czwartek, 22 listopada 2018

ocean

Rozkminy w temacie granic z założenia i granic rzeczywistych.

Jakoś tak ostatnio rozmyślam o tym, w jaki sposób można ustalić swoje granice i potrzeby będąc świeżynką klimatyczną. Bo przecież nie da się od razu - często ten proces zajmuje sporo czasu. Nie da się również (tak mi się wydaje) określić swoich granic w bdsm bez ustalenia swojej seksualności, sensualności i ogólnie potrzeb na takim podstawowym polu.
W tym świecie jest tak wiele różnych tematów, że przypomina on ocean z rybami; różnorodność gatunkowa taka, że każdy złowi coś dla siebie. Ale kiedy nigdy nie jadło się ryb, po czym można stwierdzić, która ryba będzie najsmaczniejsza, a która może być trująca?
Albo metodą prób i błędów, albo czytając treści pożądane,  albo ucząc się od tych, co mają taką wiedzę. 
Myślę, że zawsze warto zacząć od ustalenia (po zaznajomieniu się z poszczególnymi praktykami) granic właśnie z założenia - to pozwala narysować wstępną mapę tego, do czego można później dążyć. Rzeczywistość znowu weryfikuje założenia i pozwala na ustalenie granic rzeczywistych. Bo każdy takowe ma - ale śmiem stwierdzić, że wraz z wiekiem, oraz otoczeniem i doświadczeniem, granice te ulegają zmianie. 
Wiem, że to oczywista oczywistość, ale moja rozkmina dotyczy bardziej tego, że przy dobrym Panu wszelkie granice w zasadzie przestają istnieć. Uległa strona chce dążyć sama z siebie do pokonywania własnych barier, a pod dobrą opieką jest w stanie zrobić wszystko. Ważne jest również to, że Pan zna na tyle stronę uległą, że nie odczuje ona jakiegokolwiek przyparcia do muru z żadnej strony. Właśnie dlatego prowadzenie szczerych rozmów jest takie ważne. Granicami realnymi byłoby również w tym wypadku to, co leży poza wspólnymi potrzebami Pana i podległej mu strony. No i najważniejsze: czy pochwała z ust Pana nie jest najlepszą motywacją? ;) 





6 komentarzy:

  1. Ja na początku poczytałam co oznacza dana praktyka, później wybrałam to przy czym na samą myśl miałam mokro :P później to co warto spróbować, i to co zostało było granicą (w lutym) obecnie jest ich coraz mniej i w sumie jedną chcę jeszcze pokonać (najlepiej już ale znając życie Pan poczeka aż będzie widział że jestem pewna). Jedna, której nie pokonam na pewno to scat ;)
    Ogólnie staram się jednak nie zamykać na nowości i nie skreślać definitywnie póki nie spróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. scat to chyba bariera naturalna, głównie ze względów estetycznych.
      co do czytania o danych praktykach, miałam - i mam to samo. zanim czegoś spróbuję, zaznajamiam się z tym. czasem jest tak, że On coś znajdzie i mnie tym zaskoczy, przeważnie jednak wszelkie nowości najpierw obmawiamy, a potem testujemy (sesje testowe).


      myślę, że to dobre podejście, kiedy jesteś otwarta na nowe i zawsze próbujesz, zanim podejmiesz decyzję :)

      Usuń
  2. Granice.. a można je kiedyś ustawić do końca mając za sobą już jakieś doświadczenie nawet? Bo raz, to tylko teoria to co się już wie i zadaniem Pana jest sprawdzać i prowadzić tak aby nie skrzywdzić. Dwa..nawet jak coś lubiłam teraz to z kolejnym (jeśli będzie) Panem , ten polubiony "szczegół" będzie już inny i miał inny wymiar. Często jest tak, że ból jest związany z daną osobą, z tym że coś robi się dla Pana a na co dzień ból nie jest przyjacielem przecież... Myślę, że nie będąc masochistką, w nowej relacji zaczyna się od nowa, na nowo dwoje powinno uczyć się siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację - można ustawić stałe granice mając doświadczenie - właśnie dlatego że wiesz co i jak, i czego nigdy więcej nie chcesz powtarzać, bo masz świadomość i pełny obraz tego.

      co do innego pana - myślę, że zawsze indywidualnie podejdziesz do tego samego na tyle sposobów, ile ludzi spotkasz. nawet będąc już w związku wiele rzeczy tych samych z czasem zyskuje zupełnie inny wymiar :)

      Usuń
  3. Moim zdaniem najważniejsza jest wiedza i samoświadomość. Teoria jest potrzebna. Poznanie klimatu od strony właśnie teoretycznej. Uzmysłowienie sobie, że klimat to wiele praktyk, bardzo różnorodnych. A potem samoświadomość, znajomość własnej seksualności. Ja zanim przeszłam od teorii do praktyki, kilka lat poznawałam klimat właśnie w teorii. Czytałam, rozmawiałam, pytałam...

    Każdy ma jakieś granice. I czasem warto je przekraczać. Ale nie wszystkie. Czym innym jest przekroczenie granicy własnego strachu i pokonanie go, a czym innym przekroczenie granicy nieodwracalnej krzywdy: czy to psychicznej, czy fizycznej...

    Ja znając siebie, zawsze dzieliłam swoje granice na względne (te, których się z jakiegoś powodu obawiałam i nie do końca chciałam przekraczać, ale może kiedyś) i bezwzględne, którym (z różnorakich powodów) mówiłam stanowczo: NIE, NIGDY.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, teoria jest potrzebna :)

      założyłam, że w relacji w której obie strony dobrze się znają (z naciskiem na to słowo) nie wystąpi nigdy sytuacja tego przyparcia do muru i przymuszenia zrobienia czegoś, co będzie miało katastrofalne skutki, bo Dominująca strona doskonale zna obszar po którym może się poruszać bez jakichkolwiek granic. Wie, gdzie może przejść dalej, a gdzie nigdy - i nawet nie podejmuje prób.

      czasami mamy rozmowy z M dotyczące tego, że krążę po różnych miejscach i zbieram wiedzę - że czasem jest to zbyteczne. Ale wiem, że oby nam ostatecznie to przynosi korzyści.

      Usuń