Dopadła nas dłuższa stagnacja i w sumie się nam nie chce. Żadnych seansów dłuższych (poza ogólnym ich rozrysem), tylko krótsze scenki. Nie ma chęci, czasu, ochoty. Niczym koty - mamy większą chęć zawinąć się w kłębki i nieco dłuższą chwilę potrwać przy sobie, bo cieplej. Wiem, że to stan chwilowy, powodujący niedosyt. Że się przedłuża. I że do paru dni wszystko wróci do normy. I że nie cierpię listopada, bo ten miesiąc mnie spowolnił na maks (chyba nie tylko mnie). Traktuję to po prostu jako normalną postać rzeczy, w końcu zaraz to minie, poza tym jutro... JUTRO! :) ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡
Dobrze, że już grudzień!
Jutro już jest za chwilkę :))) Idę się pakować <3
OdpowiedzUsuń