środa, 26 grudnia 2018

choinka

Mistrz zaplanował na wczesny wieczór seans w temacie świątecznym - bombki na klamerkach, światełka choinkowe, linki dla formy, i takie tam. Typowa świąteczna atmosfera, oscylująca wokół Jego przyjemności z patrzenia i robienia.
Dostałam polecenie ubrania pończoszek, oraz poczekania w pokoju, aż On wszystko naszykuje.
Więc, zaczął od przygotowania linek przy drzwiach do podwieszenia, przygotowania osprzętu i zaproszenia mnie do tego wszystkiego. (mamy pomiędzy drzwiami taki ścienny przecinek z kawałka ściany, idealny do takich rzeczy) Podwiązał mi ręce do góry a nogi na lekki rozstaw. Oczywiście opaska na oczy. Zero szans na ucieczkę, a tu dostałam bombki na klamerkach. Jedna okazała się szklana; jak spadła - prysła w drobny mak.
Niezbyt dałam radę uciekać przed głaskaczem, czy smoczym, co najwyżej kołysać się i wykręcać. Natomiast Mistrz nie byłby sobą, gdyby nie utrudnił - dostałam podwójne kulki, żeby sobie grzechotały przy ruchach. W międzyczasie trzeba było trochę przewiązać rękę bo zaczęła cierpnąć. Było przyjemnie, mimo niewygody i mimo małych problemów. Ograniczone ruchy sprzyjały  natomiast wymuszaniu przez Mistrza określonych czynności. Na sam koniec części pierwszej zostałam owinięta lampkami i na palec dostałam gwiazdkę. Choinka, jak żywa ;)





Druga część była zdecydowanie bardziej konkretna. Założył kolczatkę (kolcami od ciała), smyczkę, odwiązał mnie i zaprowadził do łóżka. W pozycji na czworaka opierając się o zagłówek, miał pełen dostęp. Kontynuował smaganie, dopóki nie weszłam na jedną z granic bólu i nie zaczęłam chlipać - przerwał, bo nie to dzisiaj było celem... Kazał zostać w tym ułożeniu, wziął wandę do ręki....
Kiedyś trafiłam na zdjęcie w necie, gdzie kobieta właśnie na czworaka miała tacę z kieliszkiem na plecach, a przy cipce miała wandę. Zastanowiłam się wtedy, czy jest możliwe dojście nie strącając kieliszka. Teraz tacki nie miałam, ale jakby była - to by poleciała na ziemię z hukiem. Dojście w tej pozycji było niesamowicie mocne. Wygięłam się w łuk w taki sposób, że nie wiedziałam że w ogóle tak mogę, jak jakiś jogista
Spadłam kolanami na ziemię, więc Mistrz wszedł w ten sposób od tyłu. Kolejne trzy orgazmy na mokro, a między nogami kałuża, mokre pończoszki, mokre wszystko, ja roztopiona.
Być może doszłabym jeszcze, może byłyby to fajerwerki stulecia. Mistrz postanowił na powrót podnieść mnie na łóżko, a ja - z racji orgazmów bywam galaretą - cofnęłam ręce i przypierdoliłam głową w nieszczęsny, bardzo twardy zagłówek.  W taki durny sposób - pod nosem, nad ustami.

Pierwsza myśl - ja pierdolę, wybiłam zęba i będzie przerąbane. Ale ząb w całości, jedynie zaczęła się krew sączyć z nosa i warga w moment puchnąć. Natomiast Mistrz.... Chyba to mi sprawiło największy ból, to Jego momentalne zmartwienie, poczucie winy, smutek... Wszystko to, czego nie cierpię u Niego widzieć. Dalej było standardowo: lód, ogarnąć się. Zatrzęsła Mu się lekko ręka, jak podawał mi chusteczkę; myślał, że złamałam nos. A ja, mimo bólu oczywiście zbagatelizowałam, próbując żartować, że ciekawa byłam, jak wygląda botoks w wardze to już wiem, w dodatku za darmo.


Chujowe zakończenie seansu, ale co zrobić. To, z czego się cieszę to to, że siniak wyrósł od wewnątrz na wardze, a nie pod nosem - bo nie miałabym zbyt mądrego wytłumaczenia na to, w jaki sposób siniak powstał pod nosem. Chyba jedynie: "nooo, mąż uderzył mnie prąciem z rozpędu, nie zdążyłam ust otworzyć".

☺☺☺☺


5 komentarzy:

  1. Piękny seans :)
    A wyjaśnienie ewentualnego siniaka powala na kolana :D no chyba jeszcze z rozbiegu próbował :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo pozostało się jedynie śmiać, jak płakać ;)

      Usuń
    2. Ostatecznie zęby całe, nos też, to faktycznie można się pośmiać, a na przyszłość uważać ;P

      Usuń
    3. i przyspieszyło to decyzję, o zmianie tego łóżka na inne ;) więc jakiś pozytyw jest

      Usuń