabrany wzrok, a później możliwości swobodnego ruchu. Zawiązał mi ręce nad głową, a później pojedynczo nogi w zgięciu. Idealny dostęp. Później dostałam na chwilę klamry wibrujące na wargi sromowe - pomimo, że były to te powlekane silikonem, po chwili się zaczęły wpijać. Próba penetracji w tym wypadku była zwyczajnie bolesna, więc przepiął je na sutki (i tam już zostały). Żeby podręczyć bardziej, dowiązał mi wandę do nogi, a do cipki włożył najgrubsze szklane dildko jakie mam. I knebel z Jego bokserek, wychodzący z moich ust, owinięty wokół mojej szyi; idealnie blokujący wszelkie wydawane dźwięki.
Czułam, jak się wszystko ślizga, bo zaczęłam się pocić, zaczęło się ze mnie lać, zaczęłam odpływać... I wtedy wstała młodsza, natomiast Mistrz jak gdyby nigdy nic zostawił mnie w ten sposób i poszedł  ją ogarnąć. Starałam się nie dojść. Chociaż ciągłe wibracje otępiały i powodowały odrętwienie. Liny wpijały się w skórę nóg jak próbowałam nieco się poruszać, to trochę otrzeźwiało. Nie wiem, ile Mu to zajęło, 5 - 10 minut? Jak wrócił, to wraz z pierwszym orgazmem powiedział temat pierwszej lekcji. Potem kolejnej. I kolejnej, w sumie trzy razy przypominające to, co mam sobie utrwalić (po skończonym seansie musiałam powtórzyć, ale kwestia przypominania sobie na spokojnie była wyzwaniem). 
Co jest dla nas obu ciekawe, to że czwarty orgazm był tylko dojściem - bez cienia przyjemności. Nie umiem tego określić, ale to był tylko skurcz, który wywołał obojętność. Nigdy nie przeżyłam czegoś takiego. Myślałam że zemdleję, ale w negatywnym (jak pozytywnym) sensie. Mając porównanie do wcześniejszych seansów gdzie wanda chodziła porównywalny czas (około 1.5h), to jednak przerywanie wibracji dawało o wiele lepszy efekt jak teraz ciągłe włączenie przez ten czas. Odczuwanie po tym dojściu również było bardzo ograniczone.
Cóż, kolejna cegiełka do tego, co już wiemy. Natomiast mam wniosek: po tego typu sesjach stwierdzam, że Mistrza mogłabym określić jako sensualistę.




czwartek, 6 września 2018

mnóstwo dni

Codzienność jest ostatnio dużo lepsza. Pomimo drobnych wymian zdań jestem szczęśliwa zarówno tym, że jestem jak i tym, że On jest. Po prostu. Pojedyncze zadania przeplatają się bardzo naturalnie w trakcie robienia czegoś innego, nie sprawiają takiej trudności jak kiedyś. Pojedyncze klepnięcia lub nagłe i gwałtowne sprowadzenie do pozycji po czym wymierzenia paru razów - i postawienie do pionu po, są naturalne.
Biorąc pod uwagę relację, to bycie razem cały czas jest zarówno darem jak czasami niedogodnością. Nigdy jednak nie przekleństwem.
Z zalet niewątpliwie jest to, że mając ochotę na orgazm nie muszę rozładowywać się sama. Gdyby nie ostatnia moja prośba o pozwolenie na dojście (i zrobienie sobie przyjemnego masażu wandą) to nie byłabym w stanie powiedzieć, kiedy ostatnio się masturbowałam. Mając ochotę po prostu się przytulić - tulę się. Wady?... Wysoce muszę panować nad emocjami oraz studzić je w rekordowo szybkim czasie. Nie mogę od tak pierdolnąć drzwiami pomimo takiej ochoty. Widać od razu moje nastroje, a nie zawsze Mistrz mi odpuści to moje spojrzenie z ukosa. Więc, czasem ląduję pod stopą a czasem przy nodze z byle pierdoły i rozpoczyna się niestety już poważna rozmowa. Mistrz wymaga szczerych uczuć realnie, a nie tylko samej szczerości słownej. Wbrew pozorom uważam to za cholernie trudne zadanie, ale nie niewykonalne.
Czasem Mistrz bywa złośnikiem i drażni moje piersi dotykiem i podszczypywaniem sutków, oraz generalnie taką zachętą, po której jestem mokra i gotowa na Niego, nie myśląc w zasadzie o niczym innym. Pierwotnie z zamiarem że niby mam do wieczora być tak zachęcana i mam wytrzymać, w praktyce często  jest to broń obusieczna. Mimo to, często bywa grą wstępną do wieczornego seansu.

Czy mam szczęście uczestnicząc w takiej codzienności? Tak, mam. I takiego właśnie szczęścia życzę każdemu.

wtorek, 4 września 2018

mozaiki

Czasem zdarza mi się chodzić za Mistrzem i mogę w pełni przyjrzeć się temu, jak wygląda od tyłu. Jakiej jest postury, jak falują w ruchu Jego włosy. Jak szerokie są Jego plecy, jak duże są Jego dłonie. Czy chodzi prosto, a może jest nieco zgarbiony. Czy robi duże kroki i muszę przyspieszyć, czy idzie wolno, a ja mogę nadążyć. W jaki sposób porusza się Jego ciało, jak pracują mięśnie.
Podczas seansu... Jeśli tylko nie jestem po drugiej stronie opaski obserwuję (w miarę możliwości) Jego twarz. To, co w szczególności wyrażają Jego oczy, od tego zaczynam. Później - jak zachowują się Jego dłonie, lub Jego nogi kiedy przyjmuje postawę. Jak pracują ramiona podczas zamachnięć, lub przytrzymania. W jaki sposób cały się napina jeśli coś nie wyjdzie lub, wyjdzie aż nadto Jego oczekiwań. Kiedy wciela się w rolę nie tylko Właściciela, ale również Obserwatora.
Ja... Czasem czuję się jak mięso, które jest po prostu tylko mięsem i na tym skupiają się wszelkie czynności. Czasem jak zagubiona dziewczynka, która trzeba wziąć za rękę i poprowadzić przez las pełen potworów do miejsca bezpiecznego, ciepłego. A czasem jak ociekający seksem obiekt seksualny, wyuzdany do granic możliwości. Pod Jego wzrokiem mogę być kimkolwiek On nie zechce, pozostając sobą.