niedziela, 12 sierpnia 2018

trzy razy

Jeśli zdarza mi się oddać błogiej sielance i prostocie sprowadzonej tylko do służby ogólnej lub pasjonującym - choć krótszym aktywnościom, to Mistrz od czasu do czasu przypomina, co ma w posiadaniu. Ja z kolei, nazbyt łapiąc śmieci do głowy (chyba za dużo wędruję po różnych zakątkach neta) czasem potrzebuję jej oczyszczenia, pozbycia się tego, co mi zalega - i zatruwa. Więc poprosiłam o audiencję, a On miał potrzebę złamać mnie, zdeptać, doprowadzić na skraj. Trzy razy. Trzy długie akty, wleczące za sobą ból który zdawał się nie mieć końca. Mi naprawdę niewiele potrzeba z moim niskim progiem bólu. Ale On z łatwością jeszcze długo sięgał nitkami Głaskacza* poza moimi granicami wytrzymałości, dopóki nie zaczęłam się trząść.
Za trzecim razem w pewnym momencie było mi wszystko jedno. I dopiero za trzecim razem zdałam sobie sprawę, że rzeczy o których rozmyślałam (w negatywnym sensie) już nie ma. Albo raczej - są, ale nieistotne. Powędrowały do odpowiedniej szufladki i w końcu mogłam się właściwie odprężyć. Tu obie strony zostały spełnione - On, tym co zrobił i ja, tym co mi zrobił. Dalsza część seansu była już skierowana w stronę przyjemności i odreagowywania bólu.
I znowu zostały znaczki na dzień następny....


A. - dziękuję za odświeżenie w pamięci Cigarettes After Sex :*

1 komentarz: