Czasem się nie dogadamy jak trzeba...I później przez takie nieporozumienia dostaję kary.
Wczoraj miało być miło, miałam do wykonania określone zadanie (praca domowa, składanie prania), dostałam dwa jajeczka "na rozruch".. Chciałam tego, cały dzień na to czekałam, nie lubię robić tego sama, bo cały dzień jestem sama w domu. Tak zwyczajnie po prostu robić coś i móc jednocześnie rozmawiać-zwłaszcza że dzień był ciężkawy, mieliśmy przymusową wyprawę, nie napiliśmy się wspólnie kawy-jak co dzień.
Ale nieraz już było tak, że jeśli się na coś nastawiałam, to szlag to trafiał.
W trakcie składania musiałam przyjść do Pana i poprosić o wyjęcie jajeczek, kwestie bezpieczeństwa (jedno się przepaliło). Tak, cały czas starałam się ogarnąć szybko i sprawnie, ale milczałam, bo widziałam że Pan jest zajęty, miał swoje prace. I to było pierwsze nieporozumienie-bo siedziałam cicho sądząc, że nie powinnam się odzywać-a przecież z tą pracą specjalnie do wieczora zwlekłam..
Drugie nieporozumienie jest takie, że kiedy Pan nie dał wiary w moje odpowiedzi (miałam być szczera i jestem szczera z Nim zawsze), więc po prostu mówiłam to, co chciał usłyszeć. Na złość, wkurzyłam się, że mi nie uwierzył.. Bo w końcu nic innego do Niego nie trafiało, więc ja poddałam się na początku z tłumaczeniem.
I za takie pyskowanie dostałam karę. Zignorował mnie, przerwał wszystko, kazał iść spać.
Bardzo mocną jak dla mnie. Zawiódł się, a ja początkowo tego nie rozumiałam, za co w ogóle dostaję karę i poczułam naprawdę mocne odrzucenie-do tego stopnia że wróciły mi stare lęki, rozsypałam się na kawałki i po prostu leżałam. Zapytałam Pana czy mogę chociaż przyjść się przytulić-bo jak tak spadam, to muszę się czegoś chwycić.
Mam problemy, w chwilach głębokiego stresu organizm wariuje, odruchowo uspokajam się zadając sobie ból. Chciałam tego uniknąć. Ale Pan nie wyraził zgody.
Przyszedł do sypialni jakiś czas później, położył się na drugim końcu świata (łóżka).
Przełamałam się i dotknęłam kawałka Jego skóry, z pokorą jeszcze raz zaczęłam od początku. Rozmawialiśmy. Przeprosiłam szczerze. Przytuliłam się (mogłam!). Bardzo płakałam. Ale pomimo że wyrzuciłam to z siebie, wiem dlaczego zostałam ukarana, nie neguję tego i wiem, że będę dążyć do tego, żeby powtórki nie było-to dalej jestem po prostu rozsypana.
kary psychiczne mają to do siebie, że nie widać, kiedy wychodzą poza granice. W takich momentach wolę być bita do śladów-będzie skuteczne, ustawi mnie. Ale to jest w kwestii Pana, jakiego instrumentu użyje żeby mnie ukarać.
Chcę Mu się poddawać zawsze, chcę się sprawować jak najlepiej. Chcę to robić z ochotą i z niewymuszonym uśmiechem. Ale jestem tylko człowiekiem i są rzeczy których nie rozumiem, trzeba mi je wytłumaczyć. Nie chcę sobie dopowiadać, bo to jest w ogóle niewłaściwy kierunek.
Nie wiem, jak dzisiaj będę Mu patrzeć w oczy, kiedy wróci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz