Wczoraj były odwiedziny A., więc skorzystałam z okazji i poprosiłam Ją o użyczenie ciała.
Do wiązania.☺
W każdym razie dobrze, że A. jest cierpliwą osobą która mi zaufała, przez co mogłam plątać na spokojnie mimo stresu. Mnóstwo rzeczy udało mi się przetestować praktycznie, w dodatku efekt końcowy miał ręce i nogi. Część rzeczy nie wyszła - poległam technicznie (sporo rzeczy nie wiem lub jeszcze nie umiem), na część brakło mi sznurka; ale nie ma źle. Jestem zadowolona, mam nadzieję, że A. również. To co w takich sytuacjach następuje, to że czas pędzi jak szalony, zjadło nam półtorej godziny na zaledwie paru układach. Wiązanie kogoś jest bardziej fascynujące, jak wiązanie siebie - nie zawsze w lustrze czy "od góry" zobaczę niedociągnięcia, w dodatku na sobie nie ma tego elementu "zaskoczenia". Na kimś - widzę wszystko od razu, mogę związać ciało w określoną przeze mnie formę.
Na plus, że w końcu układam linki symetrycznie i w miarę równo. Że porównując do pierwszego wiązania widzę postęp. Że pora dokupić kolejne parę metrów w jednolitym kolorze.
Na minus - że chciałam wszystko idealnie a jak coś nie wyszło to stres był większy. Następnym razem zagryzę tabletką na uspokojenie.
A. dziękuję! Obiecuję wrzucić Cię do wiklinowego kosza na raz następny :)

😍jak nic przeprowadzam się! Tak dużo mnie omija :(
OdpowiedzUsuńAnanka, niedługo nadrobimy :* lepiej szukaj zawczas spokojnych i cichych miejscówek gdzieś nad Wisłą ;)
UsuńTwój stres był zupełnie niepotrzebny, świetnie się czułam w Twoich rękach! ;)
OdpowiedzUsuńTo prawda, czas płynął nam nieubłagalnie, ale mamy mnóstwo okazji do nadrobienia :P
Dziękuję i trzymam za słowo z tym koszem :P :*
A.
Szalejecie. :) Ale wiązania prześliczne. Baardzo mi się podobają!
OdpowiedzUsuń