środa, 16 maja 2018

moja fantazja (do zrealizowania) #6

W mieszkaniu jest dość cicho-słychać jedynie mój spokojny i umiarkowany oddech, a także delikatne odgłosy z kuchni.
Przycupnęłam na kocyku, układając ręce i nogi maksymalnie blisko ciała. Ogonek wychodzący z tyłeczka trochę przykrył stopy. Czuję obrożę, znowu ją ciaśniej założyłeś. Niedługo pora kolacji, ale nie pozwalasz mi jej naszykować-robisz to sam, choć to moje codzienne zadanie. Kazałeś czekać-więc czekam.

-Saro, do nogi.

Zrywam się, pędzę na czworaka do Ciebie. Klękam przy Twojej stopie ze spuszczoną lekko głową, przyjmuję pozycję. Podnosisz swoją nogę i dociskasz mi głowę do podłogi, ręką delikatnie pociągasz za ogonek do góry.

-Tak dzisiaj jesz kolację. W tej pozycji, na ziemi i z ziemi, przy mojej nodze. Masz zakaz używania rąk, chyba że do podparcia się. Jak spróbujesz użyć ręki... cóż.-I wskazujesz mi metalowy cedzak wiszący na haczyku, ale na wyciągnięcie Twojej ręki. Nienawidzę go. Boli i piecze, zostawia okropne czerwone i mocno nieestetyczne placki na skórze.

Twoje polecenie to coś nowego. Dziwne uczucie, zwłaszcza kiedy ze stołu niedbale strącasz kawałek jedzenia. Uderza mnie w nos po czym spada przy lewej dłoni. Kusi mnie wziąć go do ręki, ale patrzę kątem oka na Ciebie-przypatrujesz mi się uważnie. Oceniasz mnie, widać to. Czekasz, co zrobię.

Więc schylam się po jedzenie, biorę w zęby i zaczynam gryźć, żeby łatwiej przełknąć.

-Dobra sunia.

Kolejne porcyjki lądują w różnych miejscach na podłodze, a ja grzecznie człapię do nich i zjadam, w duchu chwaląc sama siebie za pilnowanie, by podłogi zawsze były super czyste. Mimo to wpada mi w usta Twój włos. Zaczynam się krztusić, próbuję wyciągnąć go językiem-ale nie udaje mi się. Odruchowo smagłam palcem i wyciągnęłam go z ust-i w tym momencie zarobiłam w ramię. Bardzo mocno. Drugi raz spadł równie niespodziewanie, na plecy. Łzy same poleciały; nie zapanowałam nad tym. Obracam się i widzę że jesteś zły, w końcu zakazałeś rąk. Ale podchodzę do Twojej stopy i zaczynam przepraszać, że musiałam łapką sobie pomóc, bo... I nawet nie zdążyłam dokończyć zdania, jak pada kolejny raz, tym razem w drugie ramię.

-Pieski nie mówią.

Kolejny kawałek, kolejny i kolejny. Jem w ciszy starając się nie płakać, chociaż miejsca, gdzie uderzył niesamowicie pieką.
Skończył, rzucił ostatni kęs, zjadłam. Położyłam się przy Twoich stopach. Schyliłeś się i głaszczesz mnie po ogonku. 

-Do łazienki.

Idę za Tobą na czworaka, a tam każesz cupnąć na dywaniku, wyjmujesz korek z ogonkiem, i maścią smarujesz te trzy miejsca w które uderzyłeś. Skończyłeś, przytuliłeś mnie.

-Dobra sara.

Wybuchnęłam płaczem.

1 komentarz: