Od paru dni zastanawiam się nad czymś, co ciągle gdzieś się przewija, powtarza, jest niekiedy jedną z podstaw do spełnienia się obu stron w relacji.
Zakaz osiągania orgazmu bez pozwolenia Pana, lub bez Jego wiedzy, lub za karę.
Wiem oczywiście, że jest to sprawa mocno indywidualna, część osób czuje się spełniona taką kontrolą, orgazm "po czasie" jest wzmocniony, wyrabianie cierpliwości i dyscypliny, parę innych zalet których obecnie nie dostrzegam, ponieważ nie jestem w grupie osób mających styczność z taką sytuacją. Jeśli chodzi o kary, również jest to indywidualne, ponieważ te bardziej 'temperamentne osoby' zapewne bardziej odczują zakaz osiągnięcia orgazmu, aniżeli osoby, dla których orgazm to tylko miły dodatek i jak jest to jest fajnie, a jak nie ma.. To trochę szkoda, ale cóż.
Osobiście, nie mam takiego zakazu i raczej nie ma szans żebym takowy dostała. Zdecydowanie również, na tym polu mamy za mało samodyscypliny ;) Zwykle tylko informuję, jeśli mam taką a nie inną potrzebę, lub... Wynika on z nudy ;) Ale zwykle staram się sama czekać do momentu, w którym On również będzie w tym uczestniczył - lub będzie stroną dającą. Ponieważ lubię Jego obecność, która potęguje moje doznania, a orgazm w zaciszu i bez Jego wzroku jest tylko krótkim (lub dłuższym) oddechem, impulsem; porównywalnie dla mnie jak papieros na stres (już nie palę). Osiąganie orgazmu traktuję w każdym razie jako bardzo naturalną potrzebę i zwyczajnie nie wyobrażam sobie nie móc. Już prędzej może mi zakazać sikać przez długi czas, lub jeść, a wyda mi się to mniej dziwne ;)
Ich ilość owszem, mocno zależy od decyzji Mistrza, ale i tu mam zwykle pole do manewru. Czyli jeśli czuję potrzebę na jeszcze jeden - pytam i proszę. Czasem okazuje się, że myślę że już nie mogę, podczas gdy On oczekuje jeszcze.
Bardzo zastanawia mnie również istota zakazu na określony czas - czy to za karę, czy to z zadania do spełnienia. O ile wiadomo, że krótka przerwa może wzmóc odczuwanie, o tyle w moim odczuciu ciągłe 'stopowanie' popędu i długotrwałe zakazywanie orgazmu może skutkować jego wyciszeniem lub blokadą na niego. Paradoksalnie można odnieść skutek odwrotny do zamierzonego, ale to chyba wychodzi po czasie.
Ten temat jest otwarty, dla mnie bardzo ciekawy.
Ich ilość owszem, mocno zależy od decyzji Mistrza, ale i tu mam zwykle pole do manewru. Czyli jeśli czuję potrzebę na jeszcze jeden - pytam i proszę. Czasem okazuje się, że myślę że już nie mogę, podczas gdy On oczekuje jeszcze.
Bardzo zastanawia mnie również istota zakazu na określony czas - czy to za karę, czy to z zadania do spełnienia. O ile wiadomo, że krótka przerwa może wzmóc odczuwanie, o tyle w moim odczuciu ciągłe 'stopowanie' popędu i długotrwałe zakazywanie orgazmu może skutkować jego wyciszeniem lub blokadą na niego. Paradoksalnie można odnieść skutek odwrotny do zamierzonego, ale to chyba wychodzi po czasie.
Ten temat jest otwarty, dla mnie bardzo ciekawy.
Zanim spotkałam Pana orgazm był zawsze w moim zasięgu. Pomagał mi się odprężyć, zwalczyć ból głowy, poradzić sobie z jakimś problemem (tak, po orgazmie potrafiłam w cudowny sposób znaleźć rozwiązanie). Ponieważ orgazm przeżywałam zawsze tylko w samotności - kiedy tylko miałam możliwość, nie odmawiałam sobie tej chwili dla siebie.
OdpowiedzUsuńNie znam zakazu na orgazm jako kary… znam zakaz na orgazm dla widzimisia Pana. Ale zawsze taka przerwa nagradzana była wieloma orgazmami po tym jak przetrwałam. Co ciekawe po jakimś czasie… bardziej mnie korci zabawienie się ze sobą, kiedy mam zakaz niż kiedy mam wolną rękę :).
Orgazm w seksie nigdy nie miał dla mnie znaczenia…, bo też nigdy nie przeżywałam go z mężczyzną.
Potrafiłam cieszyć się bliskością i czerpać z niej przyjemność bez niego.
nad tym też się zastanawiałam, że pewnie bardziej się chce jak jest zakaz, aniżeli wolna ręka ;)
Usuńpodoba mi się Twoje podejście czerpania przyjemności z bliskości :)
To teraz ja :)
OdpowiedzUsuńZakaz orgazmów, tuż przed przyjazdem ma sens. Wygłodniała czerpię więcej i mocniej. Ostatnio sama wyszłam z inicjatywą bo to akurat się sprawdziło.
Zakaz za karę nie spotkał mnie. Zakaz dla widzimisię ..tu wciąż staram się przypomnieć, że orgazm rozładowuje napięcie, pomaga na stres, pomaga zasnąć itp itd.
Samotne orgazmy są przecież i tak tylko namiastką tego co można poczuć przy mężczyźnie. Ech.. dużo bym dała za Pana blisko i często....
I na bieżąco przypominasz, i rozmawiasz, i On jest świadomy tego, czym jest dla Ciebie przeżycie orgazmu. I tak świadomy prawdopodobnie zupełnie inaczej na to spojrzy przy następnym razie. Fakt, w sytuacji, gdzie jest jakaś odległość wszelkie działania to jedynie namiastka i nic nie jest w stanie zastąpić czyjegoś głosu czy dotyku. Tuż przed przyjazdem - na pewno, pytanie tylko czy ilość dni braku aktywności ma faktycznie znaczenie, czy po pewnej ilości dni jest to już bez znaczenia
Usuń:) ja nadal nie rozumiem zastosowania tego zakazu, nie ma wpływu brak orgazmu na mój stan podniecenia i pragnienia bliskości z Panem... zawsze są na największych obrotach.. a czasami po chcę więcej i więcej :)
OdpowiedzUsuńmamy tak samo jeśli chodzi o zakaz na orgazm, również na popęd. Działanie zakazujące nasila frustrację dwojga...
UsuńPo części słusznie napisał bycPanem, temat rzeka i w zasadzie nie ma zbytnio sensu zastanawiać się nad tym, ale..
Fakt, umiejętnie stosowana tresura tego typu daje na pewno części osób wspaniałe efekty. Wymaga jednak również pracy dwojga stron. Inne zapewne takiej tresury nie potrzebują.