Czasem
zdarza mi się chodzić za Mistrzem i mogę w pełni przyjrzeć się temu,
jak wygląda od tyłu. Jakiej jest postury, jak falują w ruchu Jego włosy.
Jak szerokie są Jego plecy, jak duże są Jego dłonie. Czy chodzi prosto,
a może jest nieco zgarbiony. Czy robi duże kroki i muszę przyspieszyć,
czy idzie wolno, a ja mogę nadążyć. W jaki sposób porusza się Jego
ciało, jak pracują mięśnie.
Podczas
seansu... Jeśli tylko nie jestem po drugiej stronie opaski obserwuję (w
miarę możliwości) Jego twarz. To, co w szczególności wyrażają Jego
oczy, od tego zaczynam. Później - jak zachowują się Jego dłonie, lub
Jego nogi kiedy przyjmuje postawę. Jak pracują ramiona podczas
zamachnięć, lub przytrzymania. W jaki sposób cały się napina jeśli coś
nie wyjdzie lub, wyjdzie aż nadto Jego oczekiwań. Kiedy wciela się w
rolę nie tylko Właściciela, ale również Obserwatora.
Ja... Czasem czuję się jak mięso, które jest po prostu tylko mięsem i
na tym skupiają się wszelkie czynności. Czasem jak zagubiona
dziewczynka, która trzeba wziąć za rękę i poprowadzić przez las pełen
potworów do miejsca bezpiecznego, ciepłego. A czasem jak ociekający
seksem obiekt seksualny, wyuzdany do granic możliwości. Pod Jego wzrokiem mogę być kimkolwiek On nie zechce, pozostając sobą.
Bo jeśli podczas seansu jest szansa na obserwację, to właśnie te ruchy, spojrzenie,reakcje, skupienie, napięcie mięśni...to właściwie jak spektakl dla uległej,dający jej w nim daną rolę i potęgujący doznania :)
OdpowiedzUsuńspektakl obojga ;)
Usuń