piątek, 1 stycznia 2021
ech, internety
sobota, 19 grudnia 2020
miau.... coś ty kotku chciał?
Mleczka do spodeczka.
Albo na cycki.
Jedno z ostatnich intymnych spotkań, bardzo udane zresztą.
Poczekałam na Niego klęcząc na obrotowym krześle w kusych majtkach ozdobionych cieniutką i przeźroczystą falbanką. Tyłem do drzwi więc sądzę, że się ucieszył widokiem. W nagrodę otrzymałam knebelek i polecenie trzymania rąk, tfu! łapek w górze. Cokolwiek by nie było. Jedynymi dozwolonymi dźwiękami mogło być mruczenie/ miałczenie/ inne wydawane przez bardzo niepocieszone niedolą kotki.
Było fajnie, bardzo fajnie. Orgazmowo. Zarówno z mojej strony jak i Jego. Nie oberwałam za to, że wdepnął bosą stopą w moją ślinę (która notabene wypłynęła spod knebla na podłogę, nie da się zbytnio tej śliny złapać).
Dałam radę trzymać łapki w górze ;-)
I ogólnie z wysokim tego dnia progiem bólu, skóra przyjemnie się nagrzewała od osprzętu, nie sprawiając zbytniego dyskomfortu.
No żeby tak udanie było zawsze.
(źródełko: freepic)
piątek, 4 grudnia 2020
coś, co nie mogło się udać
Wszystko było przygotowane: termin, być może za wczesna godzina 20, ogrzane pomieszczenie, czarny strecz, kilka zabawek, maski. Poprosiłam Mistrza żeby uwzględnił moją prośbę o niestreczowanie głowy - byłam świeżo po ciężkiej chorobie i jeszcze nieco z trudem łapałam oddech.
Świeżutko po prysznicu i nagusieńko przyszłam do Niego, aby po kolei unieruchamiał poszczególne elementy. Noga prawa, lewa, ręce, nogi nie mogły się złączyć, ręce rozdzielić. Ciemność od maski. Uprzedmiotowienie, ledwo co rozpakowana lalka, z gotowymi do zabawy otworami. Po rozpoczęciu tejże strecz naciągnął ścięgna i mięśnie w nogach, co spowodowało ból. I pal sześć, bo ból wiadomo że będzie... Ale jednak jest różnica pomiędzy przyjemnym trzepnięciem z siłą głaskaczem czy szpicrutą a tym. Z linami to jednak dużo inaczej jest, noga jakoś bardziej plastycznie się ułoży, dostosuje, zminimalizuje ryzyko zbytniego naciągania mięśni. Próbowałam wytrzymać, ale dojście do orgazmów i odczuwanie jakiejkolwiek przyjemności okazało się wysoce utrudnione.
Po wyplątaniu ze streczu kończyn dolnych, zadzwonił telefon. I choć Mistrz starał się rozmowę przeprowadzić szybko i sprawnie to wiadomo jak jest przerwać w środku. Cierpliwie czekałam w całkowitej ciemności, aż skończy, jednocześnie czując narastające zimno w stopach (po wyjściu ze streczu często trzeba zmykać pod gorący prysznic, skóra pod folią się poci a wyjęta na powietrze - w moment schładza). Niedobrze. Podejście następne - długie, orgazm, ból od głaskacza, orgazm wydarty, ostre rżnięcie, kolejny orgazm, ból od packi. Mnóstwo potu, płynów ustrojowych, łez. Bez całkowitego wejścia w subspace, pod koniec liczyłam już tylko na szybki koniec. Po po raz pierwszy już po, nie chciałam żadnej afterki. Żadnego przytulenia, rozmowy, pomocy. Potrzebowałam to wszystko przegryźć sama, poprosiłam o kwadrand dla siebie, sama ze sobą. I wiecie co, po tych piętnastu minutach przestałam się wściekać, mogłam spokojnie z Nim porozmawiać o tym, co się właściwie odjebało. Na duży plus że Jego orgazm był świetny bo go przedłużył, zarówno poprzez zacisk, jak i powstrzymywanie się od dojścia kilka razy. Podobno świetnie Mu było.
Ja czułam przeciążenie na nogach jeszcze na dzień następny - ale wszystko przez napinanie mięśni od orgazmu w folii, która to z kolei jeszcze mięśnie naciągała. Generalnie nie polecam, jak już chcecie mieć pozycję "na kurczaczka" to lepiej użyjcie sznurków ;-)
piątek, 13 listopada 2020
ciepło zimno
Sznurki, jestem przywiązana do łóżka.
Z maską na oczach, widzę ciemność.
Trochę jest mi zimno, wyszłam dopiero co spod prysznica po ćwiczeniach.
Jest praktycznie samo południe.
Mistrz chłonie moją skórę.
Bada ją dłońmi, ustami.
Seans sensualny, pozbawiony seksu.
Ciepło od suszarki, gorąco od nagrzanego noża którym On jeździł po skórze.
Piecze.
Zimno które się przebija pomiędzy falami gorąca.
Gorąco od uderzeń głaskacza i szpicruty.
Zimno w stopy.
Gorąco od suszarki.
Piecze ślad noża.
Zamęt w głowie, organizm zaczyna dziwnie odczuwać to wszystko.
Piecze skóra... A raczej pieką zakończenia nerwowe w skórze.
Piekący ból od mocnych uderzeń.
A na końcu oczyszczenie.
Czterdzieści minut.
Rozwiązanie ze sznurków.
Przytulenie.
Przypomniałam sobie, co potrafi seans... I ile daje.
sobota, 17 października 2020
17.10.2020
Mam nadzieję, że wszystko w porządeczku, żadnych zmian na minus, jedynie same superlatywy :)
Ja załapałam się na całkowitą zmianę "kuchni" bloga i znowu muszę od nowa nadrobić to i tamto choć, na szczęście, menu jest mocno intuicyjne. Chyba jednak minęło za dużo ....
W życiu ogólnie zapauzował mnie czas w pracy. Mnóstwo zmian doświadczyłam. Klimatycznie - do tego momentu niejako stoję w miejscu a M. zaraz za mną, nie znaczy to jednak że żremy cały ten czas tylko słodką wanilię. Zdążyłam odzwyczaić się od swojego imienia, choć dalej jest dla mnie czymś ultraważnym. Wpadło mi w ręce parę ciekawych przedmiotów i książek. Dalej fantazjuję, dalej Go zaskakuję. Nie jestem obecna w tym momencie na żadnym czacie albo forum klimatycznym. Staram się nadrobić życie na fetku, no ale nie czuję tego tak, jak kiedyś. Niemniej jednak cieszy mnie rozwój kilku ulubionych profili sznurkowych fotografów i ich majstersztyków, kilku profili znajomych z różnych miejsc. Sznurki ... czekają - wyprane, pachnące. Się nie spieszy, choć nieco mi tęskno za tym sunięciem sznura po skórze, niekoniecznie mojej ;)
Czas wszystko ułożyć w całość i kontynuować, bo przecież nie wracać się.
Prawda?

