poniedziałek, 4 czerwca 2018

burza

Pan przez mój wyjazd stał się mieszanką negatywnych uczuć i emocji.
Nie wykonałam zadania w całości, ale mimo to Pan mnie puścił,  choć tamta rozmowa była nerwowa, znaleźliśmy kompromis mimo mojego błędu. Wydaje mi się, że to wtedy narosło, ale oboje przeszliśmy nad tym.

Mimo gps, dokładnego meldunku, telefonów, uzgodnień i tak dalej..  Okazało się to być czymś, czego ostatecznie nie przełknął, choć na swój "męski" sposób pewnie chciał w sobie zamknąć.... A ja, jako kobieta, próbowałam wyciągnąć choć wiedziałam, że nie powinnam.. Mimo, że zawsze jesteśmy szczerzy wobec siebie to są "wysypiska śmieci", lub "składowiska osobiste" do których się wraca, jak zostaną strawione.
Odpaliłam bombę.

Sam wyjazd-pomimo, że podróż ciut długa-świetny. Poznałam realnie pogodną i piękną kobietę, z którą mogłabym rozmawiać godzinami. Z którą rozumiem się bardzo dobrze i która nauczyła mnie wielu rzeczy. Dodatkowy plus, że możemy porozmawiać o klimacie bdsm bez żadnych przeszkód.

Starałam się wrócić jak najszybciej, nigdzie już po przesiadce nie zatrzymywać się na dłużej. Wiedziałam, na co mam się nastawić, ale mimo to.... Wieczór był średni. Noc-oboje byliśmy zmęczeni, więc padliśmy. Następny dzień ja w pracy, zajebiście dużo chodzenia i noszenia...
[Ubrałam nowe sandałki, bo zapowiadali upał. Faktycznie, skwar, ale że obuwie nowe, obtarłam stopy. W pracy chodziłam niemal na palcach]
W międzyczasie wymieniłam z Nim parę wiadomości, optymistyczne nie były. Mimochodem-i całkowicie samowolnie próbowałam się karać za to, co się stało. Że ostatecznie cała ta sytuacja jest moją winą, bo nie wypełniłam zadania, a następnie niepotrzebnie dyskutowałam. Coś, co powinno zająć chwilę-urosło do tak ogromnej lawiny, która po prostu musiała spaść na nasz mały domek u podnóża tej góry. Znowu dopowiedziałam sobie coś na swoje. Przetworzyłam w zupełnie inny sposób jak powinnam.
Jak wróciłam do domu to szybko sprowadził mnie na ziemię. Bólem przywołał do porządku. Ukarał za zachowanie uderzeniem kijkiem w  obolałe i wymęczone stopy. Tylko dwa uderzenia-ale tyle wystarczyło, żebym jeszcze długo to czuła.
Zdjęliśmy obrączki-oboje-i dopiero wtedy zaczęliśmy wszystko od początku.
Ta rozmowa bolała moje ciało i mój mózg. Analiza wszystkiego, po kolei. Wyciąganie wszystkich, choćby i najmniejszych nieprawidłowości. Ciągle robię jeden błąd, mam jedno charakterystyczne zachowanie, z którym nie mogę sobie dać rady. On to zwalcza, ja się bronię-i doprowadzam do takich sytuacji. Tyle, że zwykle nie jest to tak wielka lawina, a mały kamyczek.
Wyjazd jednak był wyjątkiem, uważam mimo wszystko, że wyszedł nam na dobre.


TRIVIUM



2 komentarze:

  1. Pozytywne jest w Waszym związku, to, że nie czekacie w nieskończoność z wyjaśnieniem. Nie narasta z tego góra nie do pokonania.
    Drugi wyjazd dołożył.
    Był zbyt szybko.
    Nadopiekuńczość do przecież jedna z cech Domnujących :*
    Ważne, że znowu jest "czysto"
    :* Przytulam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, nadopiekuńczość to jedna z cech Dominujących-jest pozytywna, dopóki nie przeradza się w manię. Co do wyjazdu-ten jeden jedyny raz pojechałam sama dla siebie, dla swojej własnej przyjemności a nie pracy. Bardzo doceniam to, że mi pozwolił mimo wszystko. I uważam, że taka mała luka w obecności może wiele uświadomić i ostatecznie wychodzi na plus. Inna sprawa, że tym bardziej podziwiam osoby będące na odległość-tak łatwo sie przyzwyczaić do obecności i tak ciężko, kiedy tej obecności brak osobiście.

      Usuń