Po wyjeździe Pan, jak już burza [postaram się to opisać jutro] przeszła, postanowił się mną nasycić.
Ja nim też-ale jedyne prawo jakie miałam, to tylko odpowiedzieć na Jego potrzebę, korzystając na tym przy okazji.
Przede wszystkim, czułam Jego łaknienie. Jego spojrzenie... Jego dotyk.... Oddech, słowa, odruchy. Wszystko powoli składało się w całość, niczym subtelna układanka z wielu skomplikowanych, choć prostych elementów. Usiąść na Nim. Pokołysać się. Jeden stłumiony wrzask. Drugi.... Piąty.... W którymś momencie nie liczyłam.
Zalałam łóżko spuszczając się. Dwa razy, zanim pozwolił iść pod prysznic, zapowiadając jednak, że nie powiedział mi dosyć.
Pieścił, łapczywie zjadał wszystko. Moje pragnienia, fantazje, lęki, wszelkie odczucia poburzowe. Moje orgazmy, jeden po drugim. Chwila wytchnienia pod prysznicem, chwila odpoczynku, czas na rozmowy. Pieszczoty słowne.
Naprawiłam wszystkie swoje błędy. Zrobiłam wszystko tak, jak winnam była wcześniej. Porozmawialiśmy znowu. Zrobiłam Mu dobrze oralnie tak, że odleciał. Zadowolony, spełniony. Ja, dumna, bo to pierwszy taki raz.
Drugi etap był wykańczający. Orgazmy zadane oralnie, z szkiełkiem w cipce (tym największym), później wanda. Pierwszy raz w życiu miałam orgazm jeden po drugim; lub raczej: drugi w trakcie pierwszego. Kolejny raz, kiedy nie sądziłam że się w ogóle tak da, a jednak. Ten jeden jedyny raz w skali 20/10 (*często rozmyślam, że może pora na zmianę szczebelków na skali, ale później dochodzę, ach, dochodzę do wniosku, że moja osobista skala właśnie w taki sposób idealnie oddaje to, co przychodzi mi nieraz doświadczać i odczuwać). Pan stwierdził później że wyglądałam jak na haju. Coś w tym jest, bo to najlepszy i najbardziej ekskluzywny, w dodatku legalny narkotyk. Coś, co On wyrywa mi z ciała, nie panuję nad tym, jest w całości spowodowany Nim. To On ma nad tym kontrolę, nie ja. Jestem zaledwie narzędziem w Jego rękach. Instrumentem, na którym gra osobliwą melodię mojego wycia, piszczenia, płaczu i wszelkich drgawek. Mojego zezwierzęcenia tuż pod Nim i tylko dla Niego. To wszystko wczoraj miał jak na tacy.... I mam nadzieję, że nasycił się jak potrzeba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz