Kolejna rzecz z listy "to do" odhaczona.
Dosłownie ;)
Pan zaplanował sesję z użyciem nowej zabawki już wcześniej-fizjonomia jednak swoje i trzeba było odrobinkę zmodyfikować plany.
Przede wszystkim spotkanie odbyło się w łazience, a nie w pokoju.
Pan przygotował mnie, wkładając korek-który jednak wypchnęłam dochodząc.
Użył nowego żelu, miałam wrażenie że lekko mnie znieczuliło-a przynajmniej ma działanie chłodzące.
Samo użycie haka-ok, dopóki nie został przypięty do obroży.
Takie małe urządzonko-a wymagało ode mnie wielkiego wysiłku. Nie dość ze wanna, klęczki cały czas, Pan zażyczył sobie golenia, to jeszcze potem żebym zadowoliła go oralnie.
Napociłam się pięknie. Czy muszę wspominać, że w trakcie Pan zmuszał mnie do częstych ukłonów? ;)
Sterował mną jednym palcem-wrażenia były... dziwne. Jakby dosłownie otwierał mi się tyłeczek.
Lekko bolesne, ale niesamowicie stymulujące.
Zakończyliśmy to spotkanie seksem waginalnym, gdzie hak był w tyłeczku. Dziwne uczucie, jakby był i tu, i tu.
Oczywiście musiałam w trakcie uważać na głowę, żeby nie przechylać jej w przód, choć w pewnym momencie już się tym nie przejmowałam.
I kompresja czasu-miałam wrażenie, że całość trwa nie dłużej jak 40 min, okazało się, że zasiedliśmy 1.5 godziny.
A ja się dziwiłam że nogi mi ścierpły...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz