To kolejna rzecz z tyłu głowy, do której dojrzewałam, żeby ją wyrzucić, a ostatnia, zamykająca ciąg myśli na temat nieprawidłowości klimatycznych. Mam teraz sporo czasu na przemyślenia, bo jestem na sezonówce i daję zajęcie swojej głowie (bo ręce i nogi pracują), rozmyślając, układając swoje rzeczy w pudełka. I rozmowa ze Wspaniałą Osobą mi pomogła bardzo dzisiaj.
Granice ulegania: miejsca, za którymi dla mnie siedzi patologia klimatyczna. Mam wrażenie, że im dalej w las - tym ciemniej a klimat stał się furtką na świat wszystkiego, co tylko zawiera jakieś odstępstwo od normy a dotyczy w choćby najmniejszym stopniu tego świata. To samo dotyczy osób - wszystko, dosłownie wszystko da się wytłumaczyć "bo obie strony tego chciały". Nawet patologie. I jest to prawda, ale ogólna, bo racja tego stwierdzenia jest indywidualna, a z racją jest tak, że każdy ma swoją. Ja jednak skupiam się na tym, że, podobnie jak Wspaniała Osoba sądzę, że relacja klimatyczna od zwykłego związku różni się jedynie specyfiką, a podstawowe zasady współistnienia pozostają takie same jak w świecie pozaklimatycznym.
Ja sama mam takie granice, jasno wytyczone, jak i zasady których nigdy nie złamię, choćby nie wiem, co się działo. Są decyzje, które podejmuję spontanicznie, kocham nieprzewidywalność w codzienności, ale są takie decyzje, nad którymi dumam tygodniami rozważając wszystkie za i przeciw. I sa miejsca, w których nie ugnę się, choćby dla zasady - a Mistrz musi to uszanować, ponieważ jest to jakaś elementarna moja część.
Co jest dla mnie granicą ulegania:
- kiedy dominujący źle dysponuje uległą stroną - tylko dla własnych korzyści, zwykle kosztem strony uległej
- kiedy stawia przed nią zadania "nie do wykonania" z dupy strony, bo nie bierze pod uwagę jej granic, lub realnych możliwości, lub też tylko po to żeby móc >ukarać<, albo kiedy karze przy byle okazji, pod byle pretekstem, w zasadzie relacja to
jedno wielkie karanie >za nic<, wyszukuje pretekstów do
ukarania
- zmuszanie uległej strony do rzeczy których nie chce na zasadzie
manipulacji (zawiedziesz mnie, nie jesteś dobrą suką, tym podobne). Jestem zdania że dobry i mądry Pan zna na tyle swoją uległą, że nie musi
jej zmuszać w taki sposób do niczego - lub zmotywuje ją w dobry sposób
- wmawianie uległej stronie nieprawidłowych zasad pożycia w klimacie (zwłaszcza niedoświadczonym), bo tak ma być, bo tak wygląda klimat... A przecież klimat to praca dwóch osób, nie schemat
- wykorzystywanie strony uległej finansowo; pożyczki, uzależnienie finansowe, zarabianie na ciele strony uległej
- ukrywanie relacji rodzinnych, lub granie na "dwa fronty" bez informacji
- brak rozmowy
- stawianie uległej strony przed faktem dokonanym, bez uzgadniania z nią istotnych kwestii
- zasłanianie się istotą niewolnictwa na rzecz tłumaczenia powyższych działań - nawet niewolnik ma prawo do wyrażenia swojego zdania w sprawach rażących, odpowiednio uwarunkowana prośba ma zawsze prawo być wyrażona. Mam niestety wrażenie, że jak już oddanie całkowite, to uległa strona to nad-interpretuje i nic nie mówi - a jak nie mówi o problemie, to skąd dominujący ma wiedzieć, że problem jest.
Bardzo chciałabym, żeby uległe strony będące w relacji były świadome tego, że zawsze przysługuje im prawo do odmowy - i jeśli coś jest nie tak, nie zawahały się sprawdzić, co. Żeby nie bały się rozmawiać zawsze, nie dawały się zbywać. Żeby wymagały szacunku i same szanowały. Żeby nie robiły nigdy nic wbrew sobie - tylko z własnej i nieprzymuszonej woli.
:) doskonały post :)
OdpowiedzUsuńdziękuję :* i dziękuję ogólnie :)
Usuń:) kolejny mądry, przemyślany wpis :) Lubię je czytać :*
OdpowiedzUsuńdziękuję :*
Usuńwiesz, że mam nadzieję, że chociaż jedna osoba może się pochyli.
a i chwilowo w końcu wyrzuciłam z siebie te przemyślenia, więc lepiej mi
Kolejny dobry wpis!
OdpowiedzUsuńdziękuję :)
Usuń