Nieco osobiście.
Po rozmowie w sylwestra z Mistrzem, oraz wstępnie podsumowując kolejny rok w relacji, dochodzę (nie tak jak chciałabym!) do wniosku, że moja uległość nieco się zmieniła. Mając porównanie do kobiet, które uległość mają wpisaną w naturę i dążą do swojego spełnienia u boku swojego Pana czuję wobec nich szacunek i podziw. Jest mi miło, kiedy mogę uczestniczyć w dyskusjach dotyczących rozterek, myśli i rad co do poszczególnych relacji, kiedy wszystkie w jakiś sposób możemy się wesprzeć, choćby słowem. Mimo wspólnych wytycznych, każda relacja jest tak odmienna od drugiej, że to aż za bardzo fascynujące, na ile interpretacji można poddać dany temat.....
Ja ciągle siebie określam jako typowy urwis, który doskonale zna swoje prawa i obowiązki, oraz granice po których może sobie bezkarnie skakać. Ale ostatnio coraz częściej czuję się kotem.
Nie petplay, ale charakterem. Określenie idealnie wpasowujące się w to, jak się obecnie czuję.
Bo moja uległość od jakiegoś czasu tak chadza własnymi ścieżkami, a Mistrzowi to nie przeszkadza. Ba! Pozwala na to. W moim odczuciu to już wykracza poza urwisowanie; czuję, że to ode mnie sporo zależy, a przecież powinnam być tylko narzędziem. Nie wytyczną, ale czymś, czym można ewentualnie coś stworzyć. Miałam być elementem - ważnym, ale elementem, nie Twórcą. To rola Mistrza. A On zamienił mnie w kota i zaadoptował ze wszystkimi przywarami tego zwierzęcia.
Nie przeczę, dość długi czas byliśmy typowym związkiem klimatycznym D/s. Że byłam tak idealnie uległą, jak tylko się da, z potrzeb i chęci. I dalej jestem. Ale zdecydowanie rzadziej, nie ciągle.
Kolejny etap?

Myślę, że w takiej relacji jak Wasza, gdzie nie jesteście tylko klimatyczną parą, ale parą kochających się ludzi, których łączy daleko więcej niż klimat, oboje współtworzycie Wasz świat. Także klimatyczny. Może Mistrz nie chce byś była tylko elementem, podporządkowanym i zależnym, ale żebyś właśnie była współtwórczynią tej części Waszego świata? Moim zdaniem to wcale nie musi oznaczać, że hm... Twoja uległość lub Jego władza coś na tym traci. Myślę, że nie ma nic złego w chodzeniu własnymi ścieżkami, jeśli te ścieżki mieszczą się w granicach wyznaczonych przez Mistrza i są przez Niego akceptowane. Ale to tylko moja subiektywna opinia.
OdpowiedzUsuńi ujęłaś moje myśli i rozterki o wiele zgrabniej.
Usuńmożliwe, że to wszystko tak naprawdę Jego i moja wolna ręka zwyczajnie zawiera się w tych granicach.
Zwyczajnie Wasza relacja ewoluuje, zmienia się, robi się jeszcze bardziej wyjątkowa, bo dopasowana do Was, a nie do jakiegoś szablonu :)
OdpowiedzUsuńKoty fajne są ;) ale i kota czasem można "wytresować" :*
na przykład chwycić za kark ;)
UsuńTeż ;)
UsuńAle koty mimo swej natury widzą kto rządzi... wystarczy odpowiedni ton głosu i jestem pewna, że jak w swej "kociości" przegniesz to Mistrz szybko przypomni Ci kto decyduje :)
no tak ;)
Usuń