Od przeprowadzki w końcu śpimy nago, więc, poranki bywają dla mnie satysfakcjonujące organoleptycznie. Uwielbiam w nieskończoność gapić się na Jego tyłek, bo to najzarąbistszy tyłek jak mógł mi się przytrafić.
Uwielbiam dotykać Go kiedy jeszcze śpi - wodząc palcami po Jego skórze, brodzie... Kiedy oddycha miarowo, spokojnie, taki bezbronny, a jednak góra mięśni. Kiedy podnosi powiekę, mówiąc mi ochrypnięte "dzień dobry" mam ochotę zostać w tym łóżku cały dzień, niczym się nie przejmując i licząc na wzajemne obdarowywanie się przyjemnościami.
Ale się nie da.
Świat dorosłych bywa wredny i, kiedy On szykuje się do pracy, ja zwykle słyszę szuranie w pokoju dzieci. Jeśli nie słyszę, zakopuję się w kołdrę i próbuję łapać resztki snu, który bywa kapryśny i czasem przychodzi jeszcze, a czasem nie. Od poranku w zasadzie zależy cały dzień - im lepsze wstanie, tym lepszy humor wieczorem, pomimo problemów w pracy czy w domu. Dlatego codziennie, jak mantrę mamy swoje własne życzenia pomyślności, których nie odpuszczamy choćby nie wiem co. Na szczęście!
Pewnego poranka nie mogłam się powstrzymać przed tylko dotykiem. Głębokie gardło to z pewnością coś, co rozbudza mężczyznę, wprawiając go w kilka stanów odczuwania, zaraz na granicy świadomości pomiędzy snem a rozbudzeniem.... A przynajmniej Mistrz tak wyglądał, kiedy poszłam o krok dalej, i już kołysałam się na Nim z coraz większą siłą. Nie brałam nic w zamian, poza obserwowaniem Go aż do końca.
Wiem, że pod tym względem myślimy podobnie - On również uważnie przygląda się rano na cały wachlarz moich emocji, kiedy wpada nam takie spontaniczne spotkanie na tle sensualnym. Kiedy wzajemnie możemy się sobie oddać, będąc względnie wyspanymi - ale zdecydowanie wypoczętymi. Poranki pod tym względem mają przewagę nad wieczorami. A teraz.... Od przeprowadzki obfitują w niespodzianki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz