I taka naturalna złośliwość, na którą sobie ponarzekam, popsioczę, powyzywam, ale to lubię.
Zaplanował sobie sesję z głaskaczem i woskiem. Ja z kolei myślałam, że to nie wypali, bo do później godziny w sumie zasiedzieliśmy się na necie, ja z dwoma kieliszkami wina.
I błoga nieświadomość była do momentu, w którym nie kazał się rozebrać i podać wosk (pszczeli) a sam zaczął szykować łóżko (zabezpieczać streczem) i liny.
Wizja obitego i przez to wrażliwego tyłka w połączeniu z bardzo gorącym woskiem lekko przerażała. Do tego lepienie się do streczu - bo znając życie, z wysiłku zacznę się nadmiernie pocić. I brak możliwości ruchu...
Mistrz rozpoczął od położenia mnie na brzuchu i przywiązania do rogów łóżka rąk i nóg, założenia opaski na oczy. Następnie chłosta.... Lekkie razy spadały i spadały, jednak z każdym kolejnym zaczynały coraz bardziej grzać i piec. Czułam kiedy Mistrz przykłada siłę, a kiedy nie. Nie było jakoś specjalnie mocno... Ale było ich tyle, że skóra była niesamowicie wrażliwa, a w końcu o to chodziło. W przysłowiowym międzyczasie dostałam największe szklane dildko w cipkę, którym najpierw ruszał jak chciał, a później zostawił go pod kątem żeby nie wypadło. W pewnym momencie wszedł jako drugi - skoro bez problemów, to zapytałam, czy spróbujemy fistu, zgodził się.
Żel, dłoń - i znowu ten sam punkt przy kciuku, nie przejdzie, choćby nie wiem co. Pomimo dobrej pozycji, rozluźnienia, to po prostu moja granica i muszę pogodzić się z tym, że moja budowa zwyczajnie nie pozwala na całą Jego dłoń. Pobawił się jednak, czułam jak rusza się w środku (świetne!), jak masuje cipkę, udało Mu się wejść ośmioma palcami (dłonie jak do modlitwy, jednak bez kciuków). Wrażenia niesamowite, tym bardziej, że fist wyszedł przypadkiem.
Ale szybko mnie sprowadził z tej przyjemności na ziemię, bo wraz z pierwszą kroplą wosku myślałam, że wypali mi dziurę w skórze. Ciało mimowolnie dostawało skurczów, wiło się, byleby tylko uniknąć kropli wosku, które spadały jak deszcz z lawy. Bolało. Wosk pszczeli po obiciu skóry piecze zdecydowanie bardziej. Do tego co jakiś czas Mistrz ściągał zastygłe krople klapsem albo głaskaczem, co potęgowało ból. Wyrywałam się tak, że znowu czułam opalanie liną na nadgarstkach, oraz drętwienie stóp. Żebym się tak nie wyrywała, Mistrz przytrzymywał moje ciało swoją dłonią - albo stopą.Na koniec nakazał mi zdmuchnąć świeczkę - w opasce widziałam co najwyżej ciemność, ale świeczka była tuż przed moją twarzą. Dwa razy mi się nie udało - dwa razy oberwałam na obitą i oparzoną skórę. Za trzecim razem poczułam upragniony zapach zgaszonego płomienia. Mistrz mnie rozwiązał, zdjął opaskę, zaprowadził do łazienki. Tyłek jeszcze długo mnie piekł i grzał, choć żadnych śladów, poza zaczerwienieniem nie zostało.
Nie lubię :P to znaczy lubię aż za bardzo :D chłosta, wosk, fist- nie za dobrze Ty masz? :P
OdpowiedzUsuńtak, mam dobrze. mam o tyle dobrze, że relacja jest w związku i mamy siebie na co dzień, nie musimy czekać na spotkania, jedynym problemem jest ograniczenie dziećmi, ale dla chcącego....
Usuńco do fistu - ostatnia próba to była. także nie będzie więcej pchania ręki, ale palce zawsze na plus ;) a wosk był dawno ;) ;) ;) zdecydowanie to moje ulubione, chłosty może nie być ;)
Jeżeli plany się powioda to za jakiś czas ograniczać mnie z Panem będzie tylko Jego praca... Ale to jeszcze trochę.
UsuńPalce też dobra rzecz ;)
bardzo, bardzo mocno trzymam kciuki ! ale to wiesz :*
Usuń:*
UsuńUwielbiam wosk. Ale w połączeniu z chłostą... Auuu... A ściąganie go za pomocą chłosty to już dla mnie bardziej kara. :)
OdpowiedzUsuńcharlotte, właśnie takie delikatniejsze smaganie super ściąga i nie boli aż tak, jak centralnie pieprznięcie, żeby samo spadło. swoją drogą peeling gruboziarnisty też dobrze ściąga pozostałości wosku ze skóry - te większe kawałki albo szpatułką można odczepić albo nożykiem do masła :)
Usuń