wtorek, 9 października 2018

nauka pływania

To jest jeden z moich... hmm, fetyszy. Podtapianie, przyduszanie wodą. Zmuszanie do przytrzymania oddechu. Granice, po których szuka się choćby najmniejszej cząstki powietrza, spontanicznie reagując ciałem. Woda, która sprawia, że wszystko szumi. Nurkowanie przymusowe. 

I Mistrz nagle postanowił postawić kolejny krok dalej w tym kierunku... Tyle że zaczął od czegoś, co uznałam za karę i z automatu się wystraszyłam (mam jedno ze stałych zadań, którego nie dopilnowałam - ale za które jest zupełnie inny typ ukarania). Za włosy nachylił mnie nad wanną i puścił wodę. Później znowu. I znowu. Przyjemność mieszała się ze strachem, woda wdzierająca się do nosa skutecznie podrażniała gardło. Kolorowe kółka przed oczami, szum w uszach. Zimno. 
Mówię Mu, że zimno, na co odpowiedział, żebym nie liczyła na nic innego. Jednak w momencie w którym na siebie spojrzeliśmy, On zadecydował, że to za dużo. Że pomimo tego że widzi, że ufam, to jednak za dużo strachu i przez to nie czuję tego tak, jak On chce. Więc od razu wyjaśniłam - że pomyślałam, że to ukaranie, stąd niepokój. Jak to roznieśliśmy na części pierwsze, to kolejne próby dały zupełnie inne efekty. Za tamto zadanie jest inna kara, ale zwyczajnie wzięłam pod uwagę widzimisię Mistrza.

Znamy ryzyko. On, wykonując, musi obserwować bardziej jak zawsze, co oznacza że oboje skupiamy się na mnie. Wiem też, że do tego seansu potrzebuję mieć siłę i nastawienie. Z zaskoczenia efekty są mierne. Jednak.... Po tym spotkaniu wiem, że chciałabym więcej. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz