wtorek, 4 września 2018

mozaiki

Czasem zdarza mi się chodzić za Mistrzem i mogę w pełni przyjrzeć się temu, jak wygląda od tyłu. Jakiej jest postury, jak falują w ruchu Jego włosy. Jak szerokie są Jego plecy, jak duże są Jego dłonie. Czy chodzi prosto, a może jest nieco zgarbiony. Czy robi duże kroki i muszę przyspieszyć, czy idzie wolno, a ja mogę nadążyć. W jaki sposób porusza się Jego ciało, jak pracują mięśnie.
Podczas seansu... Jeśli tylko nie jestem po drugiej stronie opaski obserwuję (w miarę możliwości) Jego twarz. To, co w szczególności wyrażają Jego oczy, od tego zaczynam. Później - jak zachowują się Jego dłonie, lub Jego nogi kiedy przyjmuje postawę. Jak pracują ramiona podczas zamachnięć, lub przytrzymania. W jaki sposób cały się napina jeśli coś nie wyjdzie lub, wyjdzie aż nadto Jego oczekiwań. Kiedy wciela się w rolę nie tylko Właściciela, ale również Obserwatora.
Ja... Czasem czuję się jak mięso, które jest po prostu tylko mięsem i na tym skupiają się wszelkie czynności. Czasem jak zagubiona dziewczynka, która trzeba wziąć za rękę i poprowadzić przez las pełen potworów do miejsca bezpiecznego, ciepłego. A czasem jak ociekający seksem obiekt seksualny, wyuzdany do granic możliwości. Pod Jego wzrokiem mogę być kimkolwiek On nie zechce, pozostając sobą. 


2 komentarze:

  1. Bo jeśli podczas seansu jest szansa na obserwację, to właśnie te ruchy, spojrzenie,reakcje, skupienie, napięcie mięśni...to właściwie jak spektakl dla uległej,dający jej w nim daną rolę i potęgujący doznania :)

    OdpowiedzUsuń