sobota, 23 czerwca 2018

kiedy jest najgorszy możliwy moment?

Z przymrużeniem oka.

Miło się zaczęło.
Od przygotowania, czyli związania rąk i nóg (ręce do zasuwki w łóżku) i nałożenia opaski na oczy - moja rola tym razem polegała na milszym obejrzeniu odcinka przez Mistrza, który trochę pogniótł biust podczas. Moje uda były mokre (kocham wszelkie pieszczoty i "pieszczoty" piersi) ale jedyne co mogłam, to się powyginać na tyle, na ile pozwala ta pozycja. Na tak zwanego banana.
Ale wróćmy, cudowne zachęcenie, przygotowanie ciała pod dalsze miłe rzeczy, cudowny wstęp analny, dopięcie haka i takie skrępowanie, że musiał mnie ułożyć na plecach, bo nie byłam w stanie się ruszyć ani do góry ani do tyłu - pasek dopinający hak z tyłu i łańcuch z przodu dopięty do haka.
Pakunek idealny. Zrobił mi zdjęcie, to mogłam sama siebie zobaczyć; wpijający się w ciało łańcuch, ręce przypięte do kolczatki, nogi prościutko, łańcuch kończący się między wargami sromowymi.

Leżenie na plecach z hakiem jest super, dopóki nie zaciska się mięśni pochwy, co sprawia ból przypominający bolesne parcie. Anatomicznie bolesne w taki sposób, że wytrącający z rytmu niestety i musiał na chwilę przerwać.
Po wyjęciu, wrócił do miłych działań, masując łechtaczkę wandą przez oczko w łańcuchu, łańcuch dodatkowo niósł wibracje do ciała i kolczatki, która wibrowała w szyję i dłonie. Gniotło i kłuło, ale wszystko naraz - ciało przygotowane wcześniej, rosa z potu, odlot, oddanie. Nie widziałam Go, ale Go czułam tak namacalnie, jakbym była pod Jego skórą. Powietrze było tak ciężkie, że brakowało tchu, dodatkowo podduszałam się ciągnąć za kolczatkę.

Czułam Jego oczekiwanie na właściwy moment, aby wejść i zasiać spustoszenie. I kiedy ten moment nadszedł, był namacalny, nie mogłam dłużej wytrzymać, On również, kiedy świat zaczął wirować.

Dziecko wstało.

> urwał nać <

Najgorszy możliwy moment!
Znowu!

Już raz w kulminacyjnym momencie był rozpierdalacz tego typu, ale w środku. Przerwanie na końcu... Jest wredne. Frustrujące. Wkurwiające niesamowicie. Cała chwila, cały ten moment dosłownie pierdolnął o ziemię. Dobre dwie godziny na marne - bo nie było szansy na powtórzenie tej chwili. Jak każdej zresztą, bo każda jest unikalna, tkana zupełnie innymi przeżyciami.

Mówi się trudno, zakończenie było nie takie, jak powinno być... Ale tak bywa przy dzieciach, zwłaszcza małych.

Nie zawsze się uda idealnie.


2 komentarze:

  1. ojć.. samo czytanie boli na myśl o tym zakończeniu bez zakończenia ;)
    I wcale nie zmarnowane te dwie godziny bo odczuć i wrażeń nikt Wam już nie odbierze .. Zabrakło tylko eksplozji ... :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciemna strona macierzyństwa ;)
      ja wiem, i tak fajnie było... ale w tym wypadku naprawdę, brakło z 10 minut.
      ;)

      Usuń